WYSUBLIMOWANY MINIMALIZM

Od kwietnia czekałam na wiosnę i oto moja cierpliwość została nagrodzona. Doskonale wiedziałam co robię odwlekając porządki zimowe w szafie.
Podczas kiedy wszystkie szafiarki zgodnie z najnowszą modą, zrobiły czystki w szafach, a ich garderoby sponsorują literki „w” oraz „m” jak Wysublimowany Minimalizm, ja nadal cieszę oko niedbale zarzuconym na schodach sandałem. Nie wstydzę się pełnych wieszaków, nie troskam o szwy mebli. Słowem żadna pora roku mnie nie zaskoczy i jestem doskonale przygotowana na nadchodzący sezon wiosna zima 2013/14.

Co poza tym? Chyba się starzeję (co by się zgadzało, bo jeśli faktycznie mamy znowu kwiecień, to będę miała już drugie w tym roku urodziny), bo coraz mniej mam w sobie empatii dla Polaków kaleczących język polski.
Doprawdy nie mamy się czego wstydzić. Język polski jest jednym z najtrudniejszych na świecie. Mimo upływu lat i postępującej ewolucji, wciąż jako naród nie jesteśmy gęśmi. Spokojnie możemy używać słów takich jak ubranie, odzież, konfekcja, strój. Gwarantuję, że nie są to jeszcze archaizmy i większość rodaków zrozumie o co Wam chodzi.
Jeśli zaś zależy Wam na zdobyciu uznania w towarzystwie i zrobiliście wszystko w trosce o najlepsze pierwsze wrażenie, począwszy od ułożenia fryzury, przez nienaganny manikiur, na odzieniu skończywszy, nie niweczcie całego trudu nonszalanckim wziąść, które rzucone w sam środek doborowego towarzystwa może zadziałać jak granat.
Zalecam stosowanie z umiarem słowa bynajmniej, zwłaszcza jeśli w Waszej głowie funkcjonuje, jako synonim słowa przynajmniej.
Rozumiem, że kreatywność niektórych jest niczym kipiące mleko. Rozumiem potrzebę tworzenia nowych słów. Jednak nie każdy może być Leśmianem.
Zastrzegam sobie więc prawo do niebrania udziału w żadnym konkursie funkcjonującym jako rozdawka. Subiektywnie uważam, że jest to nieuleczalny słwotwór złośliwy. Rozdawka, jakby powiedział Leśmian, to bylejaczenie naszego języka.
Wszystkich ochoczo używających sformułowania must have chciałam tylko zapytać czy z równym entuzjazmem mówiliby mus mieć? I nie po to złota polska jesień się tak stara i symuluje wiosnę, żeby ktoś o niej mówił po prostu autumn. Doprawdy!
Moje kubki smakowe nie są aż tak wyrafinowane żeby jeść lunch. Niestety codziennie jem plebejski obiad i z uporem maniaka kupujęszoping mi nie leży.
Teraz (now) kiedy to piszę jestem ubrana zwyczajnie, chcąc być bardziej światową powiem oczywiście casualowo.

Nie zrozumcie mnie źle. Nie jestem językową fundamentalistką, nie proszę żebyście zamiast komputer mówili elektroniczna maszyna cyfrowa , jeździli bicyklem czy jednośladem i pytali znajomych jaki oglądają tasiemiec.

Zdrowy rozsądek – w życiu i w języku. Po prostu.

Tymczasem dobrego weekendu!

Sara





bluzka – Mosquito | botki – Bonprix via Domodi | torba – Monnari | spódnica – lumpeks| zegarek – Apart

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.