NIECH ŻYJE KOMIN!

Dziś będzie o ubraniach.
Ostatecznie zajmują w moim życiu sporo miejsca ku rozpaczy szanownego małżonka.
Z nieskrywaną radością uchylam metaforyczne drzwi i mówię zimie „won stąd!” (tak naprawdę używam gorszych słów oczywiście).
Przyszedł czas na posumowanie i bezapelacyjnie ubraniowego Oscara wręczam kominowi, z którego na załączonych zdjęciach wystaje moja głowa.
Tej zimy grał pierwszoplanową rolę w mojej szafie.
Ten komin to jedna z tych niewielu rzeczy, jakie przytrafiają się nam w życiu, które mają same plusy dodatnie 😉
Wygląda, grzeje, doskonale komponuje się z innymi częściami garderoby, jest mięciutki i przetrwał próbę pralki!
Być może latem wykorzystam go jako spódnicę w chłodniejsze dni…
Niech żyje komin!

Spódnica zaś wymagała małych poprawek, aby móc dobrze spełniać swoją rolę czyli subtelnie podkreślać atuty i pozostawiać to i owo niedopowiedzianym…
Pierwotnie bowiem obnażała wszystko, dość dosłownie i bezczelnie. Uznałam, że zarówno ja, jak też Polska Wschodnia nie jesteśmy ta ten odważny krok gotowe.
W tej sytuacji z dwóch kiecek odsłaniających wszystko, uczyniłam jedną stosownie zakrywającą pupę 😀

Chciałam też wyrazić aplauz dla skromnych rękawiczek, które sklep „Wszystko po 2,99” wycenił na 6zł (czyli chyba każdą liczył oddzielnie, czy jak?).
Podobnie jak komin wiernie służą mi całą zimę i mimo tego że są takie ładne to naprawdę są niegłupie.
Słowo uwagi należy się też butom, które są najwygodniejsze pod słońcem. Obcas jest, a jakby go nie było… Sprytne!

Pozdrawiam Was!
Sara

komin – me&BAGS
kurtka – Vero Moda (podobna TU)
spódnica – Milanoo + lumpex = diy (podobna TU)
botki – Aligoo
torba – etorba

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.