JAK POCZUĆ SIĘ BEZPIECZNIEJ?

Autor: Miss Ferreira

Czy Wasze lodówki też stanowią archiwum życia rodzinnego?
Na naszej wiszą niezliczone ilości stron, przyczepiane kolejnymi magnesami. Podczas sprzątania ciągle mnie kusi, żeby to wszystko wyrzucić i mieć minimalistyczną lodówkę, godną instagrama, a potem wzruszam się nad tymi bazgrołami i nie mogę.
Następnym razem wyrzucę na pewno, ale jeszcze nie dziś…
Ostatnio znowu nie wyrzuciłam planu dnia, rozpisanego szczegółowo na początku pandemii, kiedy do mnie dotarło, że jeśli taki dokument nie powstanie, to zginiemy w sajgonie i nawale nowych obowiązków.
Pamiętam dobrze, jak zwołaliśmy zebranie rodzinne po jakiejś większej awanturze, kiedy zawiodło wszystko, od sprzętów domowych po ludzi. Siedziałam na kanapie w salonie, patrząc w jeden punkt, który coraz bardziej się rozmazywał, aż wszystko zaczęło kapać.
Myślałam wtedy: „matko, jak my damy radę? Z trójką dzieci na nauczaniu domowym, z pracą zdalną, z rwącym się w nieskończoność internetem, bez możliwości wyjścia gdziekolwiek, bez rodziny, przyjaciół?”.
To był jeden z tych momentów, kiedy jest się zatrzaśniętym w tunelu i nie widać żadnego światła.
Te chwile jednak mają to do siebie, że są ulotne.
Po pewnym czasie opamiętałam się. Wytarłam papierem toaletowym zasmarkaną twarz i dziarsko stanęłam naprzeciwko nowej rzeczywistości, mówiąc sobie: „po prostu muszę się tu jakość odnaleźć, jak wszyscy”.
To wtedy porwałam z drukarki kartkę, rozrysowałam tabelki, zawołałam dzieci i pociągając jeszcze nosem, oznajmiłam, że razem damy radę, ale musimy mieć plan. Nie tylko mama i tata mają nowe obowiązki, wy też.
Po ponad roku nasz plan kryzysowy nadal wisi na lodówce, choć nikt już z niego nie korzysta. Trochę pożółkł i się odkształcił.
Nie potrafię go wyrzucić. Jest jak pierwsza strona naszego innego życia, którego zupełnie nie planowaliśmy, a które stało się codziennością.
Ta krzywo rozrysowana tabelka dała nam wtedy poczucie panowania nad sytuacją. Poczucie bezpieczeństwa.

Poczuć się bezpiecznie
Pamiętacie narodowy zryw pieczenia chleba na początku pandemii? Nie stało się tak dlatego, że nagle zabrakło w sklepach pieczywa. Ten chleb był czymś symbolicznym. Dawał poczucie bezpieczeństwa. Gdzieś tam podobno walił się świat, ale ten bochenek z chrupiącą skórką był jak powrót do ciepłego domu.
W tamtych dniach zadzwonił do mnie brat.
– Boję się – szepnął do telefonu.
Wzięłam głęboki oddech, bo jeżeli on się boi, to znaczy, że jest źle.
– Czego? – zapytałam po chwili.
– Tego, że nie mam pojęcia, co będzie dalej…
Uświadomiłam sobie wtedy, że to nie pandemia była najgorsza, ale nagła niespodziewana utrata bezpieczeństwa.
I mam takie wrażenie, że to bezpieczeństwo od ponad roku jest jak woda niesiona w dłoniach wiele kilometrów.

