ŚWIĘTA SĄ DLA LUDZI!

– Gdybym mogła, to bym wywaliła z kalendarza te cholerne Święta! Tyle mordowania się ze wszystkim i udawania, że na samą myśl jest mi słabo. Uwierz mi Sarenko, wolałabym się w tym czasie wyspać, poleżeć z dziećmi w łóżku, ale nie! Trzeba się urobić po łokcie, a potem to wszystko odchorować – zwierzyła mi się rok temu R.
Na te słowa obudził się mój wewnętrzny rewolucjonista i chciałam jej powiedzieć: „No to weź to olej! Chrzanić taką tradycję, zostań z dziećmi w łóżku! – na szczęście ugryzłam się w język. Bo to się łatwo mówi. W głowie wyciągamy najostrzejszą amunicję i dziarsko rozprawiamy się ze znienawidzoną „tradycją”. Tymczasem zadzwoń do matki i powiedz jej: „Mamo, nienawidzę Świat. Nie znoszę karpia, nie trawię dzielenia się opłatkiem i siedzenia godzinami przy stole”. No właśnie. To tylko w głowie wydaje się takie łatwe.
Rozmawiałam ostatnio z przyjaciółką. Jest pokłócona z ojcem. Nie jakaś tam byle sprzeczka, dla niej to autentyczny życiowy dramat. – Najgorzej, że zaraz Święta. Nie wiem co mam robić. Jeśli przełamię się z nim opłatkiem, to stracę do siebie szacunek – szepnęła do telefonu i autentycznie nie wiedziałam, co rozsądnego mogę jej powiedzieć.
Coś jest nie tak ze Świętami. Źle to sobie zorganizowaliśmy (ile rzeczy w życiu my dorośli źle sobie organizujemy! Jak to możliwe?!)
Oto szopka świąteczna z prawdziwego zdarzenia: dorośli uwijający się jak w ukropie. Nerwowa atmosfera. Pierogi, które są ważniejsze od ludzi. Trochę takie stado osłów, które wpadło do Betlejem, żeby z cichej nocy zrobić cyrk.
Czy na Wigilii będzie z nami Papież, Królowa Angielska, czy może sam Jezus, bo jak inaczej wytłumaczyć to szaleństwo?
Ale jak to? Tylko my, rodzina? Czyli nic się nie stanie jeśli zaczniemy 15 minut później? I barszcz nie będzie parował? Jeśli przypalą się nieco pierogi? I śledź będzie za słony?
Tymczasem Pierwsza Gwiazdka bezlitośnie wspina się na niebo, mając w dupie kapustę z grzybami i zwiastując dobrą nowinę: „Przestańmy wydzierać na siebie ryje i siądźmy razem do stołu”.
I jeszcze dzielenie się opłatkiem – składamy sobie życzenia, czy przepraszamy się za ten pieprzony przedświąteczny cyrk?
Ja naprawdę rozumiem, to wszystko są nasze piękne polskie tradycje. Ale na boga! Tradycja jest dla ludzi, a nie ludzie dla tradycji. Święta są dla ludzi, a nie ludzie dla Świąt!

Zanim siądziemy do tego stołu, warto się zastanowić, co uprawiamy? Świąteczną krzątaninę, czy świąteczny zamordyzm?
Pamiętam, że w zeszłym roku szlag mnie trafił podczas…robienia pierniczków. Już nie wiem, o co dokładnie poszło. Generalnie te pierniczki miały robić dzieci. I chyba naoglądałam się za dużo reklam, bo wydawało mi się, że włączę Franka Sinatrę, przylecą elfy, rozpylając cudowną atmosferę świąt, w oknach staną renifery, spadnie śnieg, a my będziemy radośnie nucić, śmiać się i lepić idealne pierniczki. Tymczasem kuchnia była cała upierdolona mąką i miodem. Co chwilę ktoś się kłócił i wyrywał sobie tubkę z lukrem, a dzieci ku mojej rozpaczy lepiły „świąteczne dinozaury i koślawe zombie-pierniczki rodem z horroru. Wkurzył mnie nawet Sinatra, rzygający tą nieznośną świąteczną tęczą z głośnika: „How silently, how silently”. Chyba kuźwa u ciebie Frank!
Wyszłam z kuchni obrażona. Zatrzasnęłam się w łazience i dopiero w lustrze zobaczyłam swoje odpychające dorosłe oblicze, nierozumiejące konceptu świątecznego dinozaura.
O jak mi było wstyd.

