ZWYCZAJNE DZIEWCZYNY. ZNALAZŁAM W ŻYCIU MIŁOŚĆ BEZWARUNKOWĄ!

Umawiamy się w butiku, w którym spotykam się z każdą Zwyczajną Dziewczyną, żeby wypić kawę, wybrać stylizację do sesji, porozmawiać i miło spędzić czas. Magda co prawda zna adres, ale ja trochę się martwię, czy trafi bez problemu, czy znajdzie miejsce parkingowe. Pod ręką mam więc telefon, na wypadek, gdyby dzwoniła.
Nieśpiesznie przeglądam wieszaki z ubraniami, na bok odkładając to, co w moim odczuciu pasuje do Magdy.
Nagle drzwi butiku otwierają się z impetem i wpada do niego czysta energia, zaklęta w ciało filigranowej, ślicznej kobiety. Przysięgłabym, że nawet tych drzwi nie dotknęła, że po prostu uległy jej i stanęły otworem. Podchodzę się przywitać i z właściwą sobie troską, dopytuję, czy trafiła bez problemu.
– A czemu miałabym mieć problem?! – podnosi głos w szczerym zdziwieniu – czy ja wyglądam na jakąś za przeproszeniem ofiarę losu? Kogoś, kto łatwo się zgubi?
– Nieee, skąd – protestuję nieśmiało.
– No! – przerywa mi dziarsko Magda, zupełnie zmieniając temat. – Co my tu mamy? O proszę „Kukułki” – woła entuzjastycznie na widok łakoci w szklanym półmisku. – Lata nie jadłam „Kukułek”! Co za niespodzianka – kończy, energicznie pakując do ust cukierka.
– Może kawy? – proponuje Ania, właścicielka sklepu.
– A bardzo chętnie, z mlekiem! – odpowiada pewnie Magda, nonszalancko zarzucając nogę na nogę.
Z zupełnym luzem, jakbyśmy znały się od lat i widziały zaledwie wczoraj, zaczyna opowiadać o tym, co się działo, że była na koncercie Urszuli Dudziak, z przyjacielem i w związku z tym wyborna anegdota! Od anegdoty płynnie przechodzi do dygresji, bo skoro mowa o Urszuli Dudziak, to jej znajoma ma takiego psa… Zresztą czy dam wiarę, że ona chciała naprawdę na ten koncert odstawić się jak milion dolarów, ale jak tylko założyła szpilki, to zakręciło jej się w głowie od tej wysokości. I nawet sobie kupiła specjalnie na tę okoliczność naszyjnik. I co? I zapomniała go założyć. Taka z niej właśnie modystka. – Bo co jak co, ale stylu to ja nie posiadam – wzdycha. A jej westchnięcie jest energiczniejsze niż okrzyk bojowy przeciętnego człowieka.
– Spokojnie. Od stylu jestem tu ja – pocieszam – zaraz coś wybierzemy, zresztą mam nawet kilka propozycji. Spójrz – mówię i zalotnie demonstruję Magdzie kilka sukienek na wieszakach. – Myślę, że w tej będzie ci naprawdę do twarzy. Widziałabym cię również w tej – zachwalam kreacje.
– No, no – mówi Magda, a ja czuję, że to „no no” to takie raczej „nie nie”, może nieco lepiej wystylizowane. Niemniej sukienki wraz z moją bohaterką wędrują do przymierzalni.
Po chwili wyłania się Magda, na jej twarzy grubą kursywą wypisana dezaprobata.
– Nie – informuje nas, przeglądając się w lustrze. Nawet nie próbujemy protestować.
Sytuacja powtarza się kilka razy, aż w końcu z przymierzalni rozlega się zawadiacki głos:
– A czy nie macie czegoś czerwonego? Seksownego?! Bo ja nie po to schudłam trzydzieści kilo, żeby teraz w jakiś workach się chować!!

