KSIĄŻKOBRANIE, VOL. 1

PA230337

Podobno Polacy nie czytają. Podobno wraca pismo obrazkowe. Podobno Wasz sąsiad ostatni raz widział hieroglif książki w `98, ale nie wiedział co on znaczy.
Diagnoza – narodowy niedobór liter.
Przekonałam więc ubrania na moim blogu, żeby zrobiły więcej miejsca na litery.

Cykl Książkobranie będzie pojawiał się dwa razy w miesiącu. Zawsze znajdziecie tam dwie propozycje dla siebie oraz jedną dla dzieci. Tylko dwie? – ktoś powie.
Tak, bo zasada jest prosta – czytać przynajmniej jedną książkę w tygodniu. Mało? W skali roku to 50 książek. Naprawdę dobry wynik.

Podpisujcie swoje komentarze zmyślonymi imionami i nazwiskami (dajcie się ponieść literackiej wyobraźni), a ja raz w miesiącu wylosuję osobę, której wyślę książkę.

Z pozdrowieniami
Sarencjusz Kniga Książkowski

Henning Mankell „Comedia infantil”
Trochę bezmyślnie wyobrażałam sobie, że jeśli Mankell, to do bólu prawdziwy skandynawski chłód. Tymczasem autor porwał mnie do rozpalonej słońcem Afryki. Pozornie nic nie łączy lodowatej Szwecji z upalnym Mozambikiem. Poza człowiekiem, noszącym w sobie niechorobotwórczą bakterię zła, która w odpowiednich warunkach potrafi zakazić najpierw jednostkę, następnie cały naród.
Comedia infantil to opowieść o wojnie domowej w Mozambiku i jej największych ofiarach – dzieciach. Dzieciach odartych z godności, i tożsamości, i marzeń, i urodzin.
„ – Jak myślisz, co odpowiedziałby Tristeza albo Alfredo, albo ktokolwiek z pozostałych, gdybyś spytał, jakie jest ich największe pragnienie?
Nelio chwilę się zastanawiał.
– Każdy powiedziałby co innego.
– Nie jestem tego pewien – odparł Cosmos. – Czy jest coś cenniejszego niż wszystko inne? Mamy i pełne brzuchy, i dalekie wioski, i ubrania, i samochody, i pieniądze?
Leżeli w milczeniu, Nelio myślał.
Dowód tożsamości – powiedział w końcu. – Papier ze zdjęciem, który potwierdza, że jesteś właśnie tym, kim jesteś, i nikim innym.
Wiedziałem, że na to wpadniesz – ucieszył się Cosmos. – O tym właśnie wszyscy marzymy. Dowód tożsamości. I to nie po to żeby się dowiedzieć, kim jesteśmy, bo to już wiem, ale po to, żeby mieć papier dający nam prawo bycia kim jesteśmy.”

Ida Fink „Podróż”
Zupełnie przypadkowo (ale czy na pewno?) przeczytałam te książki jedna po drugiej.
Historia opisana przez Fink to również podróż po tożsamość.
Druga wojna światowa. Autorka wraz ze swoją siostrą ucieka z getta.
Przez książkę można lekko przemknąć, delektując się wysmakowanym kunsztem literackim Idy Fink. Emocjonując się zwrotami akcji rodem z kina sensacyjnego. Jednak moment, w którym uświadamiasz sobie, że to powieść autobiograficzna, każe ci zwolnić. Zwalniasz. Po brzegi wypełniasz się refleksją.
Z trudem wracasz do świata, gdzie tożsamość dostajesz od ręki.

Uwielbiam wszelkiej maści literaturę faktu. Mimo, że „Comedia infantil” jest fikcją literacką zawierającą nawet elementy baśniowe, to niestety wojna domowa w Mozambiku jest potwornym faktem.
Ktoś powie, że katuję się smutnymi książkami. Dla mnie to forma autoterapii. Zaszywam się w tym świecie i w przeciwieństwie do jego bohaterów, mogę w każdej chwili wrócić do mojej bezpiecznej przystani.

Coś dla dzieci.
Toon Tellegen „Urodziny prawie wszystkich”

Nie pamiętam, kiedy ostatnio książka dla dzieci zrobiła na mnie takie wrażenie. Zupełnie nie dziwi mnie dlaczego w swojej ojczystej Holandii autor został uhonorowany wszelkimi literackimi trofeami.
My również chcemy uczcić Tellengena Orderem Hocka-Klocka, coroczną nagrodę przyznawaną w Ferrainowie wybitnym autorom dzieł literackich dla dzieci.
A Wy kochani? Czy obchodziliście już urodziny Wszystkiego?


„Urodziny hipopotama”
Podczas swoich urodzin hipopotam spał.
Zwierzęta obchodziły jego urodziny na paluszkach. Bardzo ostrożnie kładły w kącie prezenty i siadały za stołem. Bezszelestnie jadły przygotowane torty.
Słyszały spokojny, miarowy oddech hipopotama i szeptały sobie nawzajem do uszu: Nie mlaskaj.
Potem te zwierzęta, które umiały tańczyć bezgłośnie i bez deptania sobie po palcach, zatańczyły.
Słoń siedział z boku i patrzył smutno na wiewiórkę, która tańczyła z motylem. „Naprawdę umiem tańczyć bezgłośnie” – myślał, ale zwierzęta gestami kazały mu siedzieć cicho i nie łazić dookoła. Drozd usiadł na najniższej gałęzi klonu i dał zwierzętom znak, by podeszły. Bardzo cicho zaśpiewał piosenkę, którą mogły dosłyszeć tylko wtedy, gdy zbliżyły się do jego dzioba.
Potem wszyscy rozeszli się do domów. Skinęli jeszcze głowami w stronę hipopotama i się wymknęli.
Spokojne urodziny, trzeba przyznać – szepnęła wiewiórka.”

Kochani, bierzcie i czytajcie. Polecam. Sarencjusz Kniga Książkowski

You may also like

3 komentarze

  1. Nie to, żeby w tonie narzekania 🙂 ale już w dużym napięciu czekam na kolejne vol. książkobrania. Interesuje mnie też jak dzieci przyjmą Pana Samochodzika – bo u mnie skończyło się fiaskiem. A ja wypieki miałam przy każdym tomie – na długo, długo przed tym zanim odkryłam, że Nienacki też był zbereźnikiem:)). Pozdrawiam i proszę o więcej.

  2. Bardzo ciekawy pomysł na cykl. Ucieszyły mnie cytowane fragmenty książek – przybliżają czytelnika do klimatu książki, a to on właśnie najbardziej zachęca mnie do czytania (nie okładka ani nie opis na obwolucie). Już widzę, że „Comedia infantil” mogłaby mi się bardzo spodobać!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *