HEJT NASZ POWSZEDNI

Usłyszałam ostatnio w radiu o jakieś aplikacji, wymyślonej w Ameryce przez dwie nastolatki do walki z hejtem w internecie. Polega to na tym, że program wyłapuje wyrazy, kwalifikując się pod hasło „hejt” i zanim piszący kliknie „opublikuj”, otrzymuję taki komunikat „twój komentarz prawdopodobnie sprawi komuś przykrość, czy jesteś pewien, że chcesz go wysłać?”
Pomyślałam sobie – genialne! Ja od dawna mam takie urządzenie zainstalowane głęboko w mózgu i sprawdza się u mnie wybornie.
Zresztą odkąd prowadzę bujne życie internetowe, kieruję się zasadą, że nie piszę niczego, czego nie powiedziałabym drugiej osobie w twarz. Inaczej jestem tylko małym cichym pierdolonym tchórzem.
No niestety. Taka prawda.

O mojej przygodzie z hejterami już pisałam – większość z Was zapewne ją zna, ale pozwólcie, że opowiem raz jeszcze nowo przybyłym.
Dziś hejterzy to znikomy procent czytelników tego bloga – jeśli są, to raczej siedzą cicho w kącie, spluwając jadem z rzadka – rozprawiam się z nimi dosyć brutalnie, doskonale odróżniam konstruktywną krytykę od żółci. Czasem pozwalam takim komentarzom nawet chwilkę powisieć na blogu – jak na szubienicy. Wiszą tak sobie, krztuszą się jadem, mówią same za siebie, ku przestrodze innym.
Ale na początku tak nie było.
Ten blog przyszedł na świat pod osłoną kwietniowej nocy, był owocem potwornego zmęczenia (miałam wówczas dwoje maleńkich dzieci) i potrzeby zrobienia czegoś dla samej siebie.
Nie miałam gotowego planu – to miał być blog o zwykłej dziewczynie, która ma frajdę z życia. Blog o życiobraniu.
Początkowe wpisy płodziłam jak szalona – nawet po kilka dziennie. Czułam się jak dziecko w sklepie z zabawkami, nie wiedziałam jak wyglądało moje życie baz blogowania.
Któregoś dnia, zupełnie niespodziewanie statystyki na moim blogu oszalały – oho – czyżby zapukała do moich drzwi sława internetowa? – pomyślałam z eksytacją. Zaiste była to sława. Z hejterskim rodowodem.
Źródło ruchu na moim blogu to było forum gazety.pl – wylęgarnia najpodlejszej maści jadowitych komentarzy ever. Jeśli kiedykolwiek odnotujecie u siebie ruch na blogu stamtąd – nie zaglądajcie! Dla własnego zdrowia.
Ja niestety nie mogłam tego wiedzieć i ochoczo oddałam się lekturze wątku „Co myślicie o tej lasce?”
Przez kilkadziesiąt minut brnęłam przez bagno żółci. Dowiedziałam się o swoim „końskim ryju”, „grubych nogach”, „urodzie transwestyty”, o dzieciach, które „jak psy się szwendają po ulicy, głodne i zaniedbane, kiedy ja się stroję”, o mężu „brudasie z Brazylii” itd.
Ten wątek miał 17 stron, kiedy go odkryłam.
Siedemnaście stron jadu.
Czy zrobiło mi się przykro? To mało powiedziane, myślałam że się załamię. W pierwszym odruchu chciałam skasować bloga i nigdy nie wyjść z domu.
Szczęśliwie wrócił do domu mój mąż brudas i jak tylko pozbierał z ulicy moje głodne i uświnione dzieci, powiedział żebym się ogarnęła i przestała wyć, bo nie podobam się jakimś kretynom z internetu. Według niego wcale nie przypominam konia ani faceta oraz nie jestem gruba.
A jak ktoś tak myśli to już jego problem.
Pisałam to już kilkakrotnie, ale powtórzę – tego dnia zrozumiałam, że w moim sercu nie ma miejsca na hejterskie komentarze, wspaniale zaś odnalazły się w zaciszu mojej dupy.

