CHRONICZNA SZAROŚĆ ZMIERZCHU…

Już wówczas miasto nasze popadało coraz bardziej w chroniczną szarość zmierzchu, porastało na krawędziach liszajem cienia, puszystą pleśnią i mchem koloru żelaza.
Ledwo rozpowity z brunatnych dymów i mgieł poranka – przechylał się dzień od razu w niskie bursztynowe popołudnie, stawał się przez chwilę przezroczysty i złoty jak ciemne piwo, ażeby potem zejść pod wielokrotnie rozczłonkowane, fantastyczne sklepienia kolorowych i rozległych nocy.

Bruno Schulz, Sklepy Cynamonowe

***

Trzeci dzień z rzędu mam duszę zainfekowaną smutkiem.
Takim potwornie treściwym, przylegającym do każdej komórki ciała, skraplającym się bezsensownymi łzami.
To taki smutek, na który nie ma lekarstwa. Wsiąknie w poduszkę i w książkę.
A potem będzie lepiej.





czapka – Wool by Ann
szalik – nie pamiętam!
kurtka sztruksowa – Bershka
kurtka dżinsowa i spodnie – lumpeks

You may also like

4 komentarze

  1. Uśmiechnij się piękna kobieto:)Mimo tych smutasów zawsze jest promyk radości,tak się pocieszam ,ze będzie lepiej-buziaki.A życie nie jest łatwe,przyznaje…Pozdrawiam M

  2. Z moją Panią psychiatrą mam taką umowę, ze jak oblepia mnie ten smutek przez dwa tygodnie non stop to przychodze po pomoc. Ale nie wczesniej. Na szczęście mam dobrze dobrane leki i terapię i juz dawno sie takie dwa tygodnie nie wydarzyly. Kto wie- może po 15 latach walki wreszcie ogarniam swoją depresję? :)) Uwielbiam Twoj blog. Czytam od bardzo dawna-wreszcie musialam napisac.

Pozostaw odpowiedź Ania Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.