DOM Z DUSZĄ, CZYLI KILKA SŁÓW O URZĄDZANIU DOMU, KIEDY BRAKUJE NAM PIENIĘDZY.

Podczas budowy domu sfrustrowały mnie najbardziej dwa momenty.
Pierwszy, kiedy należało podjąć ostateczną decyzję, jak go urządzamy. Moja pinterestowa tablica pękała w szwach od inspiracji, zbieranych od lat. W głowie byłam właścicielką najpiękniejszego wnętrza świata. W zasadzie był to pałac. Dominował styl skandynawski, ale nie brakowało wcale pojedynczych wybryków w stylu rokoko, futurystycznych zwrotów akcji czy odrobiny Bizancjum.
Tymczasem przyszedł moment krytyczny i musiałam zdecydować – chłodna Skandynawka, dziewczyna z Seksmisji, czy może jednak księżniczka? Kim będę, kiedy zamieszkam w swoim nowym domu?!
Pamiętam doskonale, jak przeklinałam ten nieskończony wybór stylistycznych galaktyk, materiałów, rozwiązań i zazdrościłam naszym rodzicom, którzy do wyboru mieli tylko PRL, zresztą obecnie tak modny, co jak sądzę – wcale nie jest przypadkiem.
Drugi frustrujący moment to ten, kiedy skończyły nam się pieniądze z kredytu i okazało się, że na urządzanie domu będziemy musieli jeszcze dłuuuugo czekać. Początkowo byłam tym podłamana. Oczami wyobraźni widziałam siebie w nowym domu, otoczoną pięknymi meblami i przedmiotami, tymczasem zamieszkało z nami echo, odbijające się od pustych ścian. Jak to wyglądało, możecie zobaczyć TU.


taborety – Drewniana Kamienica | ława – kiermasz Emaus

Niedługo miną dwa lata od naszej przeprowadzki. Z perspektywy czasu, cieszę się, że zabrakło nam pieniędzy na urządzenie domu.
Dior w swojej autobiografii „Dior i ja” pisze dużo o tym, że brak środków na koncie zmusza nas do przemyślanych wyborów i kreatywności. Z jego obserwacji wynikało, że kobiety zamożne często pozbawione są stylu, właścicielki zaś skromnych portfeli przeważnie są eleganckie. Podług niego te pierwsze błądzą w nieskończonej dżungli wyborów, te drugie wybierają rzeczy klasyczne i ponadczasowe, bo nie stać je na błędy.
Z urządzaniem domu jest bardzo podobnie. Możliwe, że gdybym dwa lata temu miała kilkadziesiąt tysięcy więcej, siedziałabym teraz w gotowym wnętrzu, które coraz bardziej by mnie irytowało. Myślałabym – co mi do głowy strzeliło, że kupiłam te szare fotele?
Do jakiegoś stopnia nawet teraz tak jest. Szare ściany i biało czarna kuchnia. Przecież wszyscy takie mają!!
Na szczęście kasy starczyło nam na te szare ściany i biało czarną kuchnię, dzięki temu salon powoli zamienia się we wnętrze, które naprawdę do nas pasuje, jest nietypowe i niepowtarzalne ze względu na ilość przedmiotów z drugiej ręki. I co najważniejsze – cieszy. Za każdym razem, kiedy stawiam kawę na naszej przepięknej ławie z kiermaszu, cieszę się jak dziecko. Co więcej – gdybym kiedyś uznała, że jednak te ława mnie znudziła, wiem, że kosztował 50zł i wymiana jej na inną nie będzie inwestycją. Co innego, kiedy masz stolik za 2000 tysiące. Po prostu wypada, żeby podobał ci się jakieś 20 lat.
Oczywiście, żeby było jasne – nie mam nic przeciwko urządzaniu gotowych wnętrz za mnóstwo pieniędzy, jeśli ktoś chce i stać go, to czemu nie? Zawsze powtarzam, że najważniejsze to żyć w zgodzie ze sobą. A jeśli ktoś w ogóle dokładnie wie, czego chce i nie gubi się w labiryncie stylów, to nawet mu zazdroszczę.


