
chickenroad-game.pl is the official game website in Poland, where it is said “Gracze mówią, że chicken road zapewnia prostą, szybką i ekscytującą rozgrywkę.”
Our partner chickenroadgame.gg official website Chicken Road casino game, said, «Wejdź do ekscytującego świata Chicken Road i zdobywaj fantastyczne nagrody!»; Our partner plinko-game.gg official website Plinko casino game, said, «Poczuj niezwykłe emocje z Plinko i sprawdź swoje szczęście w każdej rundzie!»; Our partner bestonlinecasinoeurope.com official website casino, said, «Odkryj wyjątkowe bonusy w best online casino in Europe i ciesz się najwyższej klasy rozrywką!»; Our partner astronautslot.org official website Slot Astronaut casino game, said, «Wyrusz w kosmiczną podróż z Astronaut slot i wygraj galaktyczne nagrody!»;
Our partner AviaMaster.net.pl – official casino site in Poland said “Serwis avia masters dostarcza polskim graczom oficjalne informacje o grze Aviator oraz nowoczesnych możliwościach rozrywki online.”
Our partner Towerrush.net.pl – official site casino in Poland said "Odkryj świat ekscytującej rozrywki na tower rush casino, gdzie każda gra dostarcza niezapomnianych emocji." Our partner PenaltyShootout.pl – official site casino in Poland said "Przeżyj piłkarskie emocje na penalty shoot out casino, gdzie każdy strzał daje szansę na wielką wygraną."

18 komentarzy
Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak ważny jest to dla mnie tekst. Czytam i przypominam sobie wszystko – chorobę mojej mamy, jak lekarz nie dawał szans na przeżycie dłużej niż 3 m-cy-jakby to było wczoraj. A łzy ciurkiem lecą mi po policzkach i czuję ogromną niemoc kiedy uświadamiam sobie jak życie jest krótkie i cenne. Mama jest 10 lat po wygranej walce… Ale czy ta wygrana jest też wygraną bitwą? Mając 28 lat wykrylam guz w swojej piersi, poszłam na usg, po którym zostałam skierowana do onkologa z podejrzeniem zmiany nowotworowej. Dni oczekiwania się ciągnęły, a mimo świadomości, że nic co nie jest potwierdzone nie stanowi przyczyny niepokoju, to jednak moje życie się przewartosciowalo. Onkolog potwierdził, że nic złego się nie dzieje…Mam teraz 30 lat, za kilka dni mam kolejne badanie i znowu stres mnie dopada. Ale wierzę, że ten stres za kilka dni minie a przede mną całe życie. Warto jednak kochane boginie pamiętać o tym, że jesteśmy ważne i bez Nas już świat nie będzie tak wesoły i kolorowy. Pamiętajcie o samobadaniu i wizytach u lekarza gdy czujecie niepokój. A Tobie Saro jeszcze raz dziękuję za ten tekst, który wyryje się do końca dni w mojej pamięci. Pozdrawiam serdecznie. Wierna czytelniczka ?
„jak po bułki do sklepu” moja mama jeździła przez rok. Dopiero jak była w remisji to nam powiedziała.
Dziękuję Saro za ten tekst. W codziennej gonitwie zapominamy jak kruche jest życie i jak częste są nowotwory niestety…
Wzruszyłam się bardzo, bo zupełnie inaczej odbiera ten matka… zwłaszcza małych dzieci.
Wyobrażam sobie, że to dla Ciebie trudny tekst, ale ja pierniczę, jaki piękny i ważny! Saro, czytam Cię namiętnie już od kilku lat, ale komentarz dodaję dopiero dziś – dziękuję Ci, że uświadamiasz, że przemawiasz do wyobraźni, zwłaszcza w tak ważnej materii. Z perspektywy „tej w białym fartuchu” powiem, że nie ma nic straszniejszego, niż bezradnie patrzeć na wyniki pacjenta, który przyszedł zbyt późno. Bo samo przejdzie, bo poczekamy, „pani, złego diabli nie biorą”. Tymczasem zaniedbanie prowadzi niekiedy do tego, że przerzuty pożerają wszystko, wątrobę, płuca, kości, całe ciało staje się rakiem. Dlatego, cholera, dbajmy o siebie i ba-daj-my się.
Trzymam mocno kciuki za Renatę. Wspaniale, że ma takie nastawienie. I czekamy na jej całkowite zwycięstwo 🙂
Z takim imieniem musi się udać. Trzymam mocno kciuki.
