SLOW MOTION!

P1010086

Naprawdę bardzo się cieszę, że dzięki mnie słońce powróciło na nieboskłon. Szkoda, że nie wystosowałam tej prośby nieco wcześniej, np. w listopadzie. Pomyśleć tylko, że cała zima mogła być słoneczna…
Cóż, niech będzie to dla nas nauką na przyszły rok – koniecznie przypomnijcie mi, żebym zadbała o słońce już w październiku. Dzięki temu nie doświadczymy tegorocznej zimowej sromoty.
I nikt mi teraz nie powie, że nie jestem wpływową blogerką, prawdziwą influenserką!
Mam nadzieję, że tym spektakularnym popisem meteorologicznym zapewniłam sobie mocną pozycję w najbliższym rankingu Kominka.
Miss Ferreira?! Ta, która wstrzymała szarówę i ruszyła Słońce? Spadkobierczyni geniuszu Kopernika. Oczywiście, że wiemy kto to jest!
Naturalnie bardzo się cieszę, że spływa na mnie ten cały splendor, niemniej towarzyszy mi lekki kryzys tożsamości – już sama nie wiem kim jestem. Szafiarka? Pogodynka? Wróżka? Astronom?
Chyba pozostanę przy starym poczciwym „człowieku orkiestrze”.

Niestety nie na wszystko mam tak duży wpływ, jak na pogodę. Czasem wydaje mi się, że moje dzieci całkowicie uodporniły się na moją siłę rażenia.
Otóż kochani, z zażenowaniem przyznaję – nie mam wpływu na poranki. Wszyscy poza mną, o tej porze dnia, funkcjonują w trybie slow motion! Przykładowo – dziś Zbynio jadł śniadanie sto lat! Ja w tym czasie zdążyłam zrobić milion rzeczy, zestarzeć się, umrzeć, powrócić do żywych, a ona nadal jadła!
Zbiera mi się na płacz, kiedy widzę, jak jej łyżka swobodnie opada na dno miski z owsianką. Dłuższy czas nurkuje, żeby ostrożnie wynurzyć się na powierzchnię i rozpocząć misję do ust, oddalonych od miski miliony lat świetlnych. Lądowanie łyżki z owsianką w ustach to skomplikowany proces, wymagający niezwykłej czujności. Kiedy łyżka już bezpiecznie osiądzie na powierzchni języka, rozpoczyna się kolejny niebezpieczny etap misji – przełykanie.
Po rozładunku, łyżka wraca do oddalonej o miliony lat świetlnych, miski. Tam proces rozpoczyna się od nowa…
Jak słowo daję, jutro spełnię odwieczne prośby Lolka i dam im śniadanie na kolację. To chyba jedyny sposób, żeby zjedli je na czas!

***
Jak widać na załączonych obrazkach, swoją dzisiejszą stylówkę „na kloszarda”, splamiłam kolorem w postaci bordowej czapki.
Od jednego podrygu słońca nie będę od stóp do głów powlekać się tęczą! Nadal jestem obrażona na całe zimowe zło, jakie mnie spotkało. Powiedzmy, że po prostu słońce stopiło nieco lód, zalegający tonami w moim sercu.

PS Zapamiętajcie swój dzisiejszy słoneczny entuzjazm! Powiadam Wam, przyjdzie czas, że będziecie przeklinać słońce.
W lipcu wspomnicie moje słowa. Ugryźcie się wtedy w język!





płaszcz – lumpeks (h&m) | golf – TKmax | spodnie – Zara % (29pln!) | czapka – Terranova | sztyblety – Vagabond | torba – Paulina Schaedel


manicure hybrydowy – Ewelina z GALATEA

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.