Dla jasności – nie mam nic przeciwko rzeczom nowym, sklepowym. Najbardziej lubię, kiedy odnajdują się wśród tych staroci i natychmiast zarażają od nich duszą. Nieustannie jestem fanką Ikei.
Kosz – IKEA | monstera – Obi | stare sanki – śmietnik

Dom żyje. Ten z marzeń na tablicy pinteresta jest jakimś martwym tworem naszej wyobraźni. Dopiero w tym prawdziwym okazuje się, kiedy naprawdę czujemy się dobrze, co nam się podoba. Ja byłam przekonana, że chcę ascetycznych wnętrz, raczej nowoczesnych. Bo takie mi się podobały. W internecie i u innych. A jednak okazało się, że mam duszę, która lubi się do wnętrza przytulić. Przybywało kwiatów, poduszek, świeczników, ramek ze zdjęciami, łańcuchów świetlnych.
I ciągle było mi niewystarczająco ciepło. Któregoś dnia doznałam olśnienia! Dostaliśmy w prezencie od Taty piękny żeliwny grill, który wykuł sam. Niestety nie spełniał się w przeznaczonej mu funkcji, bo przegrywał z grillem elektrycznym. Przywlekłam go więc do domu, postawiłam obok kominka i zapełniłam polanami drewna! Stałam jak urzeczona. Te polana sprawiły, że dom stał się przytulny. Grill Taty, zaklęty w stojak na drewno do dziś jest moim ukochanym meblem i nie sądzę, żeby się to kiedyś zmieniło.


Grill Taty, zaklęty w stojak na drewno do dziś jest moim ukochanym meblem i nie sądzę, żeby się to kiedyś zmieniło.

Ława kawowa, którą mamy w salonie robi furorę za każdym razem, kiedy przychodzą goście.
A było to tak. W okolicy Lublina jest kiermasz staroci Emaus. Uwielbiam to miejsce. Już na parkingu jestem w lekkiej euforii, wewnątrz tracę rozum.
Któregoś dnia zobaczyłam TĘ ławę. A trzeba Wam wiedzieć, że ja i mój mąż raczej nie jesteśmy lustrzanymi odbiciami pod żadnym względem. Gdybyśmy byli znakami matematycznymi, on byłby minusem, a ja plusem.
Ja krzyczę WIĘCEJ CZADU!! On szeptem mówi „a może już wystarczy?”
Tak więc on jest minimalistycznym ascetą, ja sroką przebrana za papugę. I weź tu, urządź wspólnie dom. Jesteśmy jednak mistrzami kompromisu.
Kiedy więc zobaczyłam tę ławę, pomyślałam – on nie zrozumie… Podobnie jak nie rozumiało jej tysiące ludzi. Stała tak tygodniami smutna, aż zaczęto składować na niej jakiś cięższy sprzęt. Nie mogłam na to patrzeć.
Zabrałam męża na kiermasz, mówiąc „musisz coś zobaczyć”. Stanęłam przed zagraconą ławą, wołając „tadaam!” i analizując jego twarz, po której emocje prześlizgują się raczej niezauważalne dla ludzkiego oka i wtedy on powiedział „jest boska”. Byłam tak szczęśliwa, że nawet chciałam oddać mu swoją rękę, ale przypomniałam sobie, że już zrobiłam to jedenaście lat temu.
Pan, który sprzedawał nam ławę, machnął na nią ręką, mówiąc „dajcie mi państwo 50zł i już to zabierzcie”.


Ława kawowa, którą mamy w salonie robi furorę za każdym razem, kiedy przychodzą goście.

Albo zestaw do czyszczenia kominka. Kupiony w lumpeksie! Bo wiecie, jak to jest z lumpeksami. Niby ubrania, ale czasem zaplącze się jakiś pogrzebacz czy adapter.
Przyniosłam go do domu jak prawdziwe trofeum łowne. Mąż był zachwycony.

Bardzo długo dumaliśmy nad czarną wielką ścianą w salonie. Przychodziły nam do głowy jakieś spontaniczne pomysły, które już na drugi dzień wydawały się zupełnie idiotyczne. Aż w końcu zaświtała nam pewna koncepcja. Dojrzała, zagrzała miejsce i już wiemy, że na tle czarnej ściany stanie piękna PRL-owska komoda, nad nią zawiśnie makrama. Tej wizji nie psują mi nawet kolejne inspiracje z pinteresta.



