AUTOMASAŻ, OLEJ Z AWOKADO, KOSMETYKI PUREHEALS I ZABIEG BB GLOW, CZYLI MOJE PIELĘGNACYJNE ODKRYCIA OSTATNICH MIESIĘCY

Muszę Wam powiedzieć, że od dobrego roku naprawdę jestem bardzo zadowolona ze stanu mojej cery. Mam wrażenie, że się uspokoiła. Wiadomo, że czasem wybuchnie mi na czole jakiś wulkan, zazwyczaj przed ważnym wydarzeniem, zupełnie jakby chciał w nim uczestniczyć, ale ogólnie – jest dobrze.
Jestem przekonana, że za tą zmianą stoi głównie Paulina, która od ponad roku zajmuje się moją cerą i która zaproponowała mi swego czasu zbieg mikrodermabrazji, który rozwiązał właściwie wszystkie moje problemy.
Stopniowo odkrywam, jaka pielęgnacja służy mi najlepiej i myślę, że na starość będę już znała receptę na cerę idealną 😉
W dzisiejszym wpisie przeczytacie o moich małych wielkich odkryciach – automasażu, olejku awokado, kosmetykach Pureheals i zabiegu BB Glow, który ma sprawić, że latem nie będę musiała wcale używać podkładu.
Jak zawsze podkreślam, że to MOJA pielęgnacja, każda z nas ma inną cerę i to, co u mnie jest hitem, u kogoś może okazać się kompletną klapą. Proszę, pamiętajcie o tym!

OLEJ Z AWOKADO

Ten olejek dostałam od mamy już ponad pół roku temu. Powiedziała, że muszę koniecznie spróbować, bo ma niesamowite właściwości. I faktycznie okazuje się, że potwierdzone jest jego działanie nawilżające, przeciwzmarszczkowe, przeciwtrądzikowe, poza tym olej z awokado jest naturalnym filtrem przeciwsłonecznym.
Jak go stosować? Ja najchętniej dodaję kropelkę do kremu – wtedy sprawdza się nawet pod makijaż. Wieczorem natomiast UWIELBIAM zrobić nim automasaż twarzy. Mało rzeczy potrafi mnie tak zrelaksować. Odpalam audiobooka i masuję gębę, coś wspaniałego.
Po pół roku stosowania go stwierdzam, że zostaje ze mną na zawsze.
Pamiętajcie, że olejki stosujemy zawsze na wilgotną skórę. Wiele osób popełnia ten błąd – olej prosto na suchą twarz. Najpierw tonik, potem olejek, albo krem z olejkiem.

OLEJ Z WIESIOŁKA
To mój drugi ukochany olejek, choć przyznam, że ze względu na zapach (ziemniaki, które długo leżały w piwnicy) używam go rzadziej, ale dodaję go regularnie do jedzenia.
Nie będę rozpisywać się o jego właściwościach, bo żaden ze mnie ekspert, a internet pęka w szwach od artykułów o nim, ale wspomnę tylko, że powinny sięgnąć po niego w szczególności osoby borykające się z trądzikiem.

OLEJEK Z DRZEWA HERBACIANEGO
No cóż, to nie jest zapachowy afrodyzjak. Mój mąż twierdzi wręcz, że śmierdzę po nim jak stary dziad wysmarowany maścią kamforową. Nie wiem jednak, czy istnieje lepszy sposób na wredne niespodzianki na twarzy. Maleńka kropelka dodana do kremu na noc radzi sobie z tym doskonale.

KREM BB SKIN 79
Zastanawiałam się, czy w ogóle o tym kremie wspominać, bo dziewczyny z Piggypeg oceniły go pół na pół i wiem, że jego skład jest kontrowersyjny. Ja kupiłam go przez przypadek. Był w Hebe na promocji, zachęciła mnie bardzo kupująca go dziewczyna. A że kosztował 10zł, spróbowałam.
I cóż – sprawdza się doskonale, ale wiem, że ma silikony, które wielu osobom mogą zaszkodzić.
U mnie zastąpił podkład, a jego ogromną zaletą jest mocny filtr – SPF 50+. Jest też baaardzo wydajny. Tubka o zawartości 7g starcza mi na dwa miesiące.
Ostrzegam, że jest jasny – na lato raczej się nie sprawdzi. Teraz kiedy już nie jestem taka blada, nakładam kropelkę tego podkładu, a na wierzch odrobinę kremu BB Missha.