Kilka lat temu spędziłam święta Bożego Narodzenia w Brazylii.
Wygląda to trochę inaczej niż u nas w Polsce, przede wszystkim dlatego, że to czas największych upałów. Podświetlone choinki na tle palm, to widok niecodzienny.
Jednak to co uderzyło mnie najbardziej, to brak przedświątecznej gorączki. Wydawało mi się to wręcz sprzeczne z tradycją.
Nikt nie zarzynał się od tygodnia w kuchni. Zamiast tego przygotowaliśmy wspólnie uroczystą kolację. W Brazylii jedzenie traktuje się inaczej – ze względu na temperatury nie szykuje się go w ogromnych ilościach, bo wiadomo, że się zepsuje. Również na Święta było go akurat tyle, ile trzeba.
Nie będę opowiadać, że te brazylijskie Święta były lepsze. Mimo wszystko tęskniłam za polskimi. Od czerwonego barszczu po dzielenie się opłatkiem. Gdybym jednak mogła, to przemyciłabym do naszej polskiej tradycji to „niewariowanie” i „niewykańczanie się”.

Kupujemy prezenty, na które nas nie stać. Mamy lśniące okna i przykurzone sumienia. Gotujemy jedzenie, którego nie przejemy. Jemy więcej niż są w stanie wytrzymać nasze żołądki. Składamy sobie życzenia, zamiast się przeprosić. Po wszystkim mamy niestrawności.
Trudno rozwiązywać w Święta konflikty i mówić to, co się naprawdę myśli. Ale można zwolnić. Można zostawić te brudne okna. Można ugotować połowę planowanego jedzenia. Można pozwolić dzieciom lepić dinozaury. Można zrobić losowanie prezentów i zamiast 30 kupić jeden.
Naprawdę nie ma takiej tradycji, że z okazji Świąt trzeba oszaleć.

My dziś lepimy pierniki. Postaram się udawać, że mąka to śnieg, kiedy Sinatra będzie śpiewał „Let it snow, let it snow, let it snow!”






marynarka,spodnie,sweter, torebka- lumpeks
botki – Zalando (sprzed roku)
okulary – Ray Ban
rękawiczki – Monika Kamińska (panowie to wspaniały pomysł na prezent świąteczny!)
biżuteria – Apart
zegarek – Aztorin


You may also like

34 komentarze

  1. No, Jezus to akurat powinien być. 😛 Ale jemu raczej o co innego chodzi niż o śledzie i pierniczki. 😛 Pewnie by się podpisał pod tym wywodem. Pozdrawiam.

    1. O tym samym pomyślałam że Jezus jest to pewne! A cała reszta się zgadza😄 jestem zmotywowana żeby było inaczej i mam w nosie co inni pomyślą.

  2. Miedzkam w Norwegii od 11 lat. Tutaj święta to cały grudzień przystrojone domy,świąteczne wypieki, radość i życzliwość. 23.12 rodziny świętują coś co w wolnym tłumaczeniu mogę nazwać „mała wigilia”. Spotykają się,jedzą pierniczki i piją grzańca. W moim rodzinnym domu 23.12 był zapieprz i nerwówka. Jak mama siadała do stołu w wigilie to ledwo patrzyła na oczy, a my wszyscy mielismynpoczucie winy ze nie dość pomogliśmy. Postanowiłam ze u mnie będzie inaczej. Na wigilie przygotowujemy trochę bardziej wykwintny obiad, taki z zupa i deserem 😊 a świąteczne dni spędzamy na spacerach, na łyżwach albo na basenie z dzieciakami. Bo lubimy. I wcale mnie nie ciągnie do Polski na święta 😊