Ta Dama przyjechała do nas dopiero wczoraj. Szukałam idealnej bardzo długo. Znalazłam w Drewnianej Kamienicy. Przyznam szczerze, że nie mogę się na nią napatrzeć. Tu własnie na czarnej ścianie zawiśnie duża makrama.

Tak więc Kochani Czytelnicy, jeśli pochylacie się właśnie nad czarną dziurą finansową po budowie domu, do której kapią Wasze ociężałe łzy i nawet nie słychać, gdzie upadają, to spieszę Wam z pocieszeniem! Wasz dom na tym z pewnością nie ucierpi, prawdopodobnie zyska.
Trochę pomieszkacie. Przekonacie się, że to, co podoba Wam się u innych, niekoniecznie jest dla Was (ja uwielbiam sterylne wnętrza, ale sama się w takim męczę), będziecie się pukać w głowę, że coś Wam się w ogóle podobało, zrozumiecie, ile rzeczy jest właściwie niepotrzebnych.
U mnie w domu ciągle jeszcze mieszka echo, ale powoli miesza się z duszą.
I jest coś jeszcze. Takie wyczekane rzeczy bardzo cieszą. Po prostu. Kiedy przychodzą łatwo, rzucamy je w kąt i przestajemy doceniać, trochę jak dzieci, kiedy dostana nową zabawkę.


palma – IKEA (79zł, rozmiar jak na zdjęciu) | w roli gazetnika parasolnik – Drewniana Kamienica | sofa – olx | poduszka z makramą – Makramy Mojej Mamy |

Dostaję od Was setki pytań, co, gdzie i jak. O stolarza pytacie codziennie od dwóch lat. Prawda jest taka, że nie mam jakieś pokaźnej listy. Regularnie odwiedzam olx – tam za sto złotych kupiłam zabytkowego Singera albo sofę, która uratowała nam tyłki, kiedy nie mieliśmy na czym ich posadzić.
Moim najnowszym odkryciem jest Drewniana Kamienica. Bo oprócz tego, że są tam przedmioty z duszą, to jeszcze właścicielka ma złota duszę. Stamtąd pochodzą taborety i komoda.
Jeśli stacjonujecie w Lublinie i okolicy, to koniecznie odwiedźcie kiermasz Emaus.
Dla jasności – nie mam nic przeciwko rzeczom nowym, sklepowym. Najbardziej lubię, kiedy odnajdują się wśród tych staroci i natychmiast zarażają od nich duszą. Nieustannie jestem fanką Ikei. Takie piękne, nowe rzeczy, starannie wybierane, z niesamowitym wyczuciem i przemiłą obsługę znajdziecie w Puffo w Lublinie.
Makramy Mojej Mamy to z kolei rękodzieło, na którego punkcie dostałam lekkiego fioła i mąż mnie hamuje, żebym nie zamieszkała w makramowej pajęczynie.
A stolarz z okolic Lublina, który robił nam schody i wieszak, to pan Maciek 606720708.

Jeśli Wy macie do polecenia jakieś miejsca, to koniecznie piszcie w komentarzach, wyjątkowo będą akceptowane wszystkie komentarze z linkami, a nawet autoreklama 🙂


ramki i papierowe lampiony- Pepco | poduszki, czarna lampa, taborety – Drewniana Kamienica | palma – Ikea | ława i wazon – kiermasz Emaus

You may also like

19 komentarzy

  1. Jak to wspaniałe, że nie tylko ja zakręcona jestem na vintage stylu pod każdym względem… Uwielbiam szperać po lumpach i Olx- począwszy od garderoby, wystroju wnętrz, rowerach itp itd. Ubolewam tylko, że w okolicy nie ma pchlich targów- byłabym stałym bywalcem!😉
    Pozdrawiam i ściskam!!

