Lustereczko powiedz przecie…

Kochani!
Przychodnia. Poczekalnia. Wchodzisz, zadajesz pytanie. Ja osobiście staram się nie wprawiać oczekujących w zakłopotanie pytaniami o wzory chemiczne, równania wielomianowe, podmiot liryczny u Białoszewskiego czy położenie geograficzne Mbandaka. Staram się trzymać blisko granic rozsądku i zazwyczaj ograniczam się do pytania sformułowanego mniej więcej tak „przepraszam, kto z państwa ostatni do gabinetu nr 3, do doktora Jakiegośtam?”. Ziarno trwogi zostało posiane! Część czekających uporczywie udaje manekiny sklepowe, które pomyliły wystawę z przychodnią, inni zaczynają analizować konstelacje kropek niewiadomego pochodzenia na suficie, kolejni wzorem kameleona zmieniają barwę by stopić się z kolorem ściany, zaprawdę powiadam wam, szczęśliwi, którzy którzy mają w ręku kawałek papieru skalany literą! Oni bowiem mają realny powód aby nie brać udziału w tej żenującej wymianie zdań!

Miss Ferreira jednak nie zraża się pierwszym niepowodzeniem! Na spokojnie wyciąga z torby szklaną kulę, z której może wróżyć i tam właśnie szuka odpowiedzi na frapujące ją pytanie „kto z tych państwa ostatni do gabinetu nr 3, do doktora Jakiegośtam”. Po uzyskaniu odpowiedzi, spokojnie pakuje kulę z powrotem do torby. Dziś jeszcze się przyda, Miss Ferreira zamierza jechać autobusem i iść do urzędu…
To oczywiście wersja przy scenariuszu do filmu fantasy. Rzeczywistość okazuję się być nieco bardziej brutalna i o ile dobrze przejrzałam allegro, to wybór kul do wróżenia jest stosunkowo niewielki. W każdym razie chyba znalazłam niszę na rynku i mam pomysł na biznes!

Do wszystkich zatem skromny apel. Nawet jeśli będąc w poczekalni (gdziekolwiek) nie macie numerka 1, nie czujcie się gorsi i dyskryminowani! Numery 2 i dalsze nie są gorsze! Nie ma się czego wstydzić. Jest nikła szansa, że odpowiadając na pytanie oberwiecie cegłówką w głowę od pytającego.
Im większa zaś ilość pytań bez odpowiedzi tym większa szansa, że któregoś dnia drobna blondynka zaserwuje Waszej przyłbicy bliskie spotkanie z kulą do wróżenia!

Mój dzisiejszy przyodziewek nie sprzyja sytuacjom przychodniowym, poczekalniowym etc. Poczynając od komina żarówiastej barwy, opacznie noszonego na szyi wbrew nazwie, po zwierciadło dzierżone w dłoni. Noga rozpoczęta srebrnym pantofelkiem i zakończona geometrycznym wzorem to zły omen!
Po tytułowej roli w King Kongu zatem przychodzi czas na gościnną wizytę w Laboratorium Dextera, odcinek pt „Jak zamienić Kopcuszka w aztecki neon”.

Ale spokojnie, podobno wschód Polski prężnie się rozwija. Jeśli więc dziś ja będę nosić limonkę, może w następnym sezonie zaczną sprzedawać ją na kilogramy w okolicznym supermarkecie 🙂 Kto wie!

Ściskam Was

Sara

marynarka – vintage, spódniczka/szpilki – Bershka, komin – soie.pl,kopertówka – Next, top – vintage

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.