„Świat jest lepszy niż myślimy”
Szukam wszelkich źródeł, gdzie mogę zaczerpnąć wody w dłonie. Na urodziny dostałam pewną książkę. Trochę się zdziwiłam, bo wydawała się lekturą zupełnie nie dla mnie. Wypełniona cyframi i wykresami. Tym bardziej zdziwiła mnie dedykacja „znajdujesz piękno tam, gdzie inni nawet nie szukają. Nie przestawaj”. Ponieważ nie mogłam w żaden sposób połączyć dedykacji z tymi wszystkimi wykresami, zabrałam się po prostu za czytanie.
Już po kilku stronach, pojęłam zagadkę dedykacji i wykresów.
To książka Factfulness Hansa Roslinga, mówiąca o tym, że świat jest o wiele lepszy, niż nam się wydaje.
Nie pamiętam niczego, co tak bardzo ukoiłoby moją strwożoną duszę w ostatnich latach, a już z całą pewnością w ciągu ostatniego roku. Autor nie posługuje się żadną emocjonalną paplaniną, ale opiera na bardzo konkretnych liczbach, udowadniając, że to bezprecedensowy moment w dziejach.
Średnia życia na świecie wynosi 72 lata, 75% światowej populacji żyje w krajach o średnim dochodzie, w 2017 procent dzieci, które umarły przed 5 rokiem życia wyniosła na świecie mniej niż 4%, w 1800 było to 44% (co oznaczało, że niemal każdy rodzic doświadczył śmierci swojego dziecka).
Rosling przez trzysta stron mówi o tym, że świat ma się lepiej, niż sugerują dramatyczne nagłówki wszelkich wiadomości.
Powinniśmy zaplanować przyjęcie z tej okazji! I to huczne! Mówiąc „my”, mam na myśli „ludzkość”.
I zanim ktokolwiek powie „ale wojny na świecie, globalne ocieplenie etc”.
Od razu mówię – wiem, świat nie jest idealnym miejscem, mamy jeszcze mnóstwo do zrobienia. Ale chciałabym zachować proporcje i otrzymywać tyle samo dobrych wiadomości ze świata, ile dostaję tych złych.
To pozwoliłby mi odzyskać poczucie bezpieczeństwa.

Kiedy życie wymyka się z rąk
Kilka miesięcy temu opublikowałam emocjonalny wpis, w którym przyznałam się, że z powodu pierdoły, wybuchnęłam płaczem, wyszłam z domu, a po godzinie wróciłam, zażenowana swoim zachowaniem i przeprosiłam domowników.
Szybko pojawiły się komentarze, że „powinnam poszukać pomocy u specjalisty”.
Zrobiło mi się przykro, bo odebrałam je jako sugerowanie, że coś ze mną jest nie tak, wydały mi się też bezczelne i niegrzeczne. Być może nawet takie były, ale wśród nich pojawił się głos, a co gdyby wizyty u psychoterapeuty traktować zupełnie normalnie? Przecież nie wstydzimy się tego, że idziemy do lekarza rodzinnego, endokrynologa czy okulisty, a słowo „psycholog” lub „psychpterapeuta” zaczyna nas uwierać, jakby było czymś wstydliwym.
Po jakimś czasie rozmawiałam ze swoim bratem, psychoterapeutą. Mówił, że ma ręce pełne roboty, pacjentów, którzy zupełnie nie udźwignęli tego roku.
Wtedy zrozumiałam, że się myliłam, a moja reakcja była niewłaściwa. Komunikat, jaki wysłałam, brzmiał „jeśli życie wymyka Ci z rąk, to czasem tak jest i to jest ok”.
A powinien brzmieć „jeśli życie wymyka ci się z rąk i nie masz nad tym kontroli, to nie bój się poprosić o pomoc”.
Przecież kiedy czujemy, że nie panujemy nad własnym zachowaniem, tracimy poczucie bezpieczeństwa.

Hey Doc, lekarz w zasięgu ręki
Gdybym musiała wymienić, jaką pozytywną zmianę przyniósł ostatni rok, to zapewne fakt, że wiele spraw da się załatwić bez wychodzenia z domu. Najpierw zmusiła nas do tego sytuacja, z czasem okazało się, że jest to po prostu praktyczne.
Kiedy odwiedziłam naszą przychodnię, lekarka przywitała mnie w jej przedsionku zaaranżowanym na gabinet, a zza maski przyłbicy i czepka, widziałam ledwo jej oczy, uznałam, że to jakieś szaleństwo, choć oczywiście rozumiałam, że wszystko to było spowodowane względami bezpieczeństwa.
Zastanawiałam się, ile taka specyficzna sytuacja w przychodni potrwa? W międzyczasie znajomi lekarze mówili, że przez telefon i internet naprawdę można sporo załatwić.
Dlatego właśnie powstała platforma Hey Doc, która zaprosiła mnie do współpracy, żebym pokazała swoim Czytelnikom, że lekarzy wszelkich specjalizacji mamy na wyciągnięcie ręki, o ile tylko mamy przy sobie komputer lub telefon.