  2. Nie napisałaś Sara, a uważam że to bardzo ważne, Emaus pomaga ludziom wykluczonym społecznie, jest spółdzielnią socjalną. Nie dość że coś pięknego można wyszperać to realnie pomaga się ludziom stanąć na nogi w różnych zakrętach życiowych. Też dlatego te przedmioty mają dla mnie dodatkową duszę 🙂

  3. Ja wiedziałam od początku, że z kasą będzie krucho oraz, że będę się urządzać latami, tzn. kupując dom kalkulowałam tak, aby wystarczyło mi kasy na wkład własny i podstawowe urządzenie tj. zrobienie gładzi, podłogi, drzwi, łazienek i kuchni. Cała reszta miała poczekać. Do tego wiedziałam też, że na wykończenie będę musiała poczekać i pomieszkać w zasadzie w stanie surowym. Kupiłam dom (od dewelopera) z założeniem, że chcę mieć wszędzie drewniane podłogi, a one, wiadomo, nie lubią wilgoci, więc kładzenie ich od razu po odebraniu kluczy nie wchodziło w grę. Klucze odebrałam 17.11, przeprowadziłam się 05.05, na betonową wylewkę położyłam najtańszą wykładzinę z LM, miałam imitację kuchni, plastikowy stół ogrodowy i łazienki bez detali typu lustro czy lampa i przemieszkałam tak 3 miesiące. Powiem Ci Saro, że było cudownie 🙂 cudownie było się wprowadzić i zobaczyć jak ten dom żyje, co mi w nim odpowiada,a co bym jeszcze zmieniła. Po położeniu podłogi jest ostateczne malowanie ścian i wykończeniówka na gotowo i te 3 miesiące pozwoliły mi przemyśleć i pewne rzeczy poustawiać na nowo 🙂 aktualnie kończę malować, robi się kuchnia, powoli kupuję dodatki typu żyrandol, lustro, ale nic na siłę, jak coś mi się spodoba i od razu widzę miejsce dla danej rzeczy w domu, to biorę. Nie kupuję nic na zasadzie „kiedyś się przyda”. Ostatnio zaszalałam i kupiłam nawet łóżko ;D Nie mogę się doczekać, aż wyjdę w końcu z „brudnych” prac i będę mogła powoli ocieplać to wnętrze światłem i dodatkami i powoli urządzać je po swojemu tak, aby było ciepłe, przytulne i domowe 🙂 chociaż już w te wakacje doświadczyłam po raz pierwszy chyba tęsknoty za domem i natychmiastowej chęci powrotu

  4. Dziękuję za ten wpis. Kupno mieszkania i jego remont pochłonęły tyle, że na wyposażenie zwyczajnie nie starczyło. Mamy teraz białe puste ściany i materac na ziemi, a w każdym pomieszczeniu kartony. Teraz jestem tym sfrustrowana, ale pocieszam się, że za kilka lat będziemy opowiadać o tym czasie w formie anegdotek sprzedawanych znajomym. Trzeba tylko uzbroić się w cierpliwość 😉

  5. Ja znalazłam cudowny używany stół do jadalni, jak się okazało z orzecha włoskiego. Piękny gruby blat, lekkie nierówności..uwielbiam go i zachwyca wszystkich naszych gości. Kupiliśmy go za 100 euro, gratis dostaliśmy 4 plecione krzesła i nawet dostawę do domu. A wszystko dlatego,że Pani sprzedającej te meble nie mieściły się w salonie. 🙂 Nie jedyna nasza zdobycz z drugiej ręki, ale chyba ulubiona.

  6. Urządzanie dopiero przede mną, ale dobrze posłuchać (poczytać;)) czasami mądrzejszych i spojrzeć na to wszystko z innej strony;) I dzięki Bogu, że nie tylko ja z narzeczonym tworzymy parę „plusa i minusa”;D
    Dzięki Twoim historiom człowiek bardziej docenia to co ma.
    Dziękuję światu, że dał mi Miss Ferreirę;)

  7. Ojoj, mój tata w Emausie wydał już fortunę!
    Świetne wnętrze, faktycznie z duszą. Kiedy zapełnia się pomieszczenia rzeczami z różnych źródeł, w tym vintage, od razu tworzy się ten klimat, którego nie ma, gdy rzeczy są żywcem przyniesione z salonu meblowego.

  8. Ja mam dokładnie na odwrót.. podobają mi się wnętrza vintage/rustic a urządzając mieszkanie zawsze kończę na minimalistycznym wnętrzu bez kolorów ☺️ Źle się czuję w przeładowanym rzeczami miejscu. Moja szafa też jest skandynawska. Nie znoszę kolorow.. jak widać każdemu sprawdzi się coś innego!