#kim są ci ludzie?!
Po historii z wątkiem na forum zaczęło dręczyć mnie pytanie – kim byli ci ludzie? Kim byli ci hejtujący? Początkowo jawili się w mojej głowie, jako autentyczne monstra. Nie mogłam uwierzyć, że mogą mieć ludzkie rysy twarzy.
Aż dotarło do mnie, że owszem mają – ludzkie rysy twarzy i maski.
Że to ludzie tacy jak ja.
Że to ludzie, których mijam na ulicy.
Ostatnio wstrząsnęła mną historia pewnej blogerki. Otóż wrzuciła wakacyjne zdjęcie rodzinne z opisem „koniki zabrały nas nad Morskie Oko”. Zdjęcie zostało momentalnie przechwycone przez jakiś ruch ochrony zwierząt, a pod nim w liczone w dziesiątkach hejterskie komentarze. Przytoczę tylko dwa: „bierz kurwo bachory gdzie indziej i daj koniom spokój”, „najlepiej jakbyś zdechła”.
Pod wpisem zaś wypociny „sędziów sprawiedliwych” – no dziewczyna głupio się zachowała, mogła przewidzieć, że spotka się to z niepochlebnymi uwagami.
Zatkało mnie. Dziewczyna zrobiła coś głupiego – publicznie pochwaliła się, że nad Morskie Oko zawiozły ją konie – niepotrzebnie, mogła przewidzieć, że spotka się to z krytyką.
Ale życzenie komuś śmierci i nazywanie kurwą to niepochlebna krytyka?!
Naprawdę jest tu miejsce na znak równości?
Otóż nie ma!
I przyznam, że jest coś potwornie diabolicznego w dziewczynie, miziającej na profilowym kotka i życzącej śmierci drugiemu człowiekowi.

#anatomia hejtu
Zdarzyło mi się to raz w życiu.
Byłam bardzo zła i rozżalona. Postanowiłam zostawić wredny anonimowy komentarz znajomej blogerce. To nawet nie podchodziło pod hejt. Ale było pełne żalu, było ANONIMOWE.
Co innego gdybym to samo napisała jako ja. Ale – jak się okazało – nie miałam odwagi.
Już miałam kliknąć „opublikuj”, kiedy zapaliła się w mojej głowie czerwona lampka potwornego wstydu.
Ja, taka niby świadoma osoba, upadłam tak nisko. Dokładnie takie miałam uczcie – upadłam potwornie potwornie nisko. Moja godność, dziesięć pięter niczego i dopiero ja.
Tego dnia zrozumiałam dokładnie, jaka jest anatomia hejtu – to mieszanka najpodlejszych emocji, taki emocjonalny potwór spuszczony ze smyczy, bez kagańca.
I prawda jest taka, że każdy z nas go w sobie ma. Każdy z nas miewa brzydkie uczucia. Każdy myśli czasem brzydko.
Są jednak uczucia, które nie powinny się materializować w myśli.
Bo myśli ewoluują w słowa. A słowa w czyny.
To tak działa.
I tak – my ludzie potrafimy nad tym zapanować.

#kim jesteś Hejterze?
Kim jesteś Człowieku? Ty który spuszczasz ze smyczy swojego potwora, żeby kąsał, wydajesz komendę „bierz go!”, pozwalasz zagryźć.
Czemu nie masz odwagi powiedzieć mi w twarz, co o mnie myślisz?
Co czujesz, kiedy klikasz „publikuj”?
Czemu nigdy nie widziałam Cię w realu?
Kiedy znajdujesz na to czas?

#we krwi
Kiedy kończę czytać jakikolwiek artykuł odruchowo zaglądam do komentarzy.
Oto garść takich z dzisiaj – hejterskie nowalijki. Wcale ich nie szukałam w gąszczu. Po prostu wzięłam te pierwsze z brzegu:

nienawidzę jej
co za debilka
masakryczny ryj
kobyła z dużym przebiegiem
pusta krowa
niewyjściowy ryj
straszna ciota
co za pedał

I one tak sobie wiszą pod tymi artykułami. Przepływają po sieci, jak internetowy plankton. Nikogo nie ruszają, nikt ich nie moderuje. Ot są. W naszym internetowym obiegu krwi.
W naszej krwi.
Hejt nasz powszedni. Nie ma co sobie zawracać nim głowy.

