DO MORE OF WHAT MAKES YOU HAPPY!

To może zabrzmieć banalnie, ale zastanawialiście się kiedyś, w jakich momentach w życiu jesteście naprawdę szczęśliwi? To wbrew pozorom dosyć intymna kwestia może nawet wstydliwa, bo zakładam, że to, co sobie odpowiadacie w duszy, niekoniecznie jest tym, czym wypada się chwalić. Bo może jest tak, że najszczęśliwsi jesteście pod kocem z miską popcornu, oglądając głupkowaty serial? Jak to powiedzieć na głos? Wszak wypadałoby, żeby to był przynajmniej ambitny serial…

To mój codzienny spacer. Za spacerem po tych polach, wiosną nieznośnie zielonych, zimą szpetnie szaroburych, tęsknię, kiedy jestem w pięknej Norwegii na wakacjach. Wracam i pędem lecę na te pola, pola jak okiem sięgnąć. Pola zbożem tkane, spływające rzepakiem, snujące mdłe opowieści o życiu, które tylko ja uważam za fascynujące. Potrzebuję tego spaceru jak wody. Tam na tych polach mieszka mój spokój. Świat może wrzeć i kipieć, a pola snują swoje jednostajne opowieści. Idę ich słuchać. Czuję się bezpieczna. Krajobraz jak żywe płótno malarskie. Tylko tu sarna może wyglądać tak malowniczo. Na obrazie byłaby pretensjonalna.
Wyciągam czasem na te wycieczki męża. Niemrawo powłóczy nogami.
Chodź! Zobaczysz, co odkryłam tam w lesie, niesamowite!
Upewniam się, że za mną idzie. Las o tej porze roku jest niemożliwy do złapania ani w sieć zdjęć, ani w sieć słów. Jest nieuchwytny jak motyl. Opadają liście, podrzucane lekkimi podmuchami wiatru. Iluminują w słońcu. Są jak złoty śnieg. I kiedy dotykają ziemi, wydają odgłos.
Jak cicho musi być, kiedy słychać liście, całujące ziemię? To właśnie taki odgłos. Jak pocałunek, złożony na policzku bliskiej osoby.
Uwielbiam samotność na tych spacerach. To bezludzie. I tylko czasem potrzeba mi człowieka, do przytakiwania – „boże jak cudownie! O, jak wspaniale!”. Dwóch par oczu do pochłaniania tego piękna. Dwóch par uszu do słuchania polnych klechd, dwóch par rąk do zbierania chwastów.
Wyobrażam sobie wtedy, że jest ze mną teściowa.
Krzyczymy z zachwytu, a nasze głosy rozwleka po polu wiatr.
Czasem, gdy pogoda jest podła, a ja konsekwentnie przywdziewam swój płaszcz dementora i wychodzę z domu, mąż zatrzymuje mnie:
Naprawdę, musisz wychodzić?
Naprawdę muszę.
Nie mogę zostawić swoich owocujących pól, jak nie może osierocić ich rolnik. To moje całoroczne żniwa. Zbieram spokój, wenę, litery i całe pęki szczęścia.

Mam w domu taką podkładkę pod kubek z napisem do more of what makes you happy.
Ja bym jeszcze dodała, że najpierw warto wiedzieć, co czyni Cię szczęśliwym? Ale tak z ręką na sercu. Czego nie wypada umieścić w CV?
Bo może się zwyczajnie okazać, że żadne tam sięganie gwiazd, że konstelacja zbóż za domem wystarczy.






sukienka – lumpeks
sweter – zrobiony na drutach przez babcię przyjaciółki
buty – Monika Kamińska Audrey

You may also like

11 komentarzy

  1. to będzie komentarz jakich wiele tutaj, ale muszę wspomnieć, że jestem Tobą zauroczona 🙂
    Twój dobór słów, plastyczność obrazów – naprawdę powinnaś napisać książkę! I uwielbiam też anegdoty o Twoim mężu, Wasze dialogi rozkładają mnie na łopatki 😀 macie świetne poczucie humoru.

  2. A ja powiem coś z innej beczki. Od lat zmagam się z zaburzeniami lękowymi. Jest naprawdę słabo i strasznie, gdy atakuje mnie OCD, panika obłapia, w przełyku rośnie gula, a głowa produkuje kolejne myśli obsesyjne. W takich chwilach niewiele rzeczy jest w stanie mnie uspokoić. Czasem ratunkiem jest zwiększona dawka tabletek na uspokojenie, które jednocześnie usypiają – sen ratuje głowę przed natręctwami – ale do tego rozwiązania staram się uciekać jak najrzadziej. Piszę o tym dlatego, że w podobnych sytuacjach ratunkiem są dla mnie, Saro, Twoje teksty. Włączam komputer albo biorę do ręki telefon, czytam, oglądam zdjęcia, chłonę i mi bezpieczniej.
    Dziękuję! <3

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.