TO SIĘ ŚWIETNIE WSPOMINA!

Regularnie dostaję od Was sygnały, że umieracie z ciekawości, jak wygląda mój dom. Postanowiłam więc odkryć przed Wami rąbka tajemnicy, bo doprawdy – źle bym się czuła, wiedząc, że ktoś wyzionął ducha za moją przyczyną.
Co tu dużo mówić – może się wydawać, że niepokazywanie przeze mnie nowych czterech ścian jest elementem jakiejś przemyślanej strategii, wyrafinowanej kampanii reklamowej, ideologi – niestety prawda jest brutalnie prozaiczna – otóż Moi Drodzy, nasze nowe cztery ściany wypełnione są życiodajnym powietrzem i zabójczym echem – ot co!
Oczywiście kurczowo trzymam się pozytywów – na ten przykład bardzo cieszę się, że są już drzwi i idąc do toalety nie muszę taszczyć ze sobą materaca.

I zawsze kiedy mam gorszy moment i żałuję, że życie poskąpiło mi milionów monet na odpicowanie mojego pałacu, znajdzie się ktoś, kto powie – „to się świetnie później wspomina! Gdybyś się wprowadzała na gotowe, nawet byś tego później nie pamiętała”.
No przecież!
Moja mama do dzisiaj wspomina, jak myszy pożarły obiad, który ugotowała dla robotników oraz kuchnię, którą tata sklecił naprędce, żeby było gdzie naczynia postawić, a która służyła przez kolejne dwadzieścia lat 😀
Moja sąsiadka zaś ze łzą w oku rozpamiętuje stare dobre dzieje – kiedy w listopadową ciemną noc wpadła samochodem do szamba i z gównianej opresji wyłowił ją inny sąsiad koparką.
A zatem pozwólcie, że opowiem Wam – nad czym mam ochotę dziś zakwilić, a za lat dziesięć wspomnę z rozrzewnieniem.

#kominek
Kiedy wystukuję do Was te słowa, kątem oka widzę różową hydrę lernejską która umościła się skwapliwie w moim salonie. Podobno z tej zatrważającej poczwarki wyrośnie kiedyś piękny kominek. Niestety na dzień dzisiejszy, mój różowy potwór salonowy wygląda jak bliski krewny buki, gigantycznej pianki i teletubisia. I doprawdy – kiedy nachodzi mnie gorszy moment, pragnę żeby to różowe dziwowisko zapłonęło żywym ogniem i sfajczyło się na popiół.
Marzyła mi się koza, trafiła mi się hydra – ot, życie!

#meble
Coraz mocniej wierzę, w spisek koncernów meblowych! Daliśmy sobie wmówić, że meble są nam niezbędne do przeżycia. Tymczasem asceza meblowa, którą czynnie uprawiamy od dwóch miesięcy, potwierdza moje podejrzenia – życie bez mebli jest możliwe.
Nieposiadanie jakichkolwiek mebli ma szereg zalet – więcej przestrzeni do poruszania się po domu, echo niosące rozkoszny szczebiot naszych pociech o brzasku, o wiele mniej sprzątania – przecież meble to wylęgarnia kurzu!!
A jeśli autentycznie brak jakiegoś mebla, zakłóca Waszą egzystencję – to po prostu go sobie zróbcie, nie dawajcie zarabiać koncernom meblowym, żerującym na Waszej naiwności!
Na ten przykład mojemu mężowi doskwierał brak szafki pod TV – no problem! Bierzesz dwie skrzynki po jabłkach, kładziesz na nich kawałek deski – voila! Szafka gotowa. Przecież normalnie w sklepie, za taki sam mebel kazaliby mi zapłacić worek złota!