  9. Chcę sobie kupić krzesło. Tyle że w każdym sklepie są niemal identyczne, aż głowa mnie już boli 🙂
    Postanowiłam że będę szukać na starociach. I biurka. i stolika. i lampy. Muszę też wymienić poszewki, bo choć rzekomo lniane to wyglądają jakoś kiepsko. Jedyny plastik w moim pokoju to lightbox, staram sie zeby nie otaczać sie sztucznoscia 🙂

  10. Podczas czytania Twojego wpisu w radiu Lublin poleciało:

    To nie sztuka wybudować nowy dom.
    Sztuka sprawić, by miał w sobie duszę.
    Podków szczęścia nie wyrzuca się na złom,
    Nie wynosi się na śmietnik snów i wzruszeń.

    To nie sztuka z cudzej studni wodę pić,
    Zbierać cudze zasługi i winy.
    Sztuka swoim własnym rytmem życie śnić,
    Znaleźć źródło w najsuchszej pustyni.
    🙂

  11. Zgadzam się -ława to bajka. Szkoda, że bliżej mam Lubin niż Lublin 🙂
    W naszej agroturystyce jesteśmy jeszcze na etapie instalacji ale meblowana będzie właśnie tak – przypadkowo, ikeowo i „od przyjaciół. Mam nadzieję, że efekt nas nie przerośnie 🙂

  12. A ja właśnie jestem na etapie szukania mieszkania, może już w tym roku, a na pewno w następnym kupimy z Narzeczonym (a za 10 miesięcy już mężem!!!) nasze pierwsze gniazdko! I Twoje wnętrza Pani Fereiro idealnie wpisują się w mój gust i w moją estetykę:) Już teraz jestem bywalczynią facebookwych grup PRL Vintage Design – Polecam wszystkim, którzy szukają mebli, porcelany, szkła czy innych cudowności w stylu vintage, niekoniecznie prl:)

    Sama z całą pewnością będę miała w swoim domu, przynajmniej kilka takich rzeczy:)

    Ława rzeczywiście jest czaderska:) Jakie to niesamowite, że Pan sprzedawca chciał się jej pozbyć, bodaj za 50 zł, a Wam tak pięknie służy i na dodatek wszyscy się zachwycają:)

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie!

  13. Oj pamietam ten moment kiedy mówię do męża podczas „połowy „ remontu „ kupmy to i to i to a on patrzy na mnie i mówi ze pieniądze z kredytu dawno się skończyły 👀👀👀👀No cóż nie zrobimy bramy garażowej za 6500 tys tyle wyceniła firma. Nie dokończymy łazienki na parterze, dach do wymiany itp itp. ( mamy stary dom który na dobra sprawę pochłonął ogrom kasy) ale później sobie myśle trudno! Drzwi do garażu wymienimy deski na nowe. Łazienka na dole póki co robi za spiżarke;) jest dużo fajniejszych rzeczy do robienia chociażby zwiedzanie świata:) i odłożyliśmy to wszystko na dalsza przyszłość. Ale na głowę nam nie pada a i tak wycisnelismy z tego domu na prawdę dużo;) dużo przed nami ale … No sama nauczyłam się kłaść płytki 🙂 teraz we wrześniu kładę kamień na zew domu a co😂o tarasie Basiu takim pięknym jak Twój mogę pomarzyć pewnie jeszcze chwile ale coś tam z moim „ starym „ pewnie wymyślimy. A co do mebli kocham stare meble i jakby to nie zabrzmiało lubię sklep ikea ale unikatowość domu buduje na takich starych znalezionych na strychach targach rzeczach😍pozdrawiam I.

  14. Bardzo bliska mi filozofia urządzania 🙂 Też uwielbiam Olx i giełdy staroci. Najbardziej lubię wyszukiwać rzeczy z potencjałem i niedrogie, które potem przerabiam i wyglądają pięknie. I też łączę stare z nowym i nie wszystko naraz. To ludzie tworzą dom, nasza codzienność, wszystko co się na nią składa, meble i dodatki – pamiątki rodzinne i z podróży, przedmioty i meble z duszą – wyszukane na starociach, czy aukcjach internetowych, znalezione, czy dostane, zrobione własnoręcznie, ale też nowe – wymarzone, na które odkładało się miesiącami i musiały być 😉
    Warto też poszukać po strychach/ piwnicach znajomych i rodzinie. Ja w swoim starym domu znalazłam kilka perełek, które sukcesywnie odnawiamy i znajdują miejsce w naszym domu 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.