MAŁA DZIEWCZYNA Z WIELKĄ TORBĄ!


Nieskromnie przyznam, że na imieninach u cioci X jestem prawdopodobnie najwdzięczniejszym gościem. Wszystko grzecznie zjadam, nie odmawiam dokładki, pomagam znieść talerze ze stołu, komplementuję i co ważne, nie zadaję krępujących pytań – „czy to jest slow food? W ogóle jakie jest to food? Home made? Gdzie made? Czy to z farmy ekologicznej? Jakiej użyto tu mąki, czym zabielano? Z jakiej kozy ten ser? Czy z koszernej kozy? Czy ta koza jeszcze żyje? Czy jest weganem? Jakie tu wyczuwam nuty i kleksy?”
Generalnie mam zasadę, że martwą zawartość talerza pochłaniam z radością.
Ale! Dajcie mi kubek herbaty, którego ścianki wewnętrzne są ciemnie i uniemożliwiają mi widzenie dna, a nie ma bata, że skosztuję tej czarnej dziury.
No taki mój mały fetysz, kubek musi być taki, a nie inny żebym zaszczyciła go herbatą. Naczelna zaś zasada brzmi – biały od wewnątrz.

Jeszcze niedawno, zapytana o dziwactwa, poprzestałabym na kubkach i umiłowanym przeze mnie zapachu benzyny, dziś jednak dorzucam kolejny nieszkodliwy fetysz – torby!
Najchętniej czarna, jak smoła, najlepiej wielka, jak pokrowiec na kombajn, albo miała niczym pokrowiec na naparstek. Wszystko pomiędzy jest kompromisem lub przejawem zdrowego rozsądku.
Mała Dziewczyna z Wielką Torbą – to moja nowa osiedlowa ksywka!


bluza – Front Row Shop | spódnica – Sheinside | sandały – Mango | torba – poooh!
FACEBOOK | INSTAGRAM

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.