Kici, kici kotku i konkurs z Milanoo.com

Kochani!
Znacie to uczucie porannego snu, pysznego, gęstego jak lody z karmelem, kiedy każda komórka ciała aż wzdycha i nagle ten błogi stan zostaje brutalnie zburzony przez desant komara na Wasze ucho lub muchę predatora, która podejmuję walkę na śmierć i życie z szybą okienną…
Tak się składa, że ja mam sąsiadkę, która została powołana do tej samej drużyny co komar i mucha. I wierzcie mi, nie jest to jakaś tam trzecia liga…
Głos, tejże wiekowej staruszki osiąga niezwykle wysokie rejestry, jest czymś pomiędzy piskiem, skrzekiem i odgłosem bólu, jaki człowiek wydobywa z siebie, gdy jego palec zostaje zmiażdżony.

Koncert absurdu i jazgotu zaczyna się wczesnym porankiem, kiedy babcia otwiera drzwi, które wyją o kroplę oleju. Zostawia je otwarte, a drzwi wyją jak potępione wte i wewte…
Nie wiem czy myśli człowieka przenikają przez wody płodowe, ale jeśli tak, to jestem prawdziwie wyrodną matką i biedne uszy mojego maleństwa wtenczas…
Staruszka rozpoczyna codzienny rytuał nawoływania kota… Wysokie rejestry osiąga już nie tylko jej piekielny głos, ale poziom absurdu całego porannego widowiska.
Zaczyna się od niewinnego „kici kici!”. I chociaż nie wiem co encyklopedie mówią o „kici, kici”, w mojej głowie jawi się ono jako szelest pomieszany z szeptem. Kici kici jest jest trochę, jak sam kot – dyskretne i ledwie słyszalne.
Nie w wykonaniu mojej sąsiadki. Kici kici jej autorstwa jest, jak walenie młotem o szybę, każda głoska ma nerwicę i nienawidzi kolejnej.
Nic zatem dziwnego, że przecięty kot czuje się średnio zachęcony takim nawoływaniem. Trzeba więc użyć argumentów słownych. Coś co kota łatwo przekona do powrotu na łono rodzinnego gniazda, jak chociażby:
– Wracaj, nie idź tam! Tam jedzie bus!
Podobnie jak Wy, ja również jestem w szoku, że na to zawołanie kot nie zjawia się, jak za dotknięciem magicznej różdżki… Też mnie to dziwi.
Spokojnie, już troszkę poznaliście babcię i być może spodziewacie się kałasznikowa skrzętnie ukrytego w połach jej fartucha. Słusznie.
Oto staruszka wystrzela co poranne zdanie:
– Wracaj! Nie idź tam! Tam są psy! I żeby potwierdzić wiarygodność swych słów zaczyna szczekać. Szczeka i ujada. Momentami wyje. Zamienia się w prawdziwą bestię – psa Baskerwilów uwięzionego w głosie cziłały.
Leżę wtedy spokojnie, nie wyglądam przez okno, bo boję się że widok, który tam zastanę zmieni moje dotychczasowe życie.
Zaciskam oczy i próbuję wsłuchać się w rytmiczny jęk żebrzących o olej drzwi. Wte i wewte, wte i wewte, może to ukołysze mnie do snu…

Zapraszam Was do konkursu na moim FP, możecie wygrać $50 na zakupy w Milanoo, a wiem, że wiele z Was ma chrapkę na różne cuda stamtąd 😉
KONKURS ODBYWA SIĘ TU.

Ściskam Was
Sara

FOT BY ANIA

jumper/sweter – Sheinside
skirt/spódniczka – Bershka
clutch/kopertówka – Alex Bags and Purses
szilki – Stradivarius

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.