  3. Święta zawsze kojarzyły mi się kłótniami, nerwową atmosferą, ale były dla mnie ważne i chciałam, żeby wszystko było idealnie, ba, nawet papier na prezenty musiał być konkretny. Aż wreszcie jedna z bliskich mi osób powiedziała parę lat temu, że nie będzie brać udziału ani w Wigilii, ani w Bożym Narodzeniu. Podejrzewam, że powodem była niechęć do tego całego szału, chociaż oficjalny powód był inny (połączony z jakimś tam konfliktem, konflikt się skończył, ale ignorowanie Świąt trwa do dzisiaj :P). Efekt, to świętowanie bez sporej części rodziny. I w pierwszym roku smutek, totalne olewanie przeze mnie prawie wszystkich aspektów przygotowań do Wigilii i Bożego Narodzenia. A w następnych latach, smutek coraz mniejszy, ale ignorowanie przedświątecznych przygotowań zostało. I to jest piękne. Nie ma u mnie w domu specjalnego sprzątania, choinka pojawia się tydzień przed Świętami, ubierana w spokoju, specjalnego gotowania brak – w razie czego można coś kupić. Żadnego szału, ciśnienia. I mam nadzieję, że już tak zostanie.

  4. Świeta racja w moim rodiznnym domu swieta to zawsze byly nerwy i darcie papy. Bo najwaznijesze bylo zeby posprzatac i ugotowac. Kiedys z okazji pieczenia ciastek uslyszalam nawet wypierdalaj z domu bo nie jest twoj. Teraz z mezem mamy swoja tradycje i jesli cos gotujemy to wspólnie. Nigdy nie robimy generalnych porzadkow. Jak sprztamy to tak jak zwykle tydzien wczesniej. A prezenty robimy sobie 😊 ale mimo to co święta mam wyrzuty sumienia ze niechce ich spedzac w rodzinnym domu. I to mnie wykancza, ale licze na to ze w koncu mi przejdzie.

  5. Jestem tradycjonalistką i najbardziej lubię święta takie, jak są u mnie w domu, jakie znam z dzieciństwa. Stół uginający się od jedzenia, góra prezentów, choinka obwieszona całym złotem świata, gwar, krzątanina, oczywiście zmuszanie do śpiewania kolęd, wizyty w kościele. Staram się zawsze pamietać o tym co dobre. Jednak nigdy moje święta nie były spokojne i tylko za tym tęsknię. By nie było góry sprzątania, prasowania na ostatnią chwilę, rozpierduchy w kuchni, bo jeszcze pierogi nie poklejone. By nie padać na twarz przy stole, nie odpokutować tej wieczerzy czerwonymi oczami od płaczu ze złości, bo coś nie wyszło, ktoś zajął łazienkę na zbyt długo. Oprócz radości z zobaczenia się z bliskimi, zawsze towarzyszy mi mentalne przygotowanie na chwilowy brak swojej przestrzeni, na ustępstwa, na poskromienie humorów. Nie wyobrażam sobie nie spedzać świat z rodziną. Nawet jeśli się sprzeczamy i złościmy, to nigdy nie chciałabym zrezygnować z wizyty, bo przytłacza mnie gwar i chwilowe poddenerwowanie. Chyba by mi serce pękło, gdybym z własnej woli odpuściła święta na rzecz spokoju.
    Druga sprawa – coraz częściej Boże Narodzenie utożsamiane jest tylko z jedzeniem i spotkaniem z rodziną, z wolnym od pracy. To przykre, ze pomija się najważniejszy, religijny aspekt tego czasu.

  6. no właśnie! Gdzie podział się religijny charakter świąt? My przed kolacją wigilijną czytamy fragment z Pisma Świętego, modlimy się a potem jedzenie , rozmowy , rozpakowywanie prezentów i śpiewanie kolęd! Oczywiście pasterka w kościele.
    Przed świętami nie szaleje jak kiedyś moja mama – staram się żeby był to czas oczekiwania, spokoju i radości. Pieczemy ciasteczka, ubieramy choinkę i znosimy drewno do kominka. Sprzątanie generalne też obowiązkowo:)
    Święta najbardziej cieszyły jak było się dzieckiem, teraz skupiam się na obserwowaniu moich dzieci jak przeżywają tą magię, jak czekają na Mikołaja itd.

  7. So true !!! Matkooo jak ja świąt nienawidzę , przez to zaganianie. Ale co??? Ulegam temu, poddaj się bo wszyscy coś szykują, wszyscy biegają i kupują! I ja też. I też jak niegdyś moja mama uprawiam w domu „nerówkę” I sama się nakręcam! I terroryzuję dzieci i męża i teściową itd…NIECH KTOŚ ZATRZYMA WRESZCIE ŚWIAT JA WYSIADAM!
    ok to ręka w górę kto nie wpadł w sidła „spokojnych świąt”??

  8. Zastanawiam się na, ile to zmiana pokoleniowa (wiele osób ma podobne myślenie o świętach w moim otoczeniu). Marzę o świętach slow i gdyby nie starsze pokolenie mogłyby takie być, ale jak zmienić tych, którzy w takim męczeńskim rytuale wyrośli, żeby nie zrobić im przykrości nadmiernej – co roku, a i na co dzień, zadaję sobie to pytanie.Że ważniejsze, żeby wszyscy usiedli, porozmawiali, a nie żeby wszystkie potrawy wydane były na czas, a przed pasterką było już pozmywane. Za rok pierwsza Wigilia w moim domu dla rodziny, nie tylko naszej mikrokomórki – będzie okazja na rewolucję 😉

  9. Od ośmiu lat mieszkam w Holandii i spędzamy tutaj swieta co drugi rok. Tutaj świata to raczej dzien wolny od pracy, niz cos wiecej. Nie ma szalu zakupowego, nikt nie przygotowuje tony jedzenia, nie piecze ciast, nie robi sie porzadkow swiatecznych. Ale sa dekoracje, w kazdym domu choinka, cale mnostwo swiatelek, w Boze Narodzenie zjezdza sie rodzinka i zasiadaja przy do swiatecznego obiadu, troche innego niz na codzien, ale bez szalenstwa. Mozna by powiedziec ze idealne swieta, wlasnie bez tego calego szalenstwa, na spokojnie, ale rodzinnie. I wiesz, co? I tak wole spedzac swieta w Polsce, bo wlasnie to szalenstwo nadaje im tego specyficznego klimatu 🙂

  10. Saro, czytam Twój blog już od dłuższego czasu, ale nigdy nic nie napisałam… lecz w każdym poście znajduję coś dla siebie…
    Dziękuję Ci za to, że piszesz, dziękuję Ci za to, że jesteś i dziękuję Ci za to, że z każdym postem uświadamiasz mi co jest w życiu ważne!
    Czekam z niecierpliwością na kolejne historie…

    p.s. Ostatnio piekłam pierniki z moim synem i uwierz mi, że moja kuchnia wyglądała podobnie do Twojej, ale… tym razem postanowiłam sobie, że będzie inaczej… że nie będę się złościć jak mój syn nie wytnie żadnego piernika, że nie będę się denerwować jak będzie się bawił kulką z ciasta roznosząc przy tym mąkę po całym domu… i wiesz co…? Oboje się przy tym dobrze bawiliśmy!! Pomijając fakt, że ja potem do nocy wszystko sprzątałam… ALE ten czas z synem był tego WART!
    Bo najgorsze są nasze oczekiwania… rzeczywistość jest inna… i jak będziemy ją przyjmować taką jaka jest to będziemy szczęśliwsi! A jak będziemy układać w głowie misterny plan na idealne Święta to wcale nie będą idealne…