Jak to działa?
Właściwie bardzo prosto. Umawiasz wizytę. Wybierasz, jaka ma to być forma. Telefon, czat lub wideo. Następnie wybierasz specjalizację (internista, pediatra, psycholog, alergolog, dermatolog i wiele innych) i lekarza, który najbardziej Ci odpowiada.
Jeśli nie masz pewności, czy dany lekarz będzie umiał Ci pomóc, przeczytaj dokładnie opis. Przykładowo psycholog: depresja, zaburzenia lękowe, zaburzenia odżywiania. Każdy z lekarzy ma także krótką zakładkę „o mnie”, która powinna rozwiać ewentualne wątpliwości.
Wiele wizyt jest możliwych dosłownie w ciągu kilkunastu minut. Wizyta trwa przez 30 minut. W ciągu kolejnych 24 godzin nadal masz kontakt z lekarzem, jeśli masz jakiekolwiek pytania lub wątpliwości.
Lekarz może wystawić e-receptę, która będzie widoczna na koncie od razu po wizycie.
Może również wystawić zwolnienie. Po Twojej wizycie zostanie ono automatycznie wysłane do ZUS-u, więc nie trzeba zawracać sobie głowy dostarczaniem go do pracodawcy.

Jak przygotować się do takiej wizyty?
Na wypadek ewentualnego zwolnienia lub e-recepty warto mieć w zasięgu ręki dowód tożsamości. Wszelkie wyniki badań i dokumentację medyczną można wgrać na swoje konto, tak żeby lekarz miał w nie łatwy wgląd. Na swoim koncie warto wypełnić też wywiad medyczny, dzięki temu wizyta będzie bardziej merytoryczna i nie stracimy na to cennego czasu.
Na kartce można wypisać wszystkie pytania, jakie mamy do lekarza, żeby nic nam nie umknęło.

Czy można skorzystać z porady lekarskiej bezpłatnie?
Ceny wizyt w Hey Doc zaczynają się od 59zł. Można jednak skorzystać z konsultacji bezpłatnie.
Jak to zrobić? Wystarczy wejść w zakładkę „zadaj pytanie” i wybrać specjalistę, który ma na nie odpowiedzieć.
Odpowiedź pojawi się na portalu w ciągu 48 godzin i będzie dostępna dla wszystkich użytkowników, ale oczywiście bez podawania danych personalnych. Zanim więc zadacie pytanie, warto przejrzeć, o co pytali poprzedni pacjenci, bo może zagadnienie, które Was interesuje, jest już omówione.

Hey Doc – poczuj się bezpiecznie
Rok temu właściwie z dnia na dzień zmieniło się bardzo wiele. Okazało się, że również dostęp do opieki medycznej mamuy utrudniony.
Myślę, że to też zachwiało naszym poczuciem bezpieczeństwa.
Do wielu specjalistów trzeba ustawić się w długiej kolejce.
Hey Doc wychodzi naprzeciw naszym oczekiwaniom.
Wydaje mi się też, że to doskonałe miejsce, żeby pokonać swój nieuzasadniony opór przed konsultacją z psychoterapeutą czy psychiatrą.
Taki pierwszy krok, żeby poczuć się trochę bezpieczniej w tym niepewnym ostatnio świecie.
No i nie do przecenienia jest to, że o ile mamy tylko telefon, to w zasadzie swojego lekarza możemy zabrać nawet na wakacje 😀 Choć nikomu nie życzę, żeby był nam wtedy potrzebny 😉

*Wpis powstał we współpracy z platformą Hey Doc

Podobne posty

2 komentarze

MGD 11 maja, 2021 - 2:57 pm

Sara, Twój styl pisania jest cudny! Zawsze czytam Twoje wpisy i czuję jakbym czytała kilka stron dobrej książki. Dzięki za polecenie tej platformy, podeślę to mojej mamie, która ostatnio zastanawiała się nad zaczerpnięciu kilku porad online. idealnie się złożyło 🙂

Odpowiedź
Miss Ferreira 18 maja, 2021 - 6:44 am

Dziękuję <3 Bardzo miło to czytać!

Odpowiedź

Napisz komentarz