#garderoba
Jak powszechnie wiadomo, ognisko domowe każdej szafiarki, nie płonie w kuchni, a w garderobie.
W mojej garderobie zastosowałam unikalny system inteligentnych rozwiązań dla komfortowego przechowywania tysięcy ubrań, które posiadam – system pudełkowy.
Jest tani, praktyczny i łatwy w obsłudze. Po prostu – masz górę tekturowych pudeł, w których masz górę ubrań. Kiedy już jesteś pewna, że ubranie, którego szukasz znajduje się w konkretnym pudle – wyciągasz pudło, nurkujesz w nim, grzebiesz aż znajdziesz. Potem po sobie sprzątasz i hops – pudło wraca na miejsce. No gorzej, jak okazuje się, że tego ubrania tam jednak nie ma i trzeba przepyrać wszystkie pudła.
Polecam ten system wszystkim – bardzo sprzyja, tak popularnemu w ostatnim czasie trendowi minimalistycznemu. Tak naprawdę ilość pudeł zniechęca cię do szukania ubrań, w związku z czym korzystasz tylko z tych, które mieszczą się w szafie tekstylnej – jest ich bardzo niewiele. Dwie pary spodni, dwa tiszerty, dwa swetry – voila. Problem „w co ja się dziś ubiorę” rozwiązuje się sam – w to co akurat jest w szafie, bo pozostałe trzy ubrania są w praniu.

#krzesła
Wiecie co mnie denerwuje? Że WSZYSCY w domach mają krzesła. Nie przypominam sobie, żebym była u kogokolwiek i żeby tam nie było krzeseł. A nic nie złości mnie tak, jak masówka i ślepe gonienie za modą – skoro mają wszyscy to ja też muszę.
Otóż kochani – apeluję do Waszego rozsądku – nie ulegajcie społecznej presji na posiadanie krzeseł. My krzeseł nie mamy i jest ok.

#spanie
O ile krzesła czy szafy to raczej fanaberia i produkty uboczne panoszącego się dobrobytu, o tyle spanie na podłodze faktycznie bywa niekomfortowe. Poza tym po tygodniu takiego spania spłaszczyła mi się głowa, a mężowi bicepsy. Zatęskniliśmy za czymś nieco bardziej miękkim niż beton powleczony panelem.
Już brałam się za jakiś materac DIY z waty i worków na śmiecie, kiedy dostałam mejla od EVE czy nie zechciałabym przetestować ich materaca… I jak słowo daję, w całej karierze blogerskiej nie dostałam lepszego prezentu! Noc , w której moje ciało ochoczo przylgnęło do termoelstycznej pianki, na zawsze pozostanie w mojej pamięci.

#oświetlenie
Nie ukrywam natomiast, że przemówił do mnie trend na ascetyczne oświetlenie w postaci gołych żarówek na kablach, trzy słowa – tanio, praktycznie, estetycznie.

#inteligentny system zasłaniania okien
Zainspirowani rozwiązaniami zastosowanymi w garderobie, postawiliśmy za inteligentny system zasłaniania okien. Wszelkiej maści rolety, żaluzje i tym podobne relikty przeszłości są dziś passe! Nasz system polega na tym, że punktualnie o 15 (czyli wtedy kiedy w listopadzie w Polsce zapadają nieprzeniknione ciemności), wchodzę na plastikowe krzesło ogrodowe i zakrywam okna prześcieradłami.

Kiedy nie mogę już dłużej znieść widoku różowego potwora i prześcieradeł, idę sobie na schody – tam jest tak ładnie. Kiedy chcę wygodnie posiedzieć – idę do toalety.
Ale tak naprawdę najbardziej lubię dawać upust mojej wyspiarskiej naturze na wyspie kuchennej!




You may also like

43 komentarze

  1. Jestesmy na identycznym etapie u siebie. Tez w sypialni jest tylko materac, a okno w moim pokoju zaslaniam poduszka jezeli musze sie przebrac, ewentualnie wchodze do szafy czyli otwieram jej drzwi tak, ze mnie nieco zaslaniaja. Za to kazda zmiana cieszy, a kominek, tak przyejmnie otula salon cieplem o tej porze roku. Nie zaluje zycia w miescie, ani troche! Ps. A lazienke macie na wypasie! U nas tylko wanna jest i prysznic, umywalki brak, lustra brak, natomiast w kuchni zamiast blatu leza prowizorycznie polozone deski pozostale z ukladania podlogi. Pozdrawiam.