Dziś rano podczas jazdy samochodem, słuchałam radiowej rozmowy w Trójce – o granicach wolności w internecie. Gdzie jest granica tego, co można powiedzieć?
W krajach, gdzie wolność jest ściśle reglamentowana – na przykład w Chinach, konkretne narzędzia odpowiadają za to, jak ma wyglądać internet zaprogramowany przez władzę.
Tych samych narzędzi można by użyć, żeby zlikwidować internetowy hejt.
Żeby to zrobić, należało by ograniczyć naszą wolność.
Bo paradoksem jest, że w imię tej wolności można nazwać kogoś kurwą i nie zostać postawionym pod pręgierzem.
Nie mieści mi się w głowie, ile litrów jadu przelewa się przez wirtualną sieć bez żadnych konsekwencji.
Zakrztusiliśmy się tą wolnością słowa, teraz się nią dławimy i rzygamy żółcią.
A może faktycznie byliśmy zbyt niegrzeczni w piaskownicy i trzeba nam zabrać zabawki?

Twój komentarz prawdopodobnie sprawi komuś przykrość, czy jesteś pewien, że chcesz go wysłać?
Twój komentarz może zagryźć na śmierć, czy jesteś pewien, że chcesz go wysłać?

* Ten tekst nie jest owocem jakichś moich ostatnich przeżyć.
Jest głosem niezgody na wszechobecny hejt, z którym żyjemy w pozornie nieszkodliwej symbiozie.

You may also like

37 komentarzy

  1. Ludzie, którzy hejtują Ciebie (o ile tacy nadal są) robią to z zazdrości – bo masz fajne życie, jesteś ładna i wydajesz się być super kobitką :*

  2. Droga Saro, jestes bardzo mądrą kobietą! Oby więcej takich ludzi w internecie! Życzę Ci radości każdego dnia i niekończącej się weny, bo Twoje teksty czyta się z prawdziwą przyjemnością. Pozdrawiam cieplutko,
    Marta.

  3. Ludzie są nieświadomi… jako nastolatka prowadziłam bloga i zaczęła się ogromna fala hejtu. Niestety jeszcze wtedy bardzo się tym przejmowałam i można powiedzieć, że przeżyłam małe załamanie nerwowe.
    Przełomem był komentarz jaki dostałam od kogoś w WIGILIĘ, mówił coś o tym, że jestem gó**wnem i żebym zdechła. W WIGILIĘ 🙂 Wtedy uświadomiłam sobie, że Ci ludzie są bardzo smutni i pokrzywdzeni przez los 🙂

  4. Rozumiem Cię, tez mam ten odruch czytania komentarzy. Najgorsze jest to że współczesna młodzież potrafi kogoś zjechać na ulicy, zupełnie obcą osobę, idąc grupą po prostu ją wyśmiać, niejednokrotnie aż brakowało mi słów na takie zdarzenia. Saro, gdybym miała Cię zhejtować to tylko za kamelowy płaszcz, którego Ci niemiłosiernie zazdroszczę.Jak dotąd w konfekcyjnym gąszczu udało mi się skompletować chyba z tuzin kaszmirowych, wełnianych swetrów, bawełny, lny, wiskozy, jedwabie, ale takiego płaszcza to ani skrawka. Wiec czego Ci tu życzyć w tym hejcie? Może zakalca na palec?

  5. Mnie tych hejterow nawet szkoda. Jakie to ograniczone i nieszczesliwe jednostki. Ani to pisać konstruktywnie nie potrafi (stwierdzenie ”co za ryj”- to naprawdę nie jest szczyt elokwencji), ani nie ma dobrego życia. Skoro żałuje innym szczescia i dobra i wylewa swój żel w tak ambitnych komentarzach, to musi mieć naprawdę beznadziejne życie.
    Ja na swojego pierwszego hejtera ciągle czekam. Podobno ich obecność świadczy o popularności blogera 🙂

  6. Zgadza się, każdy z nas ma w sobie potwora. Jednak pojawiło mi się w głowie pytanie, kiedy czytałam: co sprawia, że w tych ludziach uruchamiają się te potwory w momencie czytania takiego tekstu, jak te Twoje, te na innych blogach, te artykuły na portalach o Ani Lewandowskiej na przykład?
    Co innego wpaść w złość, wściekłość, jeśli coś nas dotyczy, robi nam jakiś kłopot, stratę…ale to, co piszesz Ty na przykład?
    Nigdy tego nie zrozumiem, ale to musi być jakiś większy problem, z którym trzeba by coś zrobić.
    Bo to na przykład widać w szkole, gdzie dzieci wpadają w potworną złość od razu, bez zastanowienia, jeśli ktoś choćby niechcący trąci je przechodząc obok. Autentycznie. To jest jakiś większy problem chyba.
    Od początku, kiedy poznałam Internet dziwiłam się temu okrucieństwu. Zawsze sobie myślałam, tak jak piszesz, przecież w życiu, twarzą w twarz, ludzie nie są tacy bezlitośni.
    Nie wiem czy to się zmieni. Może nadzieja w naszych dzieciach 🙂
    Moja córka właśnie mnie prosi, żebym jej założyła konto na Youtube, bo chciałaby komentować. Dlatego, że żal jej tych którzy są krytykowani. Chciałaby napisać im coś miłego.
    Zastanowię się jeszcze, bo 11 lat to chyba za wcześnie na poznawanie dogłębnie tego bagna, ale jest jakiś promyk nadziei może 🙂

