HISTORIA PEWNEGO TRÓJKĄTA, CZYLI JAK ZORGANIZOWAĆ RANDKĘ IDEALNĄ

Każdy poradnik o tym, jak stworzyć szczęśliwy związek, powiem Wam, że z czasem ta chemiczna eksplozja zmysłowości wyparowuje, a wtedy trzeba dorzucać drew do pieca namiętności i wymyślać różne rzeczy, które sprawią, że wady naszych współpartnerów będą tak samo urocze, jak na początku. Bo wiecie, jak to jest? Najpierw myślimy: „och, jaki on jest rozkosznie roztrzepany!”, a rok później: „gdzie jest kuźwa połowa zakupów z listy, ja się pytam?!”
Co więc zrobić, żeby się nie wściec, kiedy wysyłamy go do sklepu po ziarenka słonecznika do sałatki, a on po trzech godzinach wraca ze słonecznikiem i jeszcze narzeka, że pół miasta zjechał i po kiego grzyba nam ten kwiatek?
W naszym piecu wątły popiół zaraz będzie ziąb!
Nie martwcie się, po trzynastu latach udanego związku przybywam do Was z garścią praktycznych porad. No może nie garścią, bardziej wskazówką… No dobra, po prostu z pomysłem jak spędzić romantyczny wieczór. Ale nie jakieś tam pożal się boże wtórne kolacje ze świecami, wanna z pianą i płatki róż. Bo to dobrze wygląda tylko na filmach. Przy świecach w ogóle nie widać jedzenia, w wannie się pocisz, a płatki róż przyklejają się do tyłka.
Ja mam dla Was propozycję randki, którą zapamiętacie do końca życia!

A było to tak. Na początku grudnia zaplanowałam dla męża urodzinową imprezę niespodziankę. W wielkiej tajemnicy zaprosiłam gości, przebierałam nóżkami na myśl o tym, jak zaskoczony mąż zemdleje z radości. Och, gdybym tylko wiedziała, że on naprawdę zemdleje, ale z zupełnie innego powodu… Nie uprzedzajmy jednak wydarzeń tej dramatycznej nocy.
Tak więc przebierałam tymi nóżkami, kiedy zadzwonił mój ukochany, który akurat był w delegacji i wypowiedział to cholerne zdanie, które kazało mi udawać, że na linii są zakłócenia i muszę się rozłączyć: „Kochanie, wiesz, czego nie mogę się doczekać? Weekendu sam na sam z tobą. Ciągle mamy gości i marzę o dwóch dniach spokoju. Tylko ty i ja”.
Tępym wzrokiem patrzyłam na połacie szarości za oknem. Tylko ja, on i tabun ludzi, którzy wyskoczą spod stołu, żeby zniszczyć jego marzenie o spokojnym weekendzie…
Po bardzo długich wewnętrznych obradach podjęłam decyzję, że nie odwołam gości, a w niedzielę spędzimy romantyczny wieczór, którego pragnął mój maż.
Weekend upłynął w atmosferze imprezy, muzyki, szalonej ilości ludzi, decybeli, dzieci, jedzenia i wszystkiego, co jest zaprzeczeniem spokoju, czyli tak jak zawsze, ale mąż nieustannie powtarzał, że jest zachwycony, że to jego ulubieni ludzie, że przecież przed nami jeszcze całe życie, kiedy możemy być sam na sam.
Kiedy w niedzielę wieczorem zatrzasnęłam drzwi za ostatnimi wychodzącymi, uderzyła nas ta charakterystyczna piskliwa cisza, w której słychać odgłosy tykania zegara, czy kropli wody roztrzaskującej się o zlew.
– Słyszysz? – szepnął – jaka cisza…
Przez moment wsłuchiwaliśmy się w łagodne takty ciszy, która muskała nasze uszy. Było błogo.
Spojrzał na mnie z tym błyskiem namiętności w oczach, który tak uwielbiam, objął mnie, wpadłam w jego silne ramiona niemal bezwładnie i rzekł:
– Czy jesteśmy w końcu sami, czy jeszcze coś planujesz?
– Nie kochanie, teraz już tylko ty i ja…
Przez moment kołysaliśmy się w tym uścisku, a potem korek wina z głuchym odgłosem oznajmił, że oto nastała część weekendu, na którą czekaliśmy. „Dobry wieczór!”
Z głośników wysączyła się delikatna muzyka, zachłannie wsłuchiwałam się we wszystkie jego słowa, on pożerał mnie wzrokiem, podjadaliśmy z miski z sałatką, nasze dłonie się spotykały gdzieś między sałatą a pomidorem, flirtowaliśmy w niewyszukany sposób, było cudownie…
Mój mąż zwykł mawiać: „jeszcze tylko nóż sprężynowy i już będę miał w życiu wszystko”.
Tak oto w wieku trzydziestu pięciu lat miał już wszystko, bo na urodziny dostał od przyjaciela nóż.
Z namaszczeniem wziął go ręki, przez moment oglądał pod światło. Wyglądał jak Czarna Mamba, która w Kill Billu dostała miecz od Hattori Hanzo.
I wtedy stało się coś, czego do dziś nie możemy pojąć. W każdym razie pamiętacie latające kończyny w Kill Billu? Po naszej kuchni też zaczęły fruwać. Palce mojego męża.
Wykonał jakiś szybki ruch nożem, ostrze wyskoczyło i zanim zorientowałam się, co się dzieje, mąż stał nad zlewem w strugach krwi, plując bluzgami.
W jednym ze skeczy Monty Pythona jest taka scena, jak rycerz w walce traci obie ręce, wstaje, otrzepuje się i mówi „it`s just a scratch”.
Tak więc można powiedzieć, że mój mąż się tylko drasnął nożem, a krwi było dużo. Z małej chmurki wielki deszcz, ot co.
W otępieniu zawijałam jego ranę w kolejną warstwę bandaża. Nie mówiliśmy nic. Słowa nie były potrzebne. Co prawda byłam teraz jego pielęgniarką, ale to nie był ten scenariusz.
Delikatnie manewrowałam pomiędzy palcami, które przeżyły atak nożownika i wtedy mój mąż postanowił, że położy się na stole. Zapytałam go, co wyprawia i że to nie czas na żarty, bo muszę być skupiona, ale on nie odpowiedział, tylko przyległ twarzą do stołu… Zanim zorientowałam się, co się dzieje, on już gładko spływał ze stołu. Złapałam go nieudolnie gdzieś w pasie. Wyślizgiwał mi się z rąk jak nieforemny worek ziemniaków.
W panice zaczęłam krzyczeć: „matko święta, co ty robisz, co się dzieje?!! Oszalałeś! Wstań, obudź się!!”
Nie reagował, uszło z niego wszystko, na czele z kolorem. Siedział na podłodze sinoblady, a ja się darłam wniebogłosy. Nagle nabrał rumieńców, jakby ktoś wlał do niego z powrotem kolory, spojrzał na mnie zdziwiony i powiedział:
– Czemu się tak wydzierasz?
Podobno pamiętał tylko, że zawijałam mu palca. Obudził go mój wrzask.