Nie wiem czy kiedykolwiek zdarzyło mi się komentować posty bloga, raczej jestem z tych podglądaczy, co po ciuchutku sobie oglądają cudze życie, jednak tym razem temat jest ważny, więc pora na nieco odwagi.
Saro, napisałaś, że najważniejszym elementem profilaktyki jest samobadanie i masz sporo racji, bo to najprostsza, dostępna i jakże ekonomiczna metoda, jednak, gdy guz jest już przez nas wyczuwalny, to jest już na tyle duży, że czeka nas bardzo ciężkie leczenie lub nawet na to może być za późno.
Na szczęście mamy mammografię i USG piersi, które są niezastąpionym narzędziem diagnostycznym i wykrywają nawet najmniejsze zmiany. Dlatego, drogie babeczi, badajcie się, ale nie tylko same – pozwólcie to zrobić specjaliście 🙂 !
O matulu, mam ciarki na całym ciele. Przejmująca historia. I od razu zaczynam doceniać to, co mam.
Czekam na dalszy ciąg – szczęśliwy!
Twoje słowa są tak wrażliwie dobierane. Trzymam kciuki za Bohaterkę tego wpisu. Chciałam jeszcze napisać coś do przemyślenia dla kobiet. Rezygnacja z noszenia biustonosza zmniejsza ryzyko zachorowania na nowotwór piersi do poziomu ok. 4% (to jest taki procent jaki szacuje się dla mężczyzn). Nie umiem całkowicie `rezygnować z biustonosza ale odkąd o tym usłyszałam po wejściu do domu od razu go zdejmuję.
Ja oddałam włosy kilka lat temu, były rude i gęste, mam nadzieję, że ktoś się w nich też poczuł tak dobrze jak Renata 🙂 do twojego apelu chce tylko dodać, że rak piersi rozpoznawany jest też rocznie u około 100 mężczyzn, więc nie tylko kobiety powinny to kontrolować 🙂 ja właśnie wczoraj byłam na corocznej wizycie u ginekologa, zrobiłam sobie cytologię, badanie, USG przydatków i lekarz przebadał i pooglądać piersi – wszystko wygląda prawidłowo, mam szczęście.
Ja wiem, że to niewiele, ale proszę, przekaż swojej Sąsiadce życzenia jak najszybszego powrotu do zdrowia oraz nieprzemijającej woli walki i chęci do życia
Nie byłam w stanie doczytać do końca. Ani za pierwszym razem, ani za drugim. Chęć życia i siła walki zawsze mnie wzrusza, sprawia, że przeżywam katharsis. Rak, to jeden z moich lęków. Dobrze, że powstał ten wpis.
Nie byłam w stanie doczytać do końca. Ani za pierwszym razem, ani za drugim. Chęć życia i siła walki zawsze mnie wzrusza, sprawia, że przeżywam katharsis. Rak, to jeden z moich lęków. Dzięki za ten wpis. Powodzenia dla Renaty. Dla mnie już wygrała.
Dobry wieczór Saro, czytam i oglądam Cię od dłuższego czasu, „poznałam Cię” przez profil Marysi i Michała Góreckich. Leżę teraz w wannie, w cieplej wodzie i płaczę. Emocje, które towaryszą mi od kilku dni w końcu znajdują ujście. Na pierwszy rzut oka mam idealną rodzinę, tata ma dobrze prosperującą firmę, mama nauczycielka, duży dom, przed domem drogi Mercedes, 3 dzieci, biszkoptowy Labrador. I jest jeden, zasadniczy problem- rak. Moja mama, lat 47. Chorujemy- tak, CHORUJEMY od lutego, tego roku. Choruje nie tylko mama, choruje cała rodzina. Mama dziś przyjmuje 9 chemie. Jak wygląda? Ma swoje włosy nadal, trochę przerzedzone, ale swoich miała dużo. Waży prawie 70 kg, wychodzi z tatą do znajomych, w wakacje co tydzień chodzili gdzieś na grille, sami przyjmowaliśmy ogromne ilości gości w naszym domu, wychodzą do kina, mama jeździ sama samochodem, robi drobne zakupy, piecze ciasta, funkcjonuje normalnie, NIE ODCZUWA BÓLU związanego z guzem. A co mówią wyniki? Że jest źle, że pomóc może nam cud, ale leczenie podejmują dalej. Guza nie da się wyciąć. Towarzyszę mamie od początku walki, to ja jeżdzę z nią na chemię, na badania. Tata, chłop silny jak dąb- nie jest w stanie. Bo jego mama, moja