  7. Mnie też hejt dotknął najbardziej na początku, ale i teraz się zdarza. Co do blogerki od koni – a może ona właśnie nie wiedziała, ze to złe, co robi, może wystarczyło wyjaśnić, pokazać jakiś artykuł, nie każdy jest alfa i omegą i wszystko wie, może nie każdy ma też taką wrażliwość, żeby sam o tym pomyśleć – ludzie są różni, wystarczyło wyjaśnić 🙁
    Hejt potrafi zaboleć, a z tego co widzę, to w pewnych środowiskach jest on wybitnie zauważalny patrz: internetowe matki i weganie/wegetarianie/obroncy zwierząt. Już nawet narodowcy są spokojniejsi od tych matek.

    1. No co ty! Przyznać się, że się czegoś nie wie? Publicznie? W dobie internetu? No błagam!
      A tak serio – to w ogóle temat na odrębny wpis.
      Pozdrawiam

  8. ja mam ten sam problem z komentarzami- czytam je. a tyle razy mi mówili: „nie rób tego, po co ci to?”. a ja dalej czytam. chyba dlatego, że usiłuję zrozumieć, co siedzi w tych chorych głowach. potem moja własna głowa choruje i boli, nawet jeśli czytam komentarze na czyjś, nie na własny, temat. powoli się tego czytania oduczam, ale czasem odpiszę temu „człowiekowi” po drugiej stronie ekranu w nadziei, że coś mu tam kliknie pod kopułą, może się chwilę zastanowi. wiem, że ta nadzieja jest złudna. wydaje mi się, patrząc na przykład na komentarze pod artykułami lublin112, że nie tylko nie jest lepiej, ale wręcz dużo gorzej. komuś dzieje się krzywda, a ludzie się… cieszą. żartują. ale fajnie. ktoś popełni błąd? „weź ty się ku*wa utop”, „co za zje*”. skąd to się bierze…? z nudy, nieszczęścia, zazdrości?

    1. Otóż to – tam gdzie ludzie czują się całkiem bezkarni i anonimowi, tracą całkiem jakąś samokontrolę, to jest niesamowite.

  9. Nasuwa się wiele pytań: co ich skrzywdziło? kto nie wychował? dlaczego nie mają kultury, empatii? Jaki oni mają system wartości?? Czy w ogóle życie ludzkie, człowiek jest dla nich wartością? I jaki świat oni tworzą wokół siebie?
    ….
    Ludzie bądźcie ludzcy.
    Saro przesyłam serdeczne uściski Tobie i Twoim Czytelnikom! Życzę nam wszystkim dobrze!

    http://www.fuw.edu.pl/~jziel/dezyderata.html

  10. „Pisałam to już kilkakrotnie, ale powtórzę – tego dnia zrozumiałam, że w moim sercu nie ma miejsca na hejterskie komentarze, wspaniale zaś odnalazły się w zaciszu mojej dupy.”

    Rozwaliło mnie to, śmiałam się w głos, wypluwając śniadanie!
    Podoba mi się twój styl i ta „normalność”
    Widziałam cię w realu na jednej konferencji i pomyślałam sobie „kurczę co za super babka” 😀
    Pozdrawiam ciepło!

  11. #anatomia hejtu – świetnie oddaje istotę – sama powtarzam Synowi, który zaczyna już obcować z internetem pod kątem youtuba, fejsbuka – że szcześliwa, pogodna osoba nie ma potrzeby udowadniania swojej racji chamskim zachowaniem, nie tylko w necie, w realu również.
    Zgadzam się również z tym, ze każdy ma czasem taki dzień i ochotę komuś „przywalić” – ale nie każdy zna, albo chce znać granice co z tym zrobić…
    pzdr uwielbiam twoje pisanie 🙂