  2. Hej, najpiękniejsze ostatnie zdjęcie, niczym wieża w starej kamienicy, pytanie – skąd płytki oktagonalne? Łazienka też ekstra:)

    1. Płytki Vive Alaska Octogono – kupiłam przez internet, na żywo widziałam w Lublinie w Decordii. W internecie znalazłam je za podaj 60zł/m2 – róznice pomiędzy sklepami są niesamowite, te płytki widywałam dwa razy droższe!

  3. wprowadzałam się w podobnym momencie budowy – postawiłam warunek, ze musi być podłoga i łazienka (drzwi nie było przez miesiąc..). W kuchni miałam szykowny zestaw meblościankowy i kuchenkę po babci a w salonie kanapę (wcześniej posiadana) i telewizor. Po roku mogę powiedzieć ze owszem, jest klimat ale brak kuchni rodził we mnie straszna frustracje – problemem nie był brak pieniędzy ale czasu firmy, która robiła je na wymiar. podczas budowy i wykańczania domu (co wciąż trwa) zupelnie zmienia się perspektywa wydawania pieniędzy – 30 tys na podłogę, 20 tys na kuchnię czy 15 tys na schody.. kiedyś było to dla mnie niewyobrażalne, teraz to po prostu liczby, które transferuję na konto kolejnej firmy. mam nadzieje ze za rok będę już mogła spokojnie usiąść na tarasie i oglądać zdjecia z tego czasu z łezką w oku bo póki co łzy pojawiają mi się za każdym razem jak muszę czyścić moją drogą podłogę po wizycie kolejnej ekipy od łazienki czy poddasza. Pozdrawiam i wytrwałości!

  4. O Panie, jak ja to znam!
    od trzech miesięcy nie mam: firanek, zasłon, kwiatów, obitego na nowo taboretu DYI, ktory pozostał po starych właścicielach, dywanów, poduszek i co gorsza działającego grzejnika. Dobrze, że jutro parapet, to może grzejnik ktoś przyniesie.

    Ale mam: pięknie odnowiony pawlacz i pięknie pomalowane lustro z ikei. I mam jeszcze pilke do pilatesu bo mam gdzie w koncu trzymac. i jeszcze mam meble na balkonie bo w koncu mam balkon większy niż komorka na miotly. Z reszta komorke na miotly (a raczej piwnice na sloiki) tez w koncu mam. No i wlasne m2.

    Do tego wychodze z założenia, że skoro nie pozabijalismy się wybierając farby (oszukali nas z tymi kolorami!) to chyba go nie zabije kiedy o 6 dzwoni jego budzik (to tez nowosc, ze mam dodatkowy budzik w sypialni)

    A za 10 lat to sobie już dom zrobimy.

    1. btw tak mi się jeszcze przypomnialo: do dziś pamiętam pierwsza kolacje w nowym domu moich rodzicow. na piętro wchodziło się po drabinie bo nie bylo schodow, mielismy drewniany stol, ktory przez kilka lat budowy sluzyl za wszystko i nic i to była najpiekniejsza kolacja na swiecie! a zeby bylo smieszniej, po 15 latach wciaz nie mamy wykonczonej jednej lazienki, bo zanim do tego dotrwalismy ja z siostra wynioslysmy sie na studia, wiec dwie lazienki przestaly byc potrzebne 🙂

  5. reklama będzie-hehehehe nie wiem jaki masz styl ale meblowo zobacz seart:)
    ja do tej pory nie mam dywanów, obranków na ścianach i miliarda innych rzeczy…..aaaa no i już w przyszłyk roku Ikeja w Lublinie:)

  6. Z tego żarówkowego trendu nie ma co się śmiać. Sama już prawie od trzech lat mam w łazience gołą żarówkę na kablu i tak się do tego przyzwyczaiłam, że kiedy ostatnio mąż chciał wreszcie kupić jakieś bardziej „cywilizowane” oświetlenie, gorąco zaprotestowałam. Lubię moją żarówkę i choć miała być tylko na chwilę, to chyba tak już z nami zostanie 🙂

  7. Pamietam takie czasy w domu rodzinnym i rzeczywiscie, fajnie sie to wspomina. Mam 22 lata, wprowadzilismy sie kiedy mialam okolo 7 lat. Razem z siostra drzwi do swoich pokoi doczekalysmy sie, kiedy skonczylam 20 lat !!! Taka tam kontrola rodzicielska jak ma sie 2 corki, a ja przez pol zycia narzekalam..
    Marzenie mamy o kominku zostalo spelnione – dzisiaj pali sie w nim tylko od swieta; taka sama sytuacja byla z chustawka na dworze – dzis nawet nikt na niej nie siada.

    Tekst swietny !

  8. Spokojnie, ja mam termin porodu za tydzień, remont trwa o jakiś miesiąc za długo, fundusze na wykończeniu, a ja się czuję jakbym chodziła z bombą w brzuszku. Pocieszam się bardzo tym, że przecież ‚później będzie tak pięknie…’ o.O
    Jest nadzieja, choć cierpliwość się niestety kończy. 😉
    Powodzenia Wam i Nam życzę z całego <3

  9. O tak doskonale Cię rozumiem 🙂 Po przeprowadzce do nowego mieszkania, każdy nas pytał w jakim stylu urządzimy mieszkanie odpowiadaliśmy z dumą że minimalistycznym, bo to modne i nie trzeba do niego dużej ilości mebli (których nie mieliśmy) i żarówki na kablach podkreślają ten styl.
    A to, że człowiek wykańczający dom powoli dłużej się cieszy to szczera prawda! Pierwszym pomieszczeniem wykończonym w naszym domu była łazienka i pizza nigdy nie smakowała lepiej niż wtedy gdy mogliśmy ją spożyć przy wannie, a znajomi co drugie spotkanie chwalą się innym jak to siedzieli na naszej sofie w postaci kawałka tektury co sprawiło im dużo frajdy 😀 Sypialnię sprawiliśmy sobie dopiero w tym miesiącu, po roku mieszkania i nie wyobrażam sobie jak mogłabym wszystko dostać od razu i cieszyć się tylko raz. Powodzenia i niech Twoja wyobraźnia póki co silną będzie (to pomaga przetrwać)!

  10. Nowoczesne oświetlenie, inteligentny system zasłaniania okien, no no, to nadzwyczajne, jednym zdaniem: rozwaliłaś mi na dzisiaj system XD
    Pozdrowienia, szalona kobieto, miłego dnia 🙂

  11. Piękne wnętrza, a rozwiązania typu stolik, zasłony – bardzo oryginalne. Jednego Ci nie zazdroszczę i pewnie przeklniesz to któregoś pięknego dnia – szafki w łazience z nożkami. Dla mnie (a może tylko dla mnie?) to utrapienie. Łóżko, szafki, cokolwiek. Wydobycie stamtąd kurzu graniczy z cudem. Ileż ja się naschylałam, ileż nawyklinałam. Kiedy rezygnujesz na pewien czas z tej ginmastyki, której nie powstydziłaby się Chodakowska, okazuje się, że wylatują spod tych mebli przepiękne kule kurzu i innych cudów. Oczywiście akurat w sytuacji, kiedy masz gości w domu. No Ch…Pani Domu jak nic;)

    1. Na szczęście dosyć wysokie są te nóżki – odkurzacz wjedzie spokojnie, no i nie muszę się martwić, że woda się wleje pod szafki 🙂

  12. Pamiętam gdy kilka lat temu wyprowadziłam się z domu i wprowadziłam do pustego mieszkania wyznając zasadę, że do szczęścia potrzebne mi są: łazienka, lodówka, łóżko i internet. Gdy panowie monterzy załatwili mi to ostatnie z listy, zadzwoniłam do mamy i z dumą obwieściłam jej, że „Mam WiFi! Wszędzie! Nawet w kiblu!” Na co moja mama odpowiedziała: „To fajnie, tam to przynajmniej sobie usiądziesz” 😀

