MAKIJAŻ DZIENNY Z KOSMETYKAMI MAX FACTOR

Na wstępie tego posta chciałam złożyć wyrazy szacunku wszystkim blogerkom kosmetycznym – zaiste fotografowanie własnej facjaty jest tyleż trudne co żenujące! Co gorsza, mam wrażenie że lustro i aparat postrzegają mnie całkiem inaczej i życzyłabym sobie żeby to lustro robiło zdjęcia.

W lipcu miałam przyjemność testowania nowinek od Max Factora.
Dziś przyszedł czas na małe podsumowanie.
Ostatnio ktoś słusznie, chociaż złośliwie wytknął mi, że mam małe oczy i opadające powieki.
Szczerość cenię, złośliwość uważam za cechę ludzi zakompleksionych.
Pomyślałam więc, że oto doskonała okazja żeby sobie porozmawiać o kompleksach.
Opowiem Wam dziś o swoich.

Całkiem wcześnie odkryłam, że Bóg stwarzając mnie, zdecydował się zostawić resztę roboty kosmetykom.
Z czasów bardzo wczesnego dzieciństwa pamiętam pierwszy ogromny problem natury fizycznej jaki mnie nękał – diastema. Czułam się człowiekiem kasownikiem i brano mnie za wielce poważne dziecko. Nikt nie przypuszczał, że powaga była była jedynie przykrywką dla zębów, na które spuściłam zasłonę ust.
Miałam bezgraniczny dziecięcy podziw dla ludzi, których przednie zęby sąsiadowały ze sobą w niewidzialnej odległości. Śniłam po nocach, że budzę się a moje zęby są złączone.
I stał się cud! Wyrastały mi kolejne zęby, aż zabrakło miejsca dla przeklętej diastemy.

Mogłam spokojnie poczuć się idealna, wybrałam jednak użalanie się nad moimi potwornie wystającymi kolanami. A trzeba Wam wiedzieć, że jako bobas stawiający pierwsze kroki miałam krzywicę tak potworną, że potykałam się o własne stopy. W efekcie moje nogi były komicznie pokraczne.
Za takie je miałam dopóki nie zaczęłam słyszeć komplementów „co jak co, ale nogi to masz zgrabne”. I nie były to czułe słówka serwowane przez ślepców!

Znowu miałam szansę poczuć się idealną, ale z przerażeniem odkryłam, że moje usta są zdecydowanie za wąskie, jak na ideał.
Masz babo placek!
Dlatego bywa, że oglądacie na moich zdjęciach dzióbki, wiem to straszna żenada, ale każdy czasem chce się poczuć jak Angelina.

Czasy liceum wspominam jako horror ze względu na trądzik, jaki wtedy mi towarzyszył. Zdał ze mną maturę i dostał się na studia. Poległ na egzaminach na drugi rok.
Nadal wzdrygam się na myśl o tamtych czasach. Dziś swoją cerę uważam za mój największy atut i tak bardzo doceniam jej gładkość, że nawet opadająca mała powieka mi niestraszna – od tego mam cienie Max Factor 😉

Odnośnie samych zaś cieni – są hiper trwałe i być może dlatego producent tak sowicie je wycenił – ok. 30zł sztuka.
Do tego makijażu użyłam dwóch odcieni – 107 brunt bark i 25 savage rose. Są bardzo delikatne, stworzone do makijażu dziennego.
Z czystym serduchem polecam bo wytrzymały dziś całodzienne wygibasy na placu zabaw w asyście ostrego słońca.


You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.