  12. To ja pozwolę sobie zadać pytanie tak trochę na temat, a trochę nie, skoro już wspomniałaś o „brudasie”. Czy Twój mąż doświadcza rasizmu w Polsce? Mój mąż jest z Libanu, pochodzenie wypisane na twarzy, niebawem pierwszy raz przyjedziemy do Polski i strasznie się obawiam, jak to będzie. Prawie codziennie (!) czytam o mniejszych i większych aktach przemocy skierowanych do obcokrajowców (szczególnie tych z ciemniejszą karnacją) i bardzo się obawiam, że może pewnego dnia my też tego boleśnie doświadczymy; napawa mnie to tym większym smutkiem, iż w jego kraju, w którym żyję od ponad dwóch lat, jeszcze nigdy nie spotkała mnie żadna przykrość ze względu na moje pochodzenie.

    1. Szczerze muszę przyznać, że mój mąż nigdy nie doświadczył rasizmu w Polsce. Niemniej wygląda „swojsko” – raczej nie widać na pierwszy rzut oka, że to obcokrajowiec.
      Bądź dobrej myśli, te wszystkie informacje o rasizmie są bardzo medialne, rzeczywistość nie jest chyba aż tak brutalna, oczywiście nie mam pewnosci. Ale generalnie informacja, że jest Brazyliczykiem zawsze spotyka się z ciepłym przyjęciem.
      Trzymam za Was kciuki!

  13. Życiobranie…trwaj w najlepsze! Tylko uważaj na hejt sromotnikowy – nie jest samosiejką i raz zjedzony… może zabić. Ściskam mocno! Świetny tekst 👍😊❤

  14. Witam Pani Saro

    Rzadko cokolwiek komentuję. I nie przeglądam komentarzy, oprócz kilku z góry – naprawdę szkoda czasu. Być może ktoś to już napisał. Cieszę się, że pojawił się kolejny taki głos w sieci – zdecydowane ‚nie’ dla bycia złym, nieważne, czy w internecie, czy nie. I zgadzam się, ludzie Pani po prostu zazdroszczą i mają czego – od figury do, po prostu, Pani życia. Chętnie zaglądam na Pani bloga w ramach poprawy humoru. Nie zawsze jestem zadowolona z wpisów sponsorowanych, ale to rozumiem. Moja mama powiedziała kiedyś ‚ta pani potrzebuje uwagi, wy miałyście o wiele zabawniejsze teksty’ (przytaczałam jakiś epizod o Pani pociechach). Być może. Ale Pani dzieli się z nami tymi pozytywnymi refleksami codzienności i czasem szczerą, trzeźwą uwagą na temat rzeczy ważnych, co jest potrzebne, więc ja chętnie Pani tą uwagę poświęcę.
    Zostałam wielką fanką wyrażenia ‚zacisze dupy’. Ale nie przeżyję ‚jakiś moich ostatnich przeżyć’, no dlaczego nie liczba mnoga. To tak, żeby nie przesłodzić, to się doczepię. Mam ochotę po tym wpisie Panią po prostu wyściskać. Pozdrawiam serdecznie

    1. Pani Gosiu – tak jak napisałam, ja sobie z hejtem radzę, co więcej – doświadczam go sporadycznie. To chodzi bardziej o to, jak to zjawisko rozpanoszyło się po internecie, jak się do niego przyzwyczailiśmy. To mnie przeraża.
      Pozdrawiam!

  15. „Nie mogłam uwierzyć, że mogą mieć ludzkie rysy twarzy. Aż dotarło do mnie, że owszem mają – ludzkie rysy twarzy i maski.
    Że to ludzie tacy jak ja” – z tym się nie zgodzę, to nie są tacy ludzie jak Ty choć mają ludzką postać. Jesteś zbyt wartościowa aby stawiać tu znak równości. Bardzo lubię Ciebie czytać, Saro. Jako mama, żona, kobieta, laska od mopa i szmaty 😉 też czytam komentarze pod „artykułami”, wpisami na blogach, które śledzę. Konstruktywna krytyka już chyba nie istnieje? Zastanawiam się czy komuś robi się lepiej, gdy napisze jakieś świństwo. Czy ma aż takie kompleksy? Wejdźcie czasem na insta Ewy Chodakowskiej, Kasi Tusk, że o Ani L. nie wspomnę. Jak można tak strasznie nienawidzić?

    1. Dziękuję Ci <3
      Pisząc ten tekst miałam na myśli między innymi Lewandowską - to jak naturalnie ludziom przychodzi hejtowanie jej, to jest coś po prostu niewiarygodnego! Jakby ludzie byli utkani z nienawiści.

  16. Zgadzam się w 100%! Ta aplikacja byłaby fantastyczna! Każda strona, na której można coś skomentować, powinna mieć taki filtr. Wolność słowa jest zasadą obowiązującą w prawie, pomiędzy obywatelem a państwem, a nie pomiędzy dwojgiem ludzi. Dodatkowo wolność słowa obowiązuje wtedy, gdy obie strony chcą być zaangażowane w rozmowę. Wielu ludzi lubi więc naciągać definicję wolności słowa, gdy obrażają innych i hejtują w internecie. Mają w takiej sytuacji „podpórkę” do wylewania własnej żółci i smutku, który w nich siedzi. Człowiek nie ma żadnego prawa do obrażania drugiego człowieka.
    Prawie nigdy nie czytam komentarzy pod artykułami w sieci, ponieważ nie chcę zaprzątać sobie głowy nienawiścią i negatywnymi myślami. Trzeba być bardzo małym człowiekiem i upaść bardzo nisko, żeby opublikować hejterski komentarz. W szczególności pod czymś, w co człowiek włożył cząstkę siebie, starał się, pracował nad tym i był na tyle odważny, żeby wrzucić to do netu.

  17. Saro, czy to byly wtedy komentarze z forum emana, do postu w której byłaś w ciąży, taka piękna, w króciutkiej sukience? Wierzę, ze bylo Ci przykro, ale prawdę mówiąc jestem wdzięczna sekutnicom z tego forum, bo w ten sposób trafiłam na Twój blog i już zostałam. Zainspirowałaś mnie do odwiedzenia Lublina i w ogóle stalo sie pare małych, miłych rzeczy dzieki Tobie. A na tamto forum juz nie zaglądam, przestalam w ramach noworocznego postanowienia – zauważyłam, ze poziom niechęci, cynizmu i negatywnych emocji źle na mnie wpływa. Kilka użytkowniczek te zaburzone baby zwyczajnie zniszczyły hejtem,diagnozujac im przez Internet głupotę, alkoholizm, niedostatki macierzyńskie i psychiczne choroby. Stolica internetowego okrucieństwa, chamstwa, podłości.

    1. Zuzo, nie pamiętam nawet, może i tak.
      Mimo wszystko to niesamowite, że są takie miejsca w sieci, gdzie można bezkarnie po prostu nienawidzić.
      Ściskam!

  18. Witaj Saro! Wpadam czasami na Twojego bloga i nadrabiam zaległości. Niewiele czasu poświęcam już na czytanie blogów i instagramowe obrazki. Nigdy nie hejtowałam to wbrew mojej naturze jednak plastikowy świat bloggerów i instabloggerek zaczął mnie po prostu wkurzać (czytaj bardziej dosadnie). Odniosłam wrażenie, że jeśli jestem u kogoś na profilu to muszę popaść w jej uwielbienie. Recepta na świat on-line: Nie wpraszam się tam gdzie nie będę czcić sukienki i zegarka od sponsorów( taaaaa zazdroszę, że za free😛), nie zachwycam się pierwszym siusi na nocniku dziecka „Mamusia_Nicpusia”, „Lulusia World”itd (przypadkowe nazwy😉). Mam swoje super dwie dziewczyny, męża chudszego ode mnie, dom który wygląda jakby trwała na nim ciągle budowa, psa co nie lubi gości i królika, który lubi rukole. Czołem

  19. Świetny wpis, zgadzam się, że hejt staje się coraz powszechniejszy. Ale najbardziej zadziwia mnie to, że oprócz tego zdziczałego hejtu, pelnego wulgaryzmów i calkowicie nielogicznych, nieuzasadnionych wywodów jest w Internecie ogrom negatywnej energii, zawiści i wymądrzania się. Jako anonim każdy wszystko wie najlepiej i zamiast dyskusji, debaty, czytać mozna jedynie wygłaszane osądy jako moja prawda jest najmojsza. Jak na koniec zamiast kropki ktoś stawia „kurwę” to nazywa się to hejtem.
    Bardzo brakuje miejsc gdzie ludzie są dla siebie serdeczni. To bardzo przykre. Zamiast dostrzegac w zyciu i w osobach obok dobre rzeczy, dostrzegamy mankamenty i je wyolbrzymiamy, zaciągając na nasze oczy czarne widmo.
    A taka osoba hejtująca w Internecie w życiu realnym nie moze być lepsza 😞

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.