KREM BB MISSHA
I znowu produkt, który nie został najlepiej oceniony na Piggypeg a mi tak dobrze służy.
Może kluczem jest to, że ja naprawdę nakładam odrobinę podkładu, opakowania 30ml starczają mi zazwyczaj na prawie rok.
Posiadam kolor 23 Natural Beige – to dziwny kolor, na dłoni wydaje się sino trupi, a na twarzy już nie 😀
Ten krem też posiada filtr SPF 42+, a ja na punkcie filtrów jestem lekko pieprznięta.

 

KOSMETYKI PUREHEALS

I to jest moje kosmetyczne odkrycie roku. Zaczęłam od kremu Propolis 80 Cream. Z tej samej serii mam serum. Teraz używam kremu Cantella 70 Cream, chociaż gdyby nie fakt, że nie chcę przyzwyczajać cery do jednego produktu, to kupiłabym ponownie propolisowy.
Te produkty to była taka kropka nad i mojej pielęgnacji.
Cera już po mikrodemabrazji była bez porównania lepsza, olejek awokado spisywał się świetnie, ale ciągle czułam, że mogłabym lepiej cerę nawilżyć. I tu produkty Pureheals po prostu spisały się na medal. Ponieważ trudno cokolwiek znaleźć o nich w internecie, mozolnie analizowałam ich składy samodzielnie za pomocą Kosmopedii i wygląda na to, że zawierają głównie cenne ekstrakty.
Można upolować je na promocjach w Hebe.

 

MIKRODERMABRAZJA
O tym zabiegu szerzej pisałam TU. Polecam wszystkim przyjaciółkom. Po ponad roku odkąd zrobiłam go po raz pierwszy, nadal jest moim faworytem, a od wielu czytelniczek wiem, że nie tylko moim. Oczywiście pamiętajcie, że o tym, czy Wasza cera do niego się kwalifikuje, decyduje kosmetolog, bo nie nie jest to zabieg dla każdego – o ile wiem, nie nadaje się dla cer naczynkowych.
Bez bólu oczyszcza, wygładza, spłyca zmarszczki, usuwa suche skórki. Na takiej cerze zupełnie inaczej wygląda podkład, a kosmetyki lepiej się wchłaniają.

BB GLOW
Paulinie, która czuwa nad moją cerą, ufam właściwie bezgranicznie w kwestii pielęgnacji, więc kiedy zaproponowała mi zabieg BB Glow, to najpierw się zgodziłam, a dopiero potem zapytałam, co to właściwie jest.
To serum, które wprowadza się do skóry za pomocą mezoterapii mikroigłwej. Skóra jest rozświetlona, zniwelowane są przebarwienia, sińce pod oczami, ujednolicony koloryt.
Wygląda to tak, jakby cera była muśnięta podkładem, chociaż nie jest. Zaraz po zabiegu skóra jest bardzo napięta, przyjemna w dotyku, a zmarszczki wygładzone.
Dla uzyskania pełnego efektu powinno się wykonać serię zabiegów – ilość indywidualnie dobiera kosmetolog, zazwyczaj 4-6. Efekt utrzymuje się pół roku.
Cera powinna być do zabiegu odpowiednio przygotowana – przede wszystkim oczyszczona, ale o tym też decyduje specjalista.
Ja jestem po dwóch zabiegach. Dokładną relację zdam Wam po czwartym, ale już po pierwszym razie byłam zachwycona. Plan mam taki, żeby w wakacje w ogóle nie korzystać z kremów bb czy podkładów!

AUTOMASAŻ TWARZY
Automasaże twarzy lubię od dawna, ale od jakiegoś czasu coraz bardziej wierzę, że regularnie wykonywane są w stanie naprawdę odwlec w czasie pojawianie się zmarszczek. Koreanki uważają, że są alternatywą dla operacji plastycznych. Warunek jest jeden – wytrwałość i cierpliwość, a w zasadzie nawyk automasażu. Poza tym raczej nie cofnie się tego, co już zdążyło się na twarzy pojawić. Automasaż jest raczej zapobieganiem, więc trudno w ogóle zauważyć efekty. Ale myślę, że warto, bo nic to nie kosztuje.
Dla mnie osobiście to miło spędzony, relaksujący czas w łazience. A jeśli nie mace do tego zupełnie cierpliwości, to podstawowe ruchy warto zapamiętać i wykonywać je podczas demakijażu czy nakładania kremu.
Podrzucam Wam moje ulubione filmiki.


You may also like

1 comment

Pozostaw odpowiedź ola Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.