Ile kosztuje wyjazd do Brazylii?

Autor: Miss Ferreira

Kiedy piszę do Was te słowa, jest wczesny poranek. Za oknem jeszcze całkiem ciemno, ale latarnie uliczne rzucają światło na drzewa, pokryte śniegiem. Zima. Zaraz usłyszę po kolei budziki i bose stopy przemykające do łazienki. Dzieci zaczną szykować się do szkoły. Zrobię im śniadanie, kanapki, wezmę głęboki oddech i pójdę odśnieżyć samochód oraz zedrzeć z niego lód. Zapewne nie obędzie się bez wulgaryzmów, nienawidzę tego.
Nie mogę więc uwierzyć, że za dziesięć dni będę tak daleko od moich pól utulonych śniegiem. Że przelecę pół świata i postawię stopy na ciepłym piasku brazylijskich plaż. Na tę myśl chwyta mnie ścisk w gardle. Naprawdę nie potrafię myśleć o tym bez silnych emocji. Bo nie chodzi tylko o wakacje i błękitną wodę. Jedziemy po długich dwóch latach zobaczyć naszych bliskich, ludzi, których kochamy. Czasem myślę, że te powitania dla staruszków z rodziny mojego męża są zbyt trudne emocjonalnie. Odbywają w ciszy. Bo po prostu nie ma słów. Są tylko łzy.

Przez długie lata wyjazd do Brazylii był dla nas zupełnie nieosiągalny pod względem finansowym. Niestety to ogromny wydatek, tymczasem my ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, drżącymi dłońmi otwieraliśmy każdy rachunek i marzyliśmy, że kiedyś kiedyś będziemy latać tam regularnie. Tymczasem oglądaliśmy rozpikselowane twarze naszych bliskich na ekranach komputera i liczyliśmy, jak długo już ich nie widzieliśmy.
Kilka lat temu, kiedy jeszcze czuliśmy na szyi gorący oddech czarnej dziury finansowej po przeprowadzce do domu, ale już było widać światełko, mój mąż oznajmił, że może nie mieć żadnych mebli, ale musimy jechać do Brazylii.
Otworzył wtedy osobne konto oszczędnościowe, nazwał je „Brazylia” i zaczął przelewać tam każdą kwotę, jaka była możliwa.
Bo docelowa suma była ogromna i kiedy konto zasiliły pierwsze złotówki, wydawała nam się zupełnie nieosiągalna.

Ile kosztuje wyjazd do Brazylii?
Pierwszy cios to bilety lotnicze. Dziecko, które ukończy dwa lata, płaci całą kwotę. Ceny oczywiście wahają się, ale oscylują wokół 5-7 tysięcy złotych za osobę. Tak więc koszt biletów to mniej więcej 30 tysięcy złotych.
Kolejny ogromny wydatek to wynajmowanie domów i mieszkań na miejscu. Choć jedziemy tam do rodziny, to nikt nie jest stanie ugościć pięciu osób na prawie dwa miesiące, ale też nie mamy takich oczekiwań. To musiałaby być niezła rewolucja w czyimś życiu.
Natomiast tak zwyczajnie nikt nie ma miejsca. Nasi bliscy mają raczej maleńkie mieszkania.
Już drugi raz z rzędu lecimy do Brazylii piątego grudnia. Szóstego mój mąż ma urodziny i to dla niego wyjątkowy czas. Niestety to też czas, kiedy zbliżają się Święta, wolne dni, Nowy Rok, więc ceny za wynajmowane lokale rosną często kilkakrotnie.
W tym roku zapłacimy ok. 20 tysięcy złotych za mieszkanie i dom, gdzie spędzimy cały grudzień i początek stycznia.
Do tego należy doliczyć koszty jedzenia (zdecydowanie częściej jemy w knajpach), mniejsze i większe podróże na miejscu, zakupy świąteczne.
To zmienia się w kolejną solidną kwotę, bo Brazylia jest bardzo drogim krajem – myślę, że realnie to niecałe 20 tysięcy złotych.
Tak więc wypad do Brazylii na dwa miesiące, to wydatek rzędu – 60/70 tysięcy złotych.
Nie jest możliwe ani finansowo, ani tym bardziej czasowo, żeby latać co roku. Mamy jednak postanowienie, że chcemy odwiedzać bliskich co dwa lata.
Udaje nam się je zrealizować drugi raz z rzędu, ale oczywiście pod pewnymi warunkami. Np. nie ma mowy o innych egzotycznych wakacjach, czy w ogóle większych wyjazdach zagranicznych.
Raczej zdarzają nam się kilkudniowe wypady tu i tam.
Ale to nic. Bo absolutnie każda złotówka, odłożona na Brazylię jest tego po stokroć warta.
Nawet dzieci w tym roku zrezygnowały z wycieczek szkolnych, wiedząc, że lepiej te pieniądze przeznaczyć na nasze wymarzone wakacje.