  13. Podłoga w kuchni boska! Wraz z mężem wprowadziliśmy się do naszego M3 dwa lata temu. Była łazienka, kuchnia, podłoga i drzwi – bo powiedziałam, że bez drzwi się nie przeprowadzę. W tym roku udało się zrobić sypialnię i łóżko. Wcześniej spaliśmy na nakładce na materac z Ikei. Zaś system kartonowy dla przechowywania ubrań, torebek i butów znam równie dobrze.
    Aha na początku przez 3 miesiące nie mieliśmy też lodówki 🙂 Dobrze, że była zima i mamy balkon 🙂

    Firanki mam tylko w salonie i kuchni. Zasłon wciąż się nie dorobiliśmy i na razie się na to nie zanosi 🙂

    Zobaczysz jak piękna będzie pierwsza choinka w tak minimalistycznym wnętrzu – kupcie wielką i się nią nacieszcie 🙂

  14. Witaj Saro,
    My do naszego domu wprowadzaliśmy się 1,5 roku temu, stan był bardziej niż surowy, to były iście spartańskie warunki. W zasadzie kiedy teraz patrze na zdjęcia to zgroza mnie ogarnia, a wtedy po tych wszystkich syzyfowych pracach przeprowadzonych przez 2 miesiace wydawało nam się ze już jesteśmy na półmetku:) Nasz kamienny dom przy zakupie teoretycznie nadawał się do zamieszkania. Natomiast brak zaufania do francuskiej instalacji elektrycznej i wod kan robionej na początku poprzedniego wieku, jak i nadmiar małych i niskich pomieszczeń, za mała ilość okien i ogólna potrzeba zmiany rozkładu domu spowodowały ze ściągnęliśmy z Polski zaprzyjaźnionego murarza który przez dwa miesiące wraz z moim mężem naukowcem robił demolkę. Panowie burzyli ściany i sufity, powiększali przejścia w ścianach nośnych, kuli posadzki, zwalali stropy powiększali okna, wylewali posadzki, kładli maty grzewcze pod posadzkami, robili instalacje wod kan a przede wszystkim wywozili gruz. Już po pierwszym miesiącu dom zamienił się w totalna ruinę a my po raz pierwszy poczuliśmy ze jest nasz 😉 W międzyczasie dobił do nas pan elektryk, również z Polski; który w dwa tygodnie zelektryfikował nam jedno piętro. I to właśnie to piętro dopieszczamy od 1,5 roku.Jak wszystko dobrze pójdzie wiosna zrobimy nareszcie gruntowny remont dachu i przeprowadzimy się do naszej sypialni bo na razie tylko nasza córka ma pokój a my squatujemy w salonie 😉 Nie żałowaliśmy ani przez sekundę, ani braku ogrzewania w zeszłym roku, ani dziurawego dachu na początku i wody lejącej się po ścianach. Tworzymy wspomnienia i tworzymy nasz dom. I to jest chyba najfajniejsze.

  15. Och Saro jak zawsze płaczę ze śmiechu! ha ha
    tekst „Wiecie co mnie denerwuje? Że WSZYSCY w domach mają krzesła. Nie przypominam sobie, żebym była u kogokolwiek i żeby tam nie było krzeseł” zabił mnie! ale widziałam na FB że już masz;p

    pozdrawiam ciepło;)

  16. Saro, twój blog to moje odkrycie:) przestudiowalam chyba wszystkie teksty i ryczałam ze śmiechu:) swietnie się Ciebie czyta, piękna kobieto! Mam dwa pytania około remontowe- właśnie wykancZsmy swój dom i jestem ciekawa, czy blat na wyspie to kurę zaolejowane drewno czy laminat? I czy masz gdzieś zdjęcie balustrady, które podesłałaś swojemu fachowcowi? Myślałam o szklanych, ale wycena na 10tysiakow mnie powaliła 😂

    1. O rety, ale mi miło, dziękuję i z otwartymi ramionami witam nową Czytelniczkę <3
      Co do blatu - to jest fornir czyli pewnie laminat, no w każdym razie nie jest to drewno 🙂
      Zdjęcia balustrady nie mam, ale może moje wystarczy?
      Ja też chciałam szklane i też okazało się ze 10 koła 😀 Pewnie złota byłaby tańsza 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *