ALL GUESTS MUST BE APPROVED BY CAT

Pamiętam te pierwsze. Przyjechały aż z Brazylii. Niemożliwie małe. Podobno nosił je mój mąż, o ile w ogóle można powiedzieć, że noworodek nosi buty. Białe trampki za kostkę z miniaturowym logiem Nike. Teraz należały do człowieka, który rósł w moim brzuchu.
Nie miał jeszcze płci, ale już miał buty.
Miał też sporą garderobę, składającą się z niedorzecznie małych ubrań. Potem i tak się okazało, że pływał w tych ciuchach, a skarpety, które zakładałam sobie na dwa palce dla żartów, starczały mu na całe nogi i nieustannie zjeżdżały.
Zobaczyłam je któregoś dnia obok moich czarnych balerin. Ktoś postawił je tam przypadkowo, walcząc z niesubordynacją dziesiątek par wiecznie zbuntowanych butów. Trampki. Wyraźnie większe od moich balerin. O cały rozmiar.
Zupełnie nie wiem, kiedy to się stało, bo wyraźnie pamiętam, jak jedenaście lat temu M. pukała do mojego brzucha, odpowiadał jej delikatny kopniak. Podekscytowana odrywała szybko rękę, piszczałyśmy i z fascynacją obserwowałyśmy, jak brzuch przelewa się w inne miejsce.

W jej szafie trochę ponuro. Na wieszakach dyndają ubrania, manifestujące dorosłość i niezależność.
W kąt wciśnięte konfekcyjne wspomnienia dzieciństwa. Hello Kitty smutno spogląda ze starej różowej piżamy.
Jest coś jeszcze. Moje ulubione dżinsy z dziurą, które pożyczyła bez pytania. I mój tshirt w paski, którego już nie założę, bo wylała na niego farbę na zajęciach plastycznych. A kiedy zapytam, dlaczego nosi moje ubrania, wzruszy ramionami i odburknie, że znalazła je w swojej szafie i myślała, że jej oddałam.
Jest też koszula dżinsowa, którą uwielbia i zniecierpliwiona zagląda do kosza z brudnymi ubraniami, czy już jest wyprana i czy można znowu ją nosić. Koszulę dostała ode mnie. Miałam dwie identyczne. Zastanawiałam się, której przyjaciółce ją oddać, kiedy zajrzała do mojego pokoju.
– Mam coś dla ciebie – powiedziałam.
Przymierzyła natychmiast. Z powagą przyjrzała się swojemu odbiciu w lustrze. I może mi się przewidziało, a może błysnęła w jej oczach na moment dezaprobata, tak charakterystyczna dla dorosłej osoby.

Nie wchodzę do jej pokoju bez pukania, a ona nie zostawia już beztrosko otwartych drzwi, z których niedawno usunęła zabawnego kota z napisem all guests must be approwed by cat. Przestał ją śmieszyć. Teraz przez zamknięte drzwi uciekają gwałtowne dźwięki Red Hot Chili Peppers, Kings of Leon i Gorillaz.
Na jej biurku cały nastoletni wszechświat. Od maszyny do szycia przez wybebeszone mechanizmy starych urządzeń, które próbuje przywrócić do życia, po moje szminki i biżuterię, których nigdy nie mogę znaleźć. W tym bałaganie maleńki flakonik próbnych perfum, który dostała ode mnie.

Widzę, jak mnie podgląda. A potem niezdarnie naśladuje.
Czasem łapię ją na gorącym uczynku. W uchu starannie zakrytym włosami mój kolczyk. Puder niepotrzebnie wtarty w młodą cerę, usta trochę za bardzo czerwone, rzęsy, które jeszcze niedawno obcięła, bo „jej przeszkadzały”, niedbale wymazane tuszem.
Szybko się odwraca, pewna, że niczego nie zauważyłam i zaczyna sobie robić sałatkę, bo właśnie przeszła na wegetarianizm, a poza tym i tak nic jej nie smakuje.
Obserwuję jej dłonie. W niewytłumaczalny sposób zawsze umazane atramentem.

To film sprzed niespełna dekady. Na nim mała dziewczynka w kolorowej sukience. Wystukuje jakąś koślawą melodię na zabawkowym keybordzie. Po chwili przerywa i mówi „teraz zagraj ty dobrą melodię. Masz mój instrument”.
Pękamy ze śmiechu. Najgłośniej śmieje się bohaterka filmu.
Z pamięci wysypują się setki luźnych obrazów tamtych dziwnych czasów. Pękające od nawału pokarmu cycki, nieprzespane noce, czyjś wieczny kaszel, płacz, śmiech, bałagan, nieustające „mamo!”, ulga, kiedy zasnęli, rozpacz, kiedy budzili się w środku nocy, zima za oknem, ubieranie całej trójki na spacer, a nad tym wszystkim dudniący odgłos pracującego inhalatora. I miłość wiążąca to wszystko w spójny pejzaż rodzicielstwa.

Minęło jedenaście lat.
W tym czasie mój brzuch trzy razy odkształcał się, dramatycznie zwiększając swoją objętość.
I oto siedzę teraz na sofie z kubkiem kawy, płaskim brzuchem i ciszą, rozmyślając, jak to możliwe, że jestem matka kogoś, kto ma stopę większą ode mnie, choć dopiero skarpety zjeżdżały mu z kolan?




Jeśli brakuje Wam pomysłów na upominki z okazji Dnia Matki i Dnia Dziecka, to zawsze polecam biżuterię. Dajemy ją sobie sporadycznie, a nieraz w małej bransoletce tkwi cała masa wspomnień.
Zajrzyjcie na stronę Artelioni, znajdziecie tam piękne błyskotki

DLA TEJ MAŁEJ Z OKAZJI DNIA DZIECKA


1. Naszyjnik z flamingiem | 2. Bransoletki Artelioni z agatami


3. Bransoletki Artelioni z agatami


4. Kolczyki z flamingami


5. Bransoletki Artelioni z kwarcem

DLA TEJ DUŻEJ Z OKAZJI DNIA MATKI


1. Kolczyki pozłacane ze szkłem | 2. Naszyjnik liść monstery


3. Kolczyki z brązu


4. Złote kolczyki | 5. Bransoletki Artelioni z brązu

*Wpis powstał we współpracy z marką Apart

You may also like

9 komentarzy

  1. Piękny i wzruszający tekst. A zdjęcia jeszcze piękniejsze, widać, że wspaniałe z Was dziewczyny ❤️

    Mamą zostałam rok temu i teraz pukam w czoło moją dawną ja, która bała się, że to nie dla niej, że nie podoła, że nie pokocha wystarczająco mocno. Tydzień przed porodem cały dzień przepłakałam w kącie, twierdząc, że jestem zbyt samolubna żeby być dobrą matką. A potem położna ułożyła na moim brzuchu maleńkie zawiniątko i nagle wszystko wskoczyło na swoje miejsce… 🙂

  2. Jak zawsze niby zwykła historia pieknie ubrana w słowa <3 i tak patrzę na te moje (jedna 2latka,a druga 5mscy), inhalator właśnie ucichł i trochę mi smutno,że dziś po całym dniu mam ich trochę dość,a one zaraz pójdą sobie w świat…

  3. Piękny wpis, ja na swoją córkę czekałam 11 lat, leczylam się, było ciężko ale nie poddawalsm się i udało się, dzisiaj jest po maturze i w pazd, październiku wyfrunid z gniazda, jest mi B, smutno, pozdrawia.

  4. Jesteś naprawdę niezwykłą i fantastyczną Mamą, ta śliczna młoda dziewczyna ma naprawdę wielkiego farta! 🙂
    Piękny, pełen miłości tekst i dwie cudowne młode dziewczyny na zdjęciach! <3

    Wszystkiego najlepszego dla Was obu! 🙂

  5. Saro,cudowny tekst! Bardzo wzruszający. Tak,czas płynie szybko i nieubłagalnie. Naprawdę trzeba doceniać to co mamy teraz i cieszyć się chwilą. 16 miesięcy temu położna położyła mi mojego dzidziusia na piersi, cudowna, magiczna chwila i nagle pstryk palcami-niewiadomo kiedy minęło już tyle czasu. Rozumiem co napisały Mamy powyżej i Ty, które macie już nastolatki w domu… Czas ucieka za szybko…
    Z okazji zbliżającego się Dnia Matki życzę wszystkim Mamom dużo miłości i samej radości z posiadania dzieci. Niech trwa ta wspaniała przygoda zwana macierzyństwem/rodzicielstwem, ale wsparta wyrozumiałością i ogromną cierpliwością 😉

Pozostaw odpowiedź Paulina Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.