STARCY Z BULLERBYN

To wielki drewniany dom. Ma w sobie coś pokracznego, przez co nieustannie nazywam go w duchu Willą Śmiesznotką. Wygląda jak zbudowany na podstawie dziecięcych bazgrołów z książek Astrid Lindgren. Czasem nawet dziwię się, że na balkonie nie stoi koń.
Zamiast konia raz w roku na balkonie gości wielki dmuchany Święty Mikołaj. Jego napęczniałe gumowe ciało kołysze się na wietrze, jakby z zimna dostał drgawek.
Próbuje być wesoły, ale jest bardziej jak szminka na zębach, albo plama wigilijnego barszczu na białej koszuli.
Zwłaszcza w tym miejscu, zwłaszcza w czasie Świat.
Przez okna tkane gęstym mroźnym ściegiem można nieraz dostrzec pojedynczą postać.
Jej kontury rzedną na białej szybie. Nie wiadomo kto to. Ani co myśli. Ani co czuje.
Można sobie tylko wyobrazić, co widzi.
Chude sosny błąkające się po pagórku, dolinę rozerwaną na pół wątłą rzeką i w oddali wstążkę asfaltu, po której mkną samochody. Choć nie, tego już pewnie nie widzi, do tego trzeba dobrego wzroku.
Do doliny można zejść na dwa sposoby. Drepcząc ostrożnie w dół zbocza, uważając na nogi, albo najlepiej, kiedy jest śnieg, nabrać rozpędu u samego szczytu górki i poszybować na sankach. Najlepsi docierają niemal do rzeki. Wracają, ciągnąc za sobą sanki, na nich ciężar legendy.
Oto byli najlepsi, o tym będzie głośno jutro w szkole. Kolejni wbiegają na górkę po lodzie, jakby zapomnieli o grawitacji, a grawitacja o nich. Ktoś na kogoś wpada, na jednych sankach trójka dzieci, z impetem się przewracają, rozsypują po stoku i wyją. Wyją ze śmiechu, jeszcze nie czuja bólu. Dopiero na drugi dzień spod skóry wypełzną sińce, ślady po zabawie. Ale to jutro, a teraz dolina rezonuje wrzaskiem i śmiechem.
Dźwięk biegnie, okrąża chude sosny, wpada do rzeki i zatrzymuje się na szybie.
Za oknem tkanym gęstym mroźnym ściegiem stoi nieruchoma postać.
Kiedyś też obojętna jej była grawitacja.

A teraz stoi w oknie domu starców. Obok niej, na balkonie Święty Mikołaj trzęsie się z zimna.
A może ze śmiechu.

***

Udajemy, że jej nie ma. Nie chcemy o niej słyszeć. Jest zgryźliwa, upierdliwa, niechciana, niedołężna.
Gorączkowo prasujemy zmarszczki. Sobie. Innym. Światu.
Tymczasem jest. Tu obok. I przed nami wszystkimi. Starość.
To bywa niełatwe, ale zauważ ją Człowieku. Wysłuchaj. Może nawet się do niej uśmiechnij.
Ja postanowiłam o niej pisać.

Pozostałe wpisy z cyklu Starość:
O starości.
Dama.
Zakupy za jeden uśmiech.
Ułamki sekund
Calineczka

You may also like

3 komentarze

  1. Rzecz, której nie sposób uniknąć. Choć są tacy, którzy to zrobili. Starość widzimy zwykle w ponurych barwach. Ale trzeba robić tak, by wypadła jak najlepiej. Na ile to możliwe, oczywiście.

  2. Do starości mam blisko, właściwie coraz bliżej, boję się co przyniesie. Kazimierz Kutz tak mówił o starości „Starość jest okropna, obrzydliwa, nieestetyczna. Jedyny sposób, by tę starość dało się skonsumować, to uczyć się jej mądrze i z pokorą” Myślę, że starość może być piękna ale nie dla wszystkich. Nie dla tych samotnych, niepełnosprawnych, cierpiących niedostatek, których nikt nie kocha i nikogo nie obchodzą. Odchodzą zapomniani nikomu niepotrzebni, los poskąpił im miłości i bliskości, której tak potrzebowali.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.