    Pozdrawiam nie gorączkowo, lecz spokojnie- świątecznie… 😉

  11. Kochana uwielbiam te Twoje wpisy, a raczej Twoje wewnętrzne wynaturzenia hi hi i puszczam w świat dalej .
    Bo nawet jeśli mam zły dzień, smutną minę i strzelam focha na wszystko i wszystkich, zaglądam do Ciebie i proszę uśmiech od ucha do ucha. Pisz, pisz, pisz i nie przestawaj !!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  12. W mojej rodzinie od kilku lat losujemy prezenty-przynajmniej jedna udręka mniej. Święta spędzamy zazwyczaj u rodziców i teściów, więc sami zazwyczaj wiele nie mamy do roboty. O ile u tesciow ilości jedzenia są rozsądne to moi rodzice są mistrzami marnotrawstwa. Z roku na rok starają się robić mniej, ale chyba potrzebna jeszcze dekada żeby było po prostu w sam raz 🙂 ja gdy będę sama organizowała wigilię to żarcie mam zamiar zamówić z restauracji, a sama upiec ciasta, bo to uwielbiam!

  13. Jestem szczęśliwa ,że jeszcze ktoś oprócz mnie ma takie rozważania.Świetny tekst i w 100 procentach trafia w sedno.
    Konsumpcjonizm sięga zenitu!

  14. Czytam komentarze i pojawia się kilka pt. Chciałabym nie obchodzić, ale się boję, że będzie mi przykro lub rodzina się obrazi (upraszczam). Ja to zrobiłam i chcę się podzielić z Wami doświadczeniem. Bardzo się bałam, ale nikt nie umarł, kto się obraził to i tak zawsze był obrażony, a mnie wydzieliło się milion endorfin, że w wieku 29 lat pierwszy raz mam święta po swojemu, bez nadęcia i przede wszystkim bez wysłuchiwania co powinnam i jakich oczekiwań nie spełniłam. Puszczam tu oczko do jednej z Was, która w święta usłyszała, że ma wypierdalać. Jakbym o sobie czytała 😉 w tym roku idę jeszcze dalej i wyjeżdżam na wieś spędzić święta tylko z mężem i ciotką. Bez potraw 😉

  15. Właśnie skończyliśmy piec pierniczki. Zaczęłam wcześniej sama, żeby parę miało jako taki kształt;) potem dzieciaki przyszly z przedszkola i one sie zabrały do pracy:D i mamy całą masę koślawców i całą kuchnię w mące, ale luuuz.

    I święte słowa Sara! Gwiazdka ma w dupie pierogi! Jezus pewnie tez;)

    W dzisiejszych czasach dochodzi jeszcze dodatkowa, instagramowo doskonała presja. W Internecie wszyscy mają wszystkie prezenty zapakowane artystycznie juz na początku grudnia, i upieczone(bezglutenowe!) pierniczki a potem już wśród świeczek za wszystkie pieniądze, wełnianych kocy i światełek popijają kakao z marschmallowami…

  16. Piękny wpis. Dla nastoletniej mnie najważniejszy w świętach był nienaganny wygląd (zarówno stołu, dekoracji, jak i oczywiście stylizacji), którego nigdy nie udało mi się osiągnąć. I zawsze narzekałam, że mam beznadziejne święta, bo inni na zdjęciach mają minimalizm, klasę i rodzinne ciepło, a u mnie nic nie wygląda tak jak powinno. Tak, dla wielu święta to estetyka i teatr, niestety. Ostatni wpis na moim blogu jest właśnie o tym i o tej jednej najważniejszej rzeczy, na której powinny opierać się święta – na miłości. Czy my w ogóle o niej przy stole rozmawiamy? Albo przed świętami? Po co są święta? Moim zdaniem właśnie po to, żeby celebrować miłość i zastanawiać się jak wprowadzić jej więcej do swojego życia. Jeśli pomyślimy o tym w ten sposób, Święta=Miłość, dinozaurowe pierniczki przestaną irytować 🙂

