PRZEPISY DLA DZIECI: DOMOWE MUSLI I SPOSÓB NA NIEJADKÓW

Jako dziecko byłam strasznym niejadkiem. Mam całą masę zdjęć, gdzie jestem szkieletem powleczonym skórą. Zresztą gdzieś w rodzinnych albumach jest taka fotografia, na której jest cała nasz piątka, wszyscy z potwornie szpiczastymi kolanami. Rodzina niejadków.
W tamtym czasie jedzenie było dla mnie przykrym obowiązkiem. Nie lubiłam prawie niczego, a niektóre potrawy lub ich elementy przyprawiały mnie o mdłości. Dosłownie. Ciepłe mleko, w którym zaplątał się kożuch. Nawet teraz mam dreszcze. Tłuste mięso, wędlina z żyłkami, rozgotowana cebula, buraki, marchewka z zupy, kiełbasa. Brrr!
Sumiennie analizowałam skład talerza, reagując histerycznie na wszystko, co budziło moją wątpliwość.
Trzydzieści lat później mój syn zrobi dokładnie to samo, z obrzydzeniem wydłubie z miski coś obślizgłego i powie: „a tego obelzywego ślimaka jeść nie będę”.
Na to ja odpowiem: „to nie jedz”.
Kiedy moje dzieci grymaszą, nie chcą jeść, nic im nie smakuje, to nie zmuszam ich. Jedno wiem na pewno – przymuszanie dziecka do jedzenia, skutkuje tylko i wyłącznie stresem dla obu stron.
Nie chcesz, to nie jedz, zapraszam na kolejny posiłek za trzy godziny.
Po trzech godzinach też nie je? Trudno, zapraszam na kolację. Kolacja też nie bardzo. Nie ma sprawy, będzie śniadanie.
Wiem, wiem, zaraz ktoś krzynie „ło matko, zagłodzi się na śmierć!”.
No więc nie zagłodzi się. Kiedyś, kiedy byłam jeszcze młodą niedoświadczoną matką, której było przykro, że tak się nagotowała, postarała, a dziecko wzięło i opluło tym ścianę, przyjaciółka powiedziała mi: „co ty się martwisz, jak się dupa wypości, zje nawet ości”.
I cóż, to jedna z lepszych rad, jakie w życiu usłyszałam.
Dlatego nie zmuszam, nie gotuję pięciu różnych dań, bo każdy lubi co innego, nie kupuję świństw, tylko dlatego, że „to jedyne, co moje dziecko je, inaczej nie w ogóle by nie jadło”.

Zauważyłam za to, że dzieci bardzo chętnie jedzą, jeśli same coś przygotują. Potrafią zjeść wtedy nawet rzeczy, których normalnie nie lubią.
Doskonałym przykładem jest Sofia, która nie przepada za warzywami, ale zrobioną przez siebie sałatkę, chrupała jak zając kapustę.
Jeśli więc macie w domu wybitnego niejadka, zamiast wściekać się, tracić nerwy, czy nie daj boże dawać suplementy diety na apetyt, zaproponujcie mu wspólne gotowanie.
Dzięki temu dowiecie się, co dziecko w ogóle lubi.
Oczywiście, dziecko może chcieć Was przechytrzyć, proponując frytki, burgera, albo batoniki, ale na razie to Wy jesteście mądrzejsi. Frytki? Proszę bardzo, z pieczonego batata czy z pieczonej marchewki? Burger? Wspaniale. Z piekarnika, z dużą ilością poszatkowanych warzyw i liściem sałaty. Batony? Najlepsze są z płatków owsianych w polewie z gorzkiej czekolady.
Ja nie jestem fanką płatków śniadaniowych. Uważam, że to takie śniadanie zapchaj dziura.
Za to moje dzieci uważają, że to doskonała propozycja śniadania, drugiego śniadania, obiadu, obiadokolacji i kolacji. Sorry, jak dorośniecie, to będziecie jeść płatki na każdą okazję, tymczasem jesteście pod opieką rodziców niestety.
Tak oto wpadłam na pomysł, żeby zrobić domową granolę. Płatki owsiane, mnóstwo ziarenek, orzechy. I takie śniadanie, to możecie sobie zjeść nawet na kolację.

SKŁADNIKI:
2 szklanki płatków owsianych górskich
1 szklanka pestek dyni
1/2 szklanki płatków migdałów
1/2 szklanki ziarenek sezamu
1/4 szklanki ziarenek siemienia lnianego
1 łyżeczka cynamonu
5 łyżek miodu rozpuszczonych w w 1/2 szklanki ciepłej herbaty
Wszystko mieszamy razem. Wykładamy na blachę. Pieczemy ok 40 minut w 170 stopniach – aż wszystko się zarumieni na złoto.
Naszym sekretnym składnikiem granoli jest chrupiący słonecznik. Dodajemy go do gotowej granoli, jest tak dobry, że trudno nie zjeść go natychmiast.

CHRUPIĄCY SŁONECZNIK:
3/4 szklanki nasion słonecznika
2 łyżki miodu
Mieszamy razem i wykładamy na osobna blaszkę. Pieczemy w 170 stopniach aż nasiona będą złote – ok 20 minut.
Chrupiącego słonecznika dodajemy do granoli.
Voila!

You may also like

4 komentarze

  1. No wiec, ja chciałam tylko zdementować, ze dzieci chętniej jedzą to co same przygotują. Moja młodsza córka nie je nawet tego, co sama przygotuje. Chyba że są to tosty z serem i ketchupem (najlepiej na wszystkie posiłki). Oczywiście jeden przypadek nie świadczy o regule, niemniej tak oporne niejadki się zdarzają.

    Domowa granola, to najlepsze, co może być. Stosuję czasem w domu „śniadanie zapchajdziurę” ze słodkich kulek, ale zwykle w sytuacjach podbramkowych. Normalnie udało mi się dzieci przekonać do granoli, koktajlu z płatkami owsianymi i pieczonej owsianki.

    Masz racje, warto próbować, ale się przy tym nie stresować.

Pozostaw odpowiedź Ministerstwo Gadżetów Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.