Jak zebrać takie pieniądze? Moim zdaniem ogromne kwoty przeciekają nam przez palce, często wydane nie wiadomo co, na nic konkretnego. To taki niewinny system. Ot pięć złotych tu, dyszka tam. Gdyby jednak to zebrać i podliczyć, wniosek może być szokujący. Te niepozorne wydatki mogą stworzyć dziurę w domowym budżecie, albo mogą zasilić nasze konto.
Dziś więc przychodzę do Was z kilkoma tipami, gdzie szukać tych zaginionych pieniędzy. Czytając, może prychniecie pod nosem, że to żadne wielkie sposoby. Ale tymi małymi kroczkami udało nam się już drugi raz uzbierać na wyjazd do Brazylii. Warto.

  1. Nie bój się rzeczy z drugiej ręki
    Ile pieniędzy zaoszczędziliśmy, dzięki miłości do rzeczy z drugiej ręki? Mnóstwo. Od mebli po ubrania. Uważam to za wspaniały nawyk, który w obecnych czas zyskał jeszcze wymiar ekologiczny. Przy trójce dzieci to naprawdę konkretne kwoty. Nie zabraniam moim dzieciom kupowania nowych rzeczy, absolutnie. Jednak często ich pielgrzymki po centrach handlowych, kończą się w ciuchlandach.
    W tym roku moja córka szła do liceum. Wszystkie jej podręczniki szkolne udało nam się również kupić z drugiej ręki. Co więcej, kupiłam niemal wszystkie na Vinted!
    Policzyłyśmy z córką, że zaoszczędziłyśmy w ten sposób 500 zł.

2. Zorganizuj imprezę w domu
W tym tygodniu wyprawiam dla męża czterdzieste urodziny. Odbędą się w naszym domu, a ja będę szefową kuchni. Wielu ludzi z niedowierzaniem kręci głowami, że porywam się na coś takiego. Tymczasem to impreza jak każda inna, choć okazja wyjątkowa.
Wiem, ile musiałabym zapłacić za taką imprezę, organizowaną w lokalu.
I oczywiście rozumiem, że wiele osób wybiera knajpy. Jednak jeśli szukamy oszczędności, to może warto urodziny, chrzciny, komunie urządzać w domu?
W wypadku czterdziestki mojego męża to oszczędność rzędu kilku tysięcy złotych (też przyda się w Brazylii).

3. Sprawdź, czy nie przepłacasz za ogrzewanie
Mój mąż jak wiadomo jest fanem tropików. Mnie bliżej do Królewny Śnieżki.
Dla niego optymalna temperatura w domu to 23 stopnie, ja wolę 18 i wełniany sweter. I tak sobie prowadziliśmy te temperaturowe wojny podjazdowe. On podkręcał kaloryfer, ja otwierałam okno.
Aż przyszedł rachunek za gaz. Słowo daję, nikomu nie dałam w łapę. Przyszedł sam i był wielki jak niedźwiedź polarny, lecz jeszcze straszniejszy.
Mąż zakręcił kaloryfery, założył grube skarpety, wełniany sweter, a dłonie ogrzewał kubkiem gorącej herbaty.
Było warto. Kolejny rachunek przyszedł malutki jak szczeniaczek, aż chcieliśmy go wytarmosić.
Nie wiem, czy macie świadomość, ale te już jeden stopień różnicy na termometrze, potrafi przynieść ogromne różnice na rachunku. Warto zrobić eksperyment i się przekonać.

4. Weź na zakupy gotówkę
Moją zmorą swego czasu, przyznaję się bez bicia, było trwonienie pieniędzy na drobnostki i głupoty. Ot, jeszcze dorzucę do koszyka to i tamto, tylko pięć złotych, ziarnko do ziarnka i znikał tysiąc. Wiem, że to problem wielu osób, wiem też jak trudno się powstrzymać, żeby nie udekorować tego koszyka pierdołami z promocji.
Jest na to jeden łatwy sposób! Postanów sobie, że za zakupy płacisz gotówką. Pieniądze trzymane w dłoni mają naprawdę o wiele większą wartość i zupełnie inaczej się je wydaje.

5. Ustal budżet
Kiedy idziesz na zakupy, ustal sobie, ile możesz wydać. Wydaje się, że to banał, ale naprawdę, kiedy wiemy, że możemy wydać 200 zł, robimy dużo bardziej przemyślane zakupy, ale też kupujemy bez wyrzutów sumienia. Pomyślcie, czy zdarzyło Wam się wrócić z galerii handlowej z rodzajem kaca moralnego i spustoszonym portfelem. Mnie się to zdarzało i mogę powiedzieć tyle, że odbierało mi to całą frajdę i wprawiało w podły nastrój.

6. Zrób wyprzedaż na OLX
Kilka tygodni temu mój mąż wziął się za porządki garażowe. Uznał, że wszystko, czego nie potrzebuje, wystawi na sprzedaż, choćby za grosze, byle nie zajmowało przestrzeni. Jakież było jego zdziwienie, kiedy jego garażowe rupiecie znikały jak ciepłe bułeczki.
Grosz do grosza i uzbierała się bardzo solidna kwota, która również zasiliła nasz wyjazd do Brazylii.