***

Na świat przyszła w Poznaniu. Rodzice wciągnęli ją do harcerstwa, kiedy tylko zaczęła raczkować. Na pierwszy obóz wyjechała z nimi, mając trzy latka. Tata był kwatermistrzem, a mama komendantką. – Mama zawsze była rangą wyżej od taty – puszcza do mnie oko Magda i wybucha perlistym śmiechem. Ma wyraźną satysfakcję. O tacie mówi z ogromnym ciepłem, ale czuć, że w tym domu kobiety nie dawały sobie dmuchać w kaszę.
To rodzice zaszczepili w niej miłość do przyrody. W harcerstwie mówi się, żeby nie zostawiać po sobie śladów. Jej ojciec szedł krok dalej. Zabierał ją i jej młodszego brata na wycieczki do lasu i do znudzenia powtarzał „zostawiajcie naturę w lepszym stanie, niż ją zastaliście”.
Dlatego na każdy spacer zabierali worki na śmieci. Zbierali to, czym inni bezmyślnie obrzucili przyrodę.
Kiedyś tata przyniósł do domu ranną pustułkę. Miała złamane skrzydło i marne rokowania. Ale tak długo czule ją pielęgnował, że wylizała się z tego.
Razem wyszli przed dom. Ptak siedział na otwartych dłoniach taty. Spojrzał na swojego wybawiciela ostatni raz i wzbił się w powietrze.
Już wtedy, choć były to czasy zapyziałego PRL-u i o ekologii nikt nawet nie myślał, segregowali śmieci, stając się obiektem plotek wśród sąsiadów. Oddzielnie były plastik, szkło i metal. – Potem to pewnie wędrowało do jednego kubła, ale sumienia mieliśmy czyste – snuje opowieść Magda.
– Córeczko, trzeba tak żyć, żeby spokojnie w nocy spać – powie któregoś dnia tata, a ona zapamięta to na całe życie.
Zawsze śpi dobrze. Potrafi przespać dwanaście godzin ciągiem. O ile psy jej pozwolą. Zresztą tylko jedna życiowa sytuacja potrafi ją zestresować – kiedy kończy się karma dla psów, a ona nie ma pieniędzy, żeby dokupić.
– Ma pani pieski? – dopytuje Ania z butiku.
– No mam!
– A ile?
– No w tej chwili to dwadzieścia – informuje zadziornie i bierze łyka kawy.

***

Jako mała dziewczynka słynęła ze swoich umiejętności aktorskich, wybuchów płaczu na zawołanie i niezwykłej zdolności do konfabulacji… Wszak brzmi to o niebo lepiej niż pospolite „łgarstwo”.
Tymczasem Magda jako mała dziewczynka lubiła nieco ubarwić tę szarą rzeczywistość, gdzie nawet bajki w telewizji były biało czarne.
Weźmy na ten przykład chociażby historię z zadrapaniem na policzku. Zapytana przez panią w przedszkolu skąd ta rana na buzi, spuściła oczy i zrobiła zrozpaczoną minę ku przerażeniu przedszkolanki. Po efektownej pauzie i ostentacyjnym wciągnięciu powietrza, ze łzami w oczach oznajmiła, że to… tata. Pokłócił się z mamą i ganiał wszystkich po domu z nożem. Stąd ta rana.
No czy nie była to lepsza historia od prawdy? Że podczas spania zadrapała się pierzem z poduszki. Jakie to banalne, niewyszukane, zwyczajne. Słowem – nie w jej stylu.
Rodzice bez chwili zwłoki zostali wezwani na dywanik do dyrekcji, gdzie gęsto się tłumaczyli z drastycznego incydentu ku uciesze kochanej córeczki.
Albo jak kazała nieszczęsnej babci głaskać wyimaginowanego pieska.
– Ojej Buniu! Jaki śliczny, puchaty, malutki pieseczek – wykrzyknęła podczas spaceru w Parku Cytadela w Poznaniu.
Babcia zaczęła wypatrywać uroczego zwierzaczka gdzieś w krzakach, tymczasem wnusia zwróciła jej uwagę, że piesek jest tu – pod ich nogami i na dowód zaczęła go głaskać. Babcia rozejrzała się nerwowo po parku:
– Madziu! – szepnęła karcąco – tu nie ma żadnego pieska!
– Ale jak to babciu? Nie widzisz go?! – zaprotestowała. – Zobacz jaki jest śliczny! Jaki kochany i jak chce się bawić.
Babcia zgłupiała. Czy tam naprawdę był pies? Czy czterolatka byłaby zdolna odegrać taką scenę?!
Najwyraźniej któraś z nich straciła właśnie rozum. I cóż. Wiek i rozsądek wskazywały na nieszczęsną Bunię, która pochyliła się nad pieskiem i zaczęła go pokornie głaskać.
Już wtedy Magda wykazywała niezwykłĄ wrażliwość na zwierzęta, psy w szczególności. Nie bała się ich. Kochała każdego, który stanął jej na drodze. I miała ambicję uratować wszystkie.
Była lodowata grudniowa noc, kiedy wracała z rekolekcji. Mrok spowijał okolicę i samotny powrót nie był niczym przyjemnym. Naciągnęła czapkę na głowę i przyśpieszyła. Nagle do jej kroków dołączyły jeszcze czyjeś. Przeszedł ją nieprzyjemny dreszcz. Rozejrzała się. Ale była sama. Wyobraźnia płatała jej podłe figle i podsuwała mroczne scenariusze. Dała energicznego nura w ciemność, kiedy usłyszała wyraźny szelest w krzakach. Przełknęła ślinę. Wydawało się, że krzak ożywa i idzie w jej stronę. Wtem, wyłonił się z gąszczu mały, czarny pies. Przemoknięty do suchej nitki. Wynędzniały kołysał się niepewnie na chudych kończynach.
Dla Magdy było oczywiste, że zabiera go ze sobą do domu.
Domownicy nie protestowali, widząc jej uparty wzrok. Został z nimi. Na szesnaście szczęśliwych lat.

***

– Ktoś mi kiedyś powiedział – zamyśla się Magda – rób w życiu, to co kochasz, a nie przepracujesz jednego dnia. – No i ja to sobie wzięłam bardzo głęboko do serca. Co kocham najbardziej w życiu? Psy!
Najpierw był Tedi. Wyjechała na studia i bardzo brakowało jej psa. Poszła do schroniska. Psy rzucały się jak szalone po kojcach, jakby chciały wykrzyczeć „wybierz mnie! Wybierz mnie!”
Serce kroiło jej się na ich widok. Nagle w rogu jednej z klatek zobaczyła jego.
Był smutny i zrezygnowany. – Nawet na mnie nie patrzył. Przyzwyczajony do tego, że ludzie przychodzą i odchodzą, a jego nikt nie chce – wspomina Magda.
Zabrała go do domu.
Potem była Karusia. Malutka, nigdy nie urosła. Pies dla zapracowanych. Najbardziej lubiła spać. Najmniej lubiła spacery. Chadzała na nie z rozsądku. I z przymusu.
Po Karusi była Lena. Owczarek francuski beauceron. Piękna suczka. Uszy schodziły jej się nad głową jak diadem. To był pies pasterski i kiedy wychodziło się z nią na spacer, pilnowała stada. Biegała w kółko, sprawdzając, czy nikogo nie brakuje. Zachorowała na raka. Pies nie powie, że się męczy. Magdy żaden nie oszuka. Wiedziała, że dla Leny każdy oddech to cierpienie. Została uśpiona. – W dniu, kiedy kopałam jej grób, strasznie lało – wzdycha.
– Fifi też była ze mną tylko na krótką chwilę. My wśród psiarzy, wierzymy, że kiedy pies odchodzi, wyznacza na swoje miejsce kolejnego. Tak trafiła do nas Daria, czyli Pierduszek. Bo to jest pies-duszek. Jest, a po chwili go nie ma! I nigdy nie wiadomo, kiedy zniknął, a kiedy się pojawił.
– No i Niuniek! – My precious, najważniejszy facet w moim życiu – rozmarza się Magda.
A było to tak. Kiedy Magda już prowadziła ośrodek adopcyjny dla psów, wolontariusz przyniósł jej zawiniątko, a w nim Niuńka. Psiak czekał, aż ktoś go zaadoptuje. Udało się. Któregoś dnia rozdzwonił się telefon – wspaniałe wieści. Niuniek ma rodzinę!
– Jak to? – szepnęła do słuchawki. Mój Niuniek? Nie mogła się z nim rozstać, chociaż miała już kilka własnych psów. I tak oto Niuniek stał się nowym domownikiem.
Jest też Fifka. Radosna i bardzo ruchliwa. Bo to jest niewiarygodnie malutki pies, ale ma w sobie ogromną radość – tłumaczy mi Magda.
I ma się rozumieć Boguś. Trafił do niej strasznie pokrzywdzony przez życie, które spędził w schronisku. Agresywny, nieufny i chory. Bo Boguś ma ataki epilepsji. Nie pomagały mu nawet bardzo silne leki, zamiast tego niszczyły jego wątrobę. Teraz ataki padaczki ma sporadycznie, raz na kilka miesięcy. Wyczuwa zbliżający się atak. Idzie w bezpieczne miejsce – do sypialni Magdy.
Ona zasłania okna, wyłącza światło, zamyka drzwi – ogranicza wszelkie bodźce i czeka.
Z psem podczas ataku padaczki tak należy postępować. Nie powinno się go ani głaskać, ani przytulać, ani uspokajać – wyjaśnia Magda – im mniej bodźców, tym szybciej atak minie.
Dlatego w schronisku Boguś miał permanentny atak. Stres, hałas, obecność innych psów, powodowały, że nie mógł się uspokoić. Teraz Boguś wiedzie szczęśliwy żywot. Kiedyś był agresywny, nieufny wobec ludzi i innych psów. A teraz? Kiedy w hotelu zjawia się nowy przybysz. Przebiera nogami, wybiega zaciekawiony, idzie się przywitać, obwąchuje, po czym wraca zrezygnowany, jakby chciał powiedzieć „eee tam, nie ma co się podniecać, znowu pies”.
A Reks, od którego hotel Magdy wziął nazwę, to jedna z tych potwornych historii, które nigdy nie powinny mieć miejsca. I jedna z przyczyn, dla których Magda powie „lubię ludzi, ale po prostu wolę psy, bo psy z natury są dobre”.
Reks życie spędził na łańcuchu. Krótkim. Na nim starł sobie zęby do dziąseł. Nie mógł gryźć. Był prawie całkowicie niewidomy. Z łańcucha miał też zrobione szelki, które z biegiem potwornych lat, wyżłobiły mu rynny w żebrach. Z tego łańcucha odcięli go pracownicy jednej z fundacji.
Ogromny owczarek niemiecki, ważący 24 kilogramy. Dostał przydomek „Bestia”. Ludzi, którzy go uratowali, nie zagryzł tylko dlatego, że nie miał zębów.
Został zakwalifikowany jako „pies nieadopcyjny”, co w praktyce oznacza, że do uśpienia.
Magda uparła się, że nie pozwoli mu odejść. Że da mu kawałek dobrego życia. Że zapamięta nie tylko ludzi-oprawców.
Reks zwany Bestią, ogromny owczarek niemiecki, który życie spędził na krótkim metalowym powrozie, a potem w kojcu, trafił do jej przytułku z zaleceniem „nie wypuszczać z klatki”, nigdy w życiu nie był na spacerze. Nigdy nie biegał.
Magda nie mogła na to patrzeć. Intuicja, dotąd niezawodna, podpowiadała jej, że ten pies, szaleje tak strasznie nie dlatego, że jest bestią, tylko dlatego, że musi się wybiegać. Poszła do klatki. Otworzyła ją. Reks wypadł nie jak pocisk. Biegał non stop w kółko. Przez siedem dni.
Spędził u niej cztery dobre lata. Pod koniec ważył 36 kilogramów. Nigdy nie lubił być głaskany. Sporadycznie pozwalał Magdzie na drobną pieszczotę. Ale kto wie – może jednak zabrał do grobu jakieś dobre wspomnienie o ludziach?

***

U Magdy w domu nieustannie mieszka około dwudziestu psów. Czasem jest ich mniej, czasem więcej.
Początkowo limitem przez nią ustalonym było czternaście. Ale to niedorzeczna liczba jak na jej miękkie serce. Któregoś dnia przybyły kolejne, i tak okazało się, że jest ich siedemnaście. Teraz już liczba rosła. Najpierw dwadzieścia. I rekord – dwadzieścia pięć.
Magda mówi, że ogarnie każdą ilość. Ponieważ ona jest bardzo zdyscyplinowana, psy też takie są.
Czy musi ich pilnować? W zasadzie nie. Każdy zna swoje miejsce w stadzie. Przez lata jej pracy nigdy nie zdarzyło się, żeby psy się pogryzły. Można by powiedzieć o niej, że jest samicą alfa, ale kiedy stado wlepia w nią dwadzieścia par maślanych oczu podczas porannej kawy, powiedziałaby raczej, że jest ich matką.
Kiedyś odebrała taki dramatyczny telefon – dzwoniła sąsiadka. Suczka osierociła dwudniowego szczeniaka. Czy Magda go uratuje? – wołała zrozpaczona do słuchawki.
Co prawda nigdy wcześniej tego nie robiła, ale ona nie da rady? Ona?! Przygarnęła ślepego jeszcze Dyzia, który wymagał karmienia i pielęgnacji co dwie godziny, jak to noworodek. Miała specjalne wdzianko laktacyjne, które ułatwiało jej pracę. Dyzio pod jej skrzydłami jadł, spał i rósł.
W końcu otworzył oczy i zobaczył swoją psią matkę o zaskakująco ludzkich rysach. Odchowanego Dyzia zwróciła właścicielom.
Psy były jej terapią, kiedy z dnia na dzień, bez słowa wyjaśnienia zostawił ją mąż. Dla nich musiała wstawać. Zaczynać kolejny dzień. A one czuły, że to moment, kiedy jest bardzo nieszczęśliwa i teraz one muszą zaopiekować się ukochaną pańcią. Stres odreagowywała spaniem. Musiała przespać dwanaście godzin. Kładła się punkt 19 i wstawała o 7. Psy szły z nią spać i żadnemu do głowy nie przyszło, żeby obudzić ją szczekaniem czy najmniejszym hałasem. Cześć spała z nią w pokoju – pod łóżkiem i obok.
To zresztą zabawna historia, bo kiedy kupowała łóżko, musiało mieć niestandardową wysokość.
– Ale dlaczego? – dopytywał zdziwiony pan w sklepie.
– Bo proszę pana, pod tym łóżkiem musi się zmieścić przynajmniej pięć psów.

***

Siedzimy w kafejce już kilka godzin. Kawa Magdy jest lodowata. Pośpiesznie robię notatki, bo wszystko, co mówi, wydaje mi się warte zapamiętania.
– Wiem! – wykrzykuje nagle z entuzjazmem. Przecież ja mam dla ciebie nawet tytuł dla tego wpisu.
– „Znalazłam w życiu miłość bezwarunkową. Psy”.
– No dobra – puszczam jej oczko – a pies czy facet?
– Żartujesz! Gdybym musiała wybierać, wybrałabym psy. To oczywiste. Pies mnie nigdy nie zawiódł facet tak. Kiedy mój przyjaciel chciał mnie po raz pierwszy odwiedzić, pogroziłam mu – możesz przyjść, ale nie waż mi się stresować psów!
Patrzę na wesołą twarz Magdy, w jej figlarne oczy, które rozpływają się, kiedy mówi o swoich pupilach. Żywo gestykuluje. Z rękawa sypie anegdotami. A w każdym jej ruchu jest ta zaraźliwa energia. Ma w sobie coś z Hanki Bielickiej. W jej filigranowej posturze jest siła, której może pozazdrościć jej niejeden rosły chłop. Zupełnie nie potrafię jej sobie wyobrazić z tymi dodatkowymi 30 kilogramami, które zrzuciła. Ale, że je zrzuciła – to już potrafię. Kto jak nie ona?
– Magda – przerywam jej – a kiedy ostatnio byłaś na wakacjach?
Rozkłada ręce i patrzy na mnie, jakbym nic nie zrozumiała z tej czterogodzinnej rozmowy.
– Sara! Przecież ja cały czas jestem na wakacjach!

***
PS W Domowym Hotelu dla Psów u „Reksa”, który prowadzi Magda mieszkają nie tylko zwierzaki, których właściciele wyjechali na wakacje i chcieli pupili zostawić w najlepszych rękach. Regularnie jest tam mnóstwo psów biednych, niechcianych, chorych, pokrzywdzonych, czekających na adopcję (ale nie ma tam psów smutnych!). Im możecie pomóc, kupując karmę (każda karma jest mile widziana, najlepiej sucha firmy Butcher’s), ciastka, gryzaki, pluszaki. Przydają się też obroże, szelki czy smycze. Zajrzycie na stronę Magdy 🙂

Najpierw obejrzyjcie krótki film o Magdzie.