  17. A ja lubie swieta z calym zamieszaniem wspolnym gotowaniem itd.Teraz to moja dorosla juz corka pilnuje tradycji Swiatecznychi bardzo sie obuza gdy ja chce isc na tzw latwizne.Nawiasem mowiac mam juz ulepionych300 uszek. Pozdrawiam

  18. Jakbym chciala, zeby moja mama to zrozumiala tez i w ogle wszyscy domownicy. U mnie odkad pamietam byla nerwowka i klotnie przed sama wigilia… Na szczescie mam swoja rodzine teraz i na pewno tak nie bedzie.

  19. Świetny tekst! Pamiętam, że od dziecka u mnie w domu w Wigilię od rana nerwówka i lepiej było zejść rodzicom z drogi.Mało tego bo jak założyłam swoją rodzinę to było jeszcze gorzej. Awantura od rana a do stołu z mężem siadaliśmy pokłóceni bo przecież miał być błysk w mieszkaniu(a na całe święta tak naprawdę wychodziliśmy) i wszystkie przygotowania miały być jak w filmie-idealne. W zeszłym roku powiedziałam stop. W domu chaos, pierniki ja robiłam a syn wyjadał wszystkie ozdoby a do świąt nie było już ani jednego. Choinkę ubierał 3 latek wg własnego widzimisię i pierwszy raz zasiadłam do wigilijnego stołu szczęśliwa. Co roku na Wigilię wychodzimy i co roku jestem przerażona widząc ogrom jedzenia i drogich prezentów. Dziś usłyszałam że to dlatego że trzeba się pokazać…

  20. Trafione w sedno :)!!!
    Z dziecięcych lat mam takie wspomnienie Wigilii, że mama szaleje przy garach wyzywając nieprzyzwoicie ten świąteczny czas… a spróbuj wejść jej w drogę (czyt. pomóc) to oberwiesz ścierą…

    Buntuje się… nie mam zamiaru tak wariować!!!

  21. Kiedy byłam dzieckiem doswiadczałam takich właśnie wrzeszczących świąt. Mam 3 siostry, każda ma już swoją rodzinę. I jakies 10 lat temu nastąpiła kulminacja tych wrzasków i szczerze porozmawialysmy z mamą o sprzątaniu, gotowaniu i całej reszcie. Wiecie co? Okazało się, że i ona miała dosyć, tylko myślała, że jak nam nie pokaże tradycji, to nie będziemy jej znać. Ale sama stwierdziła, że co to za tradycja jak zanim połamiemy się opłatkiem to skaczemy sobie do gardeł. I…nastąpiła zmiana. Jest 12 potraw (każda z nas cos przygotowuje, mama nie ma wszystkiego na głowie), ona się pogodziła z tym, że żeby pierogi mojej siostry były tak dobre jak jej, to moja siostra musi ćwiczyć ich przygotowywanie. Przygotowujemy rozsadne ilości jedzenia, od kilku lat po wigilii ledwo co zostaje. Prezenty też w bardzo rozsądnych ilościach i cenach, ale dobrej jakości. Pasterka z wolnej woli. I wesołe śpiewanie kolęd po wigilii, tłumaczenie młodszym o co w świętach chodzi. W zeszłą wigilię mama nam powiedziała, że jedyne czego żałuje to, że nie spróbowała powiedzieć wiele lat wcześniej swojej mamie: nie zarzynaj się, bo nie ma Boga, któremu o to by chodziło. Musialysmy się wszystkie trochę napracować nad uzdrowieniem naszej świątecznej relacji, ale warto było, bo mamy naprawdę dobre święta, na które czekamy. I bardzo się cieszę, że zrobilysmy to w odpowiednim momencie, bo bardzo kocham moją rodzinę i ciężko mi sobie wyobrazić święta bez nich.

Odpowiedz na „AggaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.