7. Poszukaj na Vinted
Od lat stosuję trik, który naprawdę pozwolił mi już zaoszczędzić spore kwoty. Kiedy robię zakupy odzieżowe i jestem zdecydowana, żeby coś kupić, na wszelki wypadek sprawdzam jeszcze, czy ktoś nie sprzedaje tego na Vinted. Nie uwierzycie, jak często okazuje się, że tak.
Mówię o rzeczach nowych z metkami, których z jakichś powodów ludzie nie zwrócili do sklepów, a na Vinted już nikt ich nie kupi za sklepowe stawki.

8. Sprzedaj na Vinted, poszukaj w internecie
Mam taki swój system, że kiedy zapragnę czegoś „niepotrzebnego”, co namieszałoby w domowym budżecie, zbieram sobie na to pieniądze. Tak było z okularami Prady, które chodziły za mną od dawna. Przymierzyłam je, będąc z na zakupach z Mamą. W sklepie kosztowały 1600 zł. W internecie znalazłam je za… 800 zł.
Zrobiłam więc dużą wyprzedaż na Vinted i po kilku tygodniach kupiłam wymarzone okulary.
Bardzo lubię taki sposób kupowania nadprogramowych rzeczy, bo mi oprócz oszczędności daje taką dodatkową radość, że mam coś wyczekanego.
Mężowi powiedziałam wtedy żartem, że te „zaoszczędzone” 800 zł, może przelać na konto „Brazylia”.

9. Załóż dzieciom konta bankowe
Odkąd nasze dzieci mają konta bankowe w mBanku, zdecydowanie mniej pieniędzy „rozpływa się” w domowym budżecie. Kiedy operowaliśmy gotówką, co chwilę komuś na coś brakowało i nieważne, że „przecież dopiero co dałam ci 50 zł”. Nikt nie widział, nikt nie słyszał, pożarł automat i sklep po drodze ze szkoły.
Teraz mamy wgląd w wydatki dzieci, staramy się nie ingerować w ich decyzje, niech uczą się gospodarowania pieniędzmi, ale wiemy, na co i w jakiej ilości idą pieniądze.
Jeśli Wasze dzieci nie mają jeszcze kont i rozważaliście takie rozwiązanie – u nas sprawdziło się fantastycznie.
Nasze dzieci mają eKonto Junior w mBanku, serdecznie polecam!

10. Zaczekaj na promocję
Jeśli macie na oku coś drogiego, warto zaczekać na promocję. Jeśli robicie zakupy w sklepach internetowych, pytajcie, kiedy planowana jest promocja, możecie zapytać o kod rabatowy. Większość sklepów ma swoje konta na instagramie i bardzo sprawnie odpowiada na wiadomości. Ja bardzo często przed zakupami podpytuję o najbliższe promocje, czy kody rabatowe. To akurat nic nie kosztuje, a często bardzo się opłaca.
Tymczasem ja upolowałam właśnie torbę, która marzyła mi się od kilku miesięcy. Warto było zaczekać, bo zamiast 500zł, zapłaciłam 250 zł i od razu torba bardziej cieszy!

Była swego czasu taka reklama w telewizji, ktoś mówi, ile zaoszczędził na promocji, a ktoś inny pyta, co zrobił z tymi zaoszczędzonymi pieniędzmi.
Moim zdaniem bardzo warto podliczać te „zaoszczędzone” pieniądze albo nawet odkładać je na osobnym koncie.
Kto wie, gdyby te kilka lat temu mój mąż nie stworzył konta „Brazylia”, być może do dziś żylibyśmy w przekonaniu, że nie mamy takich pieniędzy.

Rachunek do regularnego oszczędzania MOJE CELE

W ofercie mBanku znajdziecie teraz ofertę rachunku do regularnego oszczędzania, która ma wspaniałą nazwę „Moje cele”. Jest ono oprocentowane na 7%, jeśli otworzycie je zdalnie. Na serio nie musicie wychodzić z domu. Wystarczy aplikacja w telefonie.
Jestem przekonana, że macie jakiś cel. Być może wydaje się on poza zasięgiem. Nieważne. Wpłacajcie tam wszystkie niespodziewane, zaoszczędzone i nawet maleńkie kwoty. Ziarnko do ziarnka.
Zostawiam Wam link do konta „Moje cele”. Możecie założyć je za darmo choćby teraz i zacząć zbierać na mniejsze i większe marzenia.
Trzymam za Was kciuki!

*Wpis powstał we współpracy z systemem Bankier.pl]

Podobne posty

2 komentarze

Alicja 24 listopada, 2023 - 10:16 pm

Świetny pomysł z osobnym kontem.Od wielu lat mamy nadpłaty w rachunkach za ogrzewanie oraz wodę i za te pieniądze wyjeżdżamy na wakacje . Pozdrawiam i życzę cudownych wakacji.
ps.Saro czytam Twojego bloga ,nie przestawaj pisać proszę.Nie korzystam z Insta.Sq jeszcze takie dinozaury.😉 Pozdrawiam serdecznie

Odpowiedź
JUSTYNA 25 listopada, 2023 - 6:27 am

Piękny cel oszczędzania 🥰
Super, że robicie to całą rodziną i dzieci mają wzór i dobre nawyki 💪

Odpowiedź

Napisz komentarz