PRZED WAMI MAGDA W NASZYM OBIEKTYWIE <3

















naszyjnik – Apart
zegarek – Aztorin
sukienka – Per Te Boutique

Patronem nowego cyklu są firmy APART i PIXBOOK.
Każda z moich bohaterek otrzyma w prezencie biżuterię firmy Apart i fotoksiążkę PIXBOOK ze zdjęciami z sesji.

Jak zawsze zachęcam Was do zrobienia własnej Fotoksiążki. To doskonały pomysł również na prezent. Dziś mam dla was wyjątkowo dużą zniżkę na fotoksiazkę LUX pion 40 stron. To fotoksiążka w introligatorskiej oprawie. Możecie zamówić ją za 30zł, cena regularna to 58zł, a więc 50% zniżki dla moich Czytelników z hasłem MAGDALENA. Kod jest wielokrotnego użytku i ważny do 21 października 🙂



O cyklu ZWYCZAJNE DZIEWCZYNY:
Chciałbym, żebyście na to słowo „zwyczajne”, tak niepopularne w ostatnim czasie, przekornie zarzuciły woal wyjątkowości.
Świat chce żebyśmy były idealne. Powinnyśmy mieć idealne figury, kariery, twarze, życiorysy, a na koniec przepuścić wszystko przez Photoshopa. Dla pewności.
W efekcie jesteśmy zakompleksione i niedowartościowane.
To brzmi jak frazes, ale nowym cyklem chcę Wam pokazać, że jesteście wyjątkowe. Takie jakie jesteście. Ze swoimi wadami, niedoskonałościami, słabościami.
Że to dobrze, że nie zjechałyśmy z jednej linii produkcyjnej. Że mamy inne twarze i inne życiorysy.
Mój pomysł przychodził na świat powoli przez ostatnie lata, jako wyraz buntu na pozornie idealny świat przedstawiony social mediów, reklam, magazynów.

POZNAJCIE POZOSTAŁE BOHATERKI MOJEGO CYKLU:
JOANNA – ŻYCIE JEST ZA KRÓTKIE, ŻEBY PIĆ SŁABĄ KAWĘ
AGNIESZKA – ŻYJĘ Z CAŁYCH SIŁ

You may also like

9 komentarzy

  1. Magda jest niesamowita. Zawsze mnie niezmiernie ujmuje, gdy ktoś tak bardzo kocha zwierzęta, ze potrafi im podporządkować życie, choć chyba takie osoby nie myślą o podporządkowaniu. Poza tym nie wiem, co mam napisać, bo historia Magdy zrobiła na mnie naprawdę ogromne wrażenie.

  2. Wspaniała kobieta o wielkim sercu. Cudownie, że są takie osoby. Pani Magdo-podziwiam i życzę dużo dobrego dla Pani i pani Piesków 🙂

  3. Cześć Saro! Pytanie z trochę innej beczki. Zauważyłam, że założyłaś kanał na Youtube, czy zamierzasz rozwinąć tam swoją działalność, czy tez kanał na Youtube będzie jedynie uzupełnienie treści na blogu? Pozdrawiam

  4. Niesamowita kobieta, czuć tą energię 🙂 uwielbiam te Twoje wpisy 🙂 i tak sobie po cichu myślę, że fajnie by było gdyby o mnie ktoś tak napisał 😀 ale ja jestem tylko nudną blogerka kulinarną 😀

  5. Zamówiłam tę fotoksiążkę, dopłaciłam za jakość premium, i jestem baardzo rozczarowana. Zdjęcia wyszarzone, brak czerni, pikseloza. Czy to dlatego, że wyłączyłam autokorektę, czy po prostu za 50zł nie można mieć fajnej fotoksiążki?

    1. Kasiu, mam w domu kilka tych fotoksiążek – są piękne, i każdy kto przychodzi ogląda je i jest zaskoczony jakością. Nie polecałbym ich nigdy, gdybym nie uważała, że są rewelacyjne jakościowo.
      Przede wszystkim złóż reklamację, nie mam pojęcia co poszło nie tak, być może zdjecia były złej jakości. Warto do nich napisać, jeśli jesteś niezadowolona.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.