„Kupuj tylko to, co zapiera dech w piersiach”

Kilka miesięcy temu miałam okazję przedpremierowo przeczytać książkę Ekoszafa. Ubieraj się dobrze Elizabeth. L Cline. Pochłonęłam ją w mgnieniu oka i po lekturze byłam tak zainspirowana do zmian, że zapisałam pół zeszytu notatkami. Kilka dni później ogłoszono lockdown i uznałam, że to zupełnie niewłaściwy moment na pisanie o modzie.
Niemniej treść książki mocno osiadła w mojej głowie i bardzo polecam ją Waszej uwadze.
Myślę, że jest w stanie zawładnąć umysłem osób, których ten temat szczególnie nie interesuje.
Do wpisów modowych, inspirowanych tą książką z pewnością wrócę od września.

Autorka porusza bardzo ważną kwestię. To, co dla nas jest nieprzemyślanym zakupem za grosze, dla Ziemi i świata jest kolejną rzeczą puszczoną w obieg, która z dużym prawdopodobieństwem wyląduje na śmietniku, bo wbrew temu, co nam się wydaje – rzeczy, których się pozbywamy nawet z dobrymi intencjami, wierząc, że trafią do potrzebujących, trafiają do najbiedniejszych krajów świata, gdzie latami zalegają pośród ogromnych hałd ubrań, które wytwarzają toksyczne gazy:

„Kiedy przyjrzałam się z bliska strumieniowi tekstylnych śmieci, wypływającemu z Nowego Jorku, okazało się, że wielu ludzi nie zadaje już sobie nawet trudu, aby wyprać, naprawić, czy oczyścić swoje dary z psiej sierści i innych okruchów. Coraz większa część tych śmieci spada na kraje afrykańskie. Wysypiska śmieci w Ghanie, która jest jednym z głównych importerów używanych ubrań ze Stanów Zjednoczonych i Europy Zachodniej, są wypełnione dosłownie po brzegi naszymi znoszonymi ubraniami. Według danych OR fundacji non-profit, zajmującej się analizą światowego handlu odzieżą używaną, 40 procent używanej odzieży importowanej do Ghany każdego roku, ma tak niską wartość, że w ogóle nie trafia do ponownego użytku, ani sprzedaży, lecz wprost na wysypisko. Liczby są szokujące: w 2018 roku na wysypisku miasta Accra wylądowało 48 milionów funtów tekstylnych śmieci. Dlaczego? Otóż trafiają tam często rzeczy znoszone, brudne, rozciągnięte lub zbyt odbiegające od współczesnych kanonów mody. Ponadto jest ich zdecydowanie za dużo”*

Powiem Wam, że wywarło to na mnie takie wrażenie, że kilka dobrych miesięcy nie kupiłam nic. Co prawda kwarantanna sprzyjała, ale postanowiłam, że od tej pory tylko rzeczy, które już raz ktoś kupił, tak odkryłam Vinted (polecam, we wrześniu zacznę sprzedawać tam swoje rzeczy).

A druga kwestia, która bardzo utkwiła mi głowie, dotyczy komponowania garderoby, z której zawsze będziemy zadowoleni. Autorka podaje złotą zasadę, którą winniśmy kierować się podczas zakupów: „kupuj tylko to, co zapiera dech w piersiach”.
Kiedy przeczytałam to po raz pierwszy, uznałam za pretensjonalne. Przecież to niemożliwe!
Ale powoli do mnie dotarło, co Cline miała na myśli.
Przypomniały mi się te wszystkie momenty, kiedy kupowałam coś, nie do końca przekonana, albo dlatego, że było przecenione o 70%, albo dlatego, że było ładne, ale za cholerę do mnie nie pasowało, albo pod wpływem impulsu, albo za sprawą chwilowej mody.
– Kupuj tylko to, co zapiera dech – usłyszałam w głowie, kiedy dumałam nad sukienką z Vinted, całkiem ładną, całkiem tanią, jednak z pewnością nie wyjątkową.
Złota zasada Cline wraca do mnie na każdym kroku, kiedy mnie coś kusi. Uniknęłam w ten sposób wielu zakupowych nieporozumień. – Czy to ubranie zapiera ci dech? Czy może ta szczodra przecena? – pytam sama siebie.
Mój początkowy sceptycyzm przerodził się w taki entuzjazm, że zainfekowałam tą dewizą większość koleżanek.
Na początku lipca wybrałam się z P. na pierwsze zakupy od początku pandemii. Podczas przebieranek, co chwilę padało hasło „no ładne, ale żeby zapierało dech… niestety nie”.
W jednym ze sklepów wisiała na wieszaku niemrawo sukienka. Pstrokata i dziwaczna. Urzekła nas swoją nietuzinkowością, ale nie na tyle, żeby ja przymierzyć.
Już miałyśmy opuścić galerię, kiedy myśl o pstrokatym dziwadle wróciła i uznałyśmy, że trzeba się przekonać na własnym ciele.
Sceptycznie mierzyłam kreację, kiedy z lustra spojrzała na mnie dziewczyna w odlotowej kiecce.
Musiałam się jednak upewnić, że P. myśli podobnie i lustro nie płata mi figla. Wyszłam z przymierzalni i pokazałam się P. Na moment ją zatkało, aż w końcu powiedziała:
– No i ta sukienka zapiera dech!

A kiedy niedawno zrzędziłam mojej córce, wybrzydzającej nad ubraniami, że jest najgorszą klientką, gorszą nawet od swojego ojca i jej wybredność wytrąca mnie z równowagi, ta ze spokojem odrzekła:
– Mamo, ja nie jestem wybredna, ja po prostu wybieram tylko rzeczy, które zapierają dech.

*Ekoszafa. Ubieraj się dobrze, Elizabeth E. Cline





sukienka – Sfera | buty – Deichmann | torba – allegro ( sprzed kilku lat)

You may also like

10 komentarzy

  1. Gorzej jest, jeśli ma się „dar” widzenia rzeczy zapierających dech 😅 raDar w oczach 😉
    Muszę sięgnąć po tę książkę 🙂 Dziękuję <3
    A w sukience wyglądasz przepięknie❤

  2. Zgadzam się w 100%, większość rzeczy, które kupuję jest właśnie z vinted, przy czyn też muszą być zachwycające. Proszę mi uwierzyć, że prędzej czy później udaje mi się zdobyć ubrania, które upatrzyłam sobie podczas premier kolekcji 😉

  3. „Dech w piersiach” zapierasz Ty, nie sukienka:-). Choc ona tez jest ladna i do Ciebie pasuje.
    Ja sporo kupowalam na Vestiaire Collective. Niestety platforma ta stala sie tak popularna, ze ceny mocno poszly w gore. Sa na poziomie tych na wyprzedazach, a sa to przeciez rzeczy noszone, ktorych nie mozna przymierzyc i w razie czego zwrocic.
    Zredukowanie zakupow do minimum jest na pewno najlepszym wyjsciem. Ksiazke juz zamowilam, dziekuje za polecenie:).

  4. Ja się z pojawieniem dzieci wyleczyłam z shopoholizmu… To wszystko zajmowało za dużo miejsca! Blogi simplicite i joannaglogaza bardzo mi w tym pomogły. Mam skomponowaną z pomysłem i życie jest łatwiejsze;). Zrobiłam w zeszłym roku detoks zakupowy, a w tym roku już nawet nie muszę się kontrolować. Kieruję się bardziej zasadą: czy jest mi to naprawdę potrzebne? Ale metoda zapiera dech też niezła!

Pozostaw odpowiedź Anonim Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.