babcia, 18 lat temu zmarła na ten sam rodzaj nowotworu, też w wieku 47 lat. Od 3 dni bywam w nowym szpitalu na oddziale onkologii i mogę śmiało powiedzieć, że to jest piekło na ziemi. Wiesz jak się tam czułam? Jak winna. Winna temu, że ja jestem zdrowa, choć oczywiście nikt na mnie nie patrzył z nienawiścią. Przeraziła mnie liczba osób młodych, bez włosów, z nienaturalnie bladą twarzą. Będąc tam, mam ochotę uciec, czuje jak brakuje mi powietrza, nie wiem gdzie podziać wzrok, gdy mija mnie pacjent, mam ochotę płakać i przeklinać parszywy los, Boga i wszystkich po kolei. Ale siedzę tam, dzielnie trwam dla mamy. Nie potrafię zliczyć ile razy przed snem płakałam, ile razy mam kryzys. Ale wiem, że musimy walczyć, nie możemy się poddać. Za pół roku biorę ślub. Ślub planowany 2 lata wcześniej, wesele na niemal 300 ludzi. Raka nie było w planach. Trzymaj Saro kciuki za moją mamę, by dożyła tego dnia i cieszyła się razem z nami. Ja dzięki Tobie będę pamiętać o Renacie i prosić los, Boga i wszystkich po kolei o to, by i ona była na ślubie swojej córki i pomogła wychować jej dzieci.
no cóż, płaczę bo to smutne, ale dobrze ze o tym mowisz, zrobie o tym live bo nigdy nie wiemy kiedy bedzie dotyczyłto to naszej Renatki czyli mamy, siasiadki, babci, siostry….dziękuję Saro <3
Zdiagnozowano u mnie nowotwór 8 lat temu. Rok po studiach, kiedy wyprowadziłam się z domu do oddalonego o prawie 300 km. miasta. Diagnoza, niedowierzanie, a później wszystko poleciało ekspresem. Przez cały okres chemio i i immunochemio-terapii (ok. 3 lat) przeświecała mi jedna myśl, że to jest choroba, którą da się pokonać, więc przejdę ją tak samo jak przechodzę grypę. Przeszłam! Cały czas jestem z tym samym facetem, z którym rozpoczęłam nowe życie te 8 lat temu, z tą różnicą, że obecnie jest moim mężem i tatą naszego 2,5 letniego synka. Da się? Da się!!! Ciężko jest, momentami nawet cholernie, ale są też plusy tej choroby, o których nikt nie mówi. W końcu zaczynamy dbać o siebie, porządkujemy swoje życie. Wszystko, to co nas przytłaczało (toksyczne relacje, brak asertywności itp.) nagle znika i ile radości jest z wypicia soku pomarańczowego, z łyka kawy i wielu innych przyziemnych, często niedostrzegalnych w pędzie codzienności, małych gestów, rzeczy! Trzymam kciuki, mocno wierzę, że będzie dobrze!
P.S. a tydzień temu moje włosy poszły w świat, pierwszy przystanek fundacja Rak’n’Roll 🙂
Nie wiedziałam wcześniej, że październik jest miesiącem walki z rakiem piersi ale powiem Ci, że u mnie październik to w tym roku niechlubny miesiąc raka. Najpierw z rodziny męża tak nagle odszedł brat cioteczny w wieku 22 lat (nie znałam osobiście ale sam wiek mówi wszystko), potem jego wujek a teraz nasza przyjaciółka w wieku 30 lat jest w końcowym stadium raka i to już zupełnie rozwala nas wszystkich dokoła. Dziewczyna wyszła za mąż rok temu, pięć lat temu chorowała na raka piersi ale teraz miało już być wszystko dobrze, jeszcze w maju badania wskazywały, że mogą w końcu zacząć się starać o dziecko, zaś we wrześniu wiadomość spadła jak grom z jasnego nieba – rak rozsiany po całym ciele, również w płucach guz o wielkości 7 cm, który sprawia, że nie może oddychać. Bierze teraz drugą chemię ale lekarze mówią jej mężowi, że szans absolutnie już nie ma…Pozostała jedynie wiara w cuda… Gdy widzimy się z naszym przyjacielem, jej mężem, ból rozrywa nam serca patrząc na to jak on płacze i jak cierpi nie mogąc jej pomóc… Ta bezsilność …Rak to koszmar, trzeba się badać, czasem jednak badania wcale nic wskazują, a potem nagle okazuje się że jest za późno. Może i jest światełko nadziei w tej otchłani rozpaczy, jak pisze wcześniej Asia, ale jesli to sie zakonczy w ten jeden niechciany przez nas sposób, to będzie ogromna niesprawiedliwość tego świata, na którą nie ma sensownej odpowiedzi 🙁