Siedzieliśmy w kinie. Obojętnie żuliśmy popcorn.
W końcu byliśmy sam na sam. Tylko on, ja i jego ręka, zawinięta po łokieć, w której bulgotała krew.
Przysięgłabym, że słyszę w oddali demoniczny chichot różanych płatków.

***

Zaraz Święto Zakochanych. Możemy lubić lub nie, świętować albo nie, najważniejsze to żeby się o to nie kłócić, bo nie warto.
Jeśli planujecie z tej okazji obdarować kogoś biżuterią, to wybrałam dla Was trochę błyskotek od firmy Apart w różnych wariantach cenowych.
Tymczasem Moi Drodzy kochajmy się bez względu na dzień i miesiąc.
Peace & Love.

PIERŚCIONKI


1. pierścionek z kulką | 2. pierścionek z cyrkoniami | 3. pierścionek z kulkami | 4. pierścionek z oczkiem



1. pierścionek z oczkiem | 2. pierścionek sprężynka | 3. pierścionek geometryczny | 4. pierścionek zawijany

KOLCZYKI


1. kolczyki trójkąty | 2. kolczyki krzyżyki | 3. kolczyki z sercem | 4. koczyki z blaszką


1. kolczyki koła | 2. koczyki geometryczne | 3. kolczyki wiszące | 4. koczyki Elixa

NASZYJNIKI I ŁAŃCUSZKI



1. łańcuszek z krzyżykiem | 2. łańcuszek z piórkiem 3. łańcuszek z diamentem | | 4. łańcuszek z kółkiem


1. łańcuszek z krzyżykiem | 2. naszyjnik Elixa | 3. naszyjnik półokrągły | 4. minimalistyczny naszyjnik


*Wpis powstał we współpracy z firmą Apart.

You may also like

8 komentarzy

  1. Nie wiem czy to miało być śmieszne ale szczerze rozbawiła mnie ta akcja z leżenie na stole 😉 dovrze, że wszystko dobrze się skończyło. Pozdrawiam Martyna

  2. Swietny tekst. Moj maz marzy o scyzoryku, takim ktory otwiera sie blyskawicznie. Oczywiscie mowie stanowcze NIE, nie dlatego ze mam taka zachcianke ale dlatego, ze widze oczyma wyobrazni co sie stanie kiedy nabyje ow scyzoryk. Dodam, ze kilka dni temu zacial sie … obieraczka do ziemniakow … dwa razy … w przeciagu 5 minut … w to samo miejsce. Te moje oczy widza juz kiedy przez przypadek podicna sobie tetnice udowa i wykrwia na smierc. Pogrzebu nie zobacze bo bede juz wtedy na Bahamach szukac meza nr 2 – z mysla ostrzegalam go! Zwloki do kraju zwiezie jego rodzina. Na ten argument wymyslil, ze bedzie go nosil w plecaku … oczywiscie bedzie pamietal o nim zeby wiyciagnac go przed kazdym lotem (a lata duzo) zeby nie wzieli go za terroryste i przemytnika i cofneli nam wize. Ostatecznie pan na bramce powie zeby wyrzucic noz bo inaczej nie przejdziemy i tym samym stracimy kilka dobrych groszy, bo oczywiscie scyzoryk musi byc fancy.

  3. Przepiękna biżuteria, ale nie piękniejsza niż ten wpis.

    Mój narzeczony jest fanatykiem… dobra, nie 🙂 fanem noży i innych broni. Oczywiście do samoobrony 🙂 zafiksował się na tym punkcie mniej więcej wtedy, gdy zaczął trenować krav magę. A ja z nim 🙂

    Mam nadzieję, że rany się zagoiły 🙂

Pozostaw odpowiedź Aleksandra Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.