ZNOWU TA CIĄŻA…

Jest pierwszy kwietnia i od rana w moim mózgu trwa burza pt „jakim dowcipem uraczyć czytelników”. Zresztą okazało się, że jestem ujemnie kreatywna, bo początkowo chciałam obwieścić światu swoją czwartą ciążę. Zaledwie trzy godziny później, nie wiem, jak mogłam tak mizerny i ze wszech miar godny politowania pomysł, uznać za przebłysk geniuszu.
Jestem otoczona geniuszami w stanie błogosławionym, ot co!

Poza tym chciałam poinformować Was, że kończę blogować, że wstępuję do wojska, że będę na okładce Vogue, że złamałam kończyny, że przeprowadzam się do Brazylii.
W obliczu takiego zatrważającego braku weny, postanowiłam wrócić do zamierzchłych czasów dzieciństwa, kiedy to moja wyobraźnia była bardziej płodna w pomysły.
Zasada była jedna – bez krwi nie ma zabawy. Prima Aprilis z moich lat szczenięcych to raczej Dzień Rzeźnika.
Absolutnym masthevem tego dnia był keczup, dżem porzeczkowy lub konfitura wiśniowa.
I tak oto dziesięcioletnia Sarunia bardzo wiarygodnie straciła palca podczas krojenia chleba na krajalnicy. Krew lała się strumieniami, wrzaskom nie było końca, makabra, histeria, scena godna horroru „Krzyk”. Absolutnie oskarowa rola w moim skromnym wydaniu.
Po roku od tego zatrważającego dramatu, kiedy nasze życie rodzinne zaczęło powoli wracać do normy, słoneczny poranek pierwszego kwietnia został brutalnie przerwany przez piekielny skowyt.
Koszmar minionego kwietnia powrócił w nowej makabrycznej odsłonie. Trawnik zamienił się w morze czerwone krwi o smaku pikantnych pomidorów. Na środku krwawego bezmiaru, majaczyły moje całkiem nieżywe zwłoki. Oto żywcem zostałam pożarta przez nasze ukochane psy – owczarki kaukaskie, które właśnie kończyły mnie spożywać (czyli zlizywać keczup).
Z tego miejsca pozdrawiam rodziców, którzy w obliczu oceanu krwi zachowali zimną krew, całość przypłacili jedynie tu i owdzie białym włosem.

Także Moi Drodzy, miejcie się dziś na baczności i uważajcie w szczególności na martwą naturę, albowiem dziś właśnie psia kupa nabrała Lolka, że jest szyszką. Była w swojej roli na tyle wiarygodna, że Lolek ochoczo podniósł ją z trawnika…

Pozdrawiam
Sara





top i spódnica – Sheinside | futerko – Persunmall | szpilki – Bershka | biżuteria – Apart | portfel – Mako Bags via Domodi
FACEBOOK | INSTAGRAM

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.