Często pracuję w ośrodku diagnostyki piersi. Zdarza się, że w ciągu tygodnia diagnozujemy jeden nowotwór, zdarza się że kilka w ciągu jednego dnia. Pacjentki w wieku 50-70 lat, często wysyłane są na mammografię rutynowo co 2 lata. Z jednej strony są więc w grupie największego ryzyka, z drugiej mają największą szansę na to, że nowa zmiana zostanie zauważona. Panie 70-letnie dziwią się jednak często, kiedy zapraszam na kolejną kontrolę, bo myślą, że ten problem ich już nie dotyczy. I potem przychodzi taka pacjentka, lat 80, ostatnia kontrola 10 lat temu, z wielkim guzem, który zdążył już urosnąć. Zdarzają się też pacjentki młode, na szczęście rzadko, ale również te będące w ciąży, u których guz pod wpływem ciążowej burzy hormonów rozkwita, a możliwości diagnostyki (mammografia to promieniowanie, którego unika się w ciąży), jak i leczenia są mocno ograniczone.
Najważniejsze w tym wszystkim jest wczesne wykrycie zmiany. Kobiety młode 20-30 letnie najwięcej zmian są w stanie wybadać same (robiąc to regularnie będą lepiej w stanie rozróżnić normalną tkankę od zmienionej niż ich lekarz, bo on w między czasie bada wiele innych pacjentek, a każda tkanka jest inna). Potem od (40) 50 roku życia najważniejsza jest regularna mammografia (+ ewentualnie usg) co 1-2 lat (w Polsce te zalecenia mogą się pewnie trochę różnić, nadzieję na standardach mojego miejsca pracy). Mammografia jest trudnym do interpretacji badaniem i bazuje w dużej mierze na zmianach następujących w czasie, dzięki porównaniu z badaniami wcześniejszymi. Jest jednak badaniem, które może wykryć guzy, których nie czuć pod palcami i których nie widać jeszcze w usg (u kobiet w wieku przedmenopauzalnym ma mniejsze znaczenie ponieważ tkanka normalnej piersi młodej kobiety zataja na zdjęciu wszelkie patologiczne zmiany).
Profilaktyka jest więc najważniejsza. Im guzek mniejszy, tym większe możliwości leczenia i szanse na wyleczenie. A nie każdy guzek w piersi to rak, więc warto każdą zmianę sprawdzić, żeby móc spać spokojnie.
Pozdrawiam,
Podobno chłopaki nie płaczą. A ja myślę, że nie płaczą tylko słabe chłopaki, bo mocne mogą sobie na to pozwolić. Więc płakałem, nie histerycznie, ale wystarczająco. Bo znam to uczucie – czekanie na wyrok i wstać, sąd idzie – „jesteś w grupie pacjentów z ryzykiem nagłej śmierci” (nie rak – serce, ale co za różnica, czapa jest czapa…). Ciekawe, bo nie pojawił się strach. Czułem się jak postać z filmu o bimbalobambii pingpongowej (tak nazwałem to diabelstwo, żeby oswoić), lekarze się wkurzali, a ja upierałem się, że za rok wchodzę na Rysy. I co? Rysy nie, ale Czarny Staw tak. Można? Można. Jak to mówi moja niezastąpiona żona: „Skupiaj się na swoim zdrowiu, a nie na chorobie”.
I jeszcze jedno. Jak wtedy smakuje wszystko inaczej. Do rangi niebiańskiej rozkoszy urasta wejście do mieszkania i odwieszenie kurtki, mycie naczyń, a nawet kibla. O wyjściu z psem nie mówię, bo to już absolut. I w drugą stronę – czezną, jak liść zwarzony mrozem, wszystkie Ważne Sprawy. Od polityki, poprzez sąsiada, który znów zaparkował bezmyślnie, aż po – nawet! – wpiszcie, co chcecie…
Wszystkim, którym się to przyda, jeśli zechcą:
Tejata Om Bekandze Bekandze, Mahabekandze, Randza Samudgate Soha.
To mantra Buddy Medycyny. Jest niebieski, siedzi na twoją głową i światło płynie do ciebie, i uzdrawia.
Dziękuję.