KSIĄŻKOBRANIE, VOL. 2

P1010239

Z czytelniczego punktu widzenia, w listopadzie nie dowiedziałam się o sobie niczego nowego. Za najsmakowitsze danie nadal uważam krwiste steki z literatury kryminalnej. Konsekwentnie zaś miewam niestrawności na sam widok poradników w stylu „jak żyć, „jak sięgać gwiazd” oraz „ooo, możesz wszystko”.
Po raz kolejny przekonałam się, że od kropek wolę wielokropki i irytują mnie zdania oznajmiające zbyt wiele.

Jak być może wiecie, jakiś czas temu powzięłam decyzję o przejściu na książkowy wegetarianizm – postanowiłam, że nie będę czytać kryminałów. Krzyczeliście „nie rób sobie tego”, jako remedium na moje głupie postanowienie przywoływaliście najznamienitszych autorów tego gatunku. I wiecie co? Mieliście rację! W końcu zrozumiałam, że mój odwyk nie uratuje milionów niewinnych fikcyjnych istnień. Że bez względu na to czy będę czytała czy nie, fikcyjne postacie literackie i tak będą umierać! Co więcej, przeczytanie tego jest jedynym hołdem, jaki mogę im oddać. Inaczej ich literacka śmierć idzie na marne.

Tak więc moi drodzy, powróciłam na krwawe łono kryminałów.

Ziarno prawdy, Zygmunt Miłoszewski
Tłum skandował „Miłoszewski, Miłoszewski!” no i nie żałuję ani sekundy spędzonej z Zygmuntem (pozwoliłam sobie przejść z autorem na ty, kiedy dowiedziałam się, że jest niepokojąco młody). To była niezwykle udana książkowa randka.
Sandomierz. Wiosna w najpodlejszym wydaniu. Nudno, nic się nie dzieje, aż dnia, kiedy morderca porzuca w sercu miasta zwłoki okolicznej nauczycielki – Elżbiety Budnik. Miasto ożywa, a wraz z nim legendy o Żydach wyrabiających macę z krwi niemowląt. Prokurator Szacki ma niełatwe zadanie – z korca plotek musi wyłuskać ziarno prawdy.
To jedna z tych książek, która czyta się sama, albo inaczej – to książka, za sprawą której, zaniedbujesz pewne czynności życiowe w imię „jeszcze tylko jednej strony”.
Nie pozostaje mi nic innego, jak kolejne tete-a-tete z Zygmuntem Miłoszewskim, chociaż nie obraziłabym się, gdyby nieco powściągnął zdania oznajmujące, co słychać w alkowie prokuratora Szackiego i zaufał mojej wyobraźni.

Smażone zielone pomidory, Fannie Flagg
Co zrobić w długi zimowy wieczór, kiedy dysponujemy wolnym czasem, aromatyczną herbatą i skrawkiem ciszy? Oczywiście zrobić miejsce pod kocem dla Fannie Flagg i spokojnie wyruszyć w podróż do Alabamy z lat 30 ubiegłego wieku.
To książka, która sprawia, że jednocześnie chce ci się śmiać płakać i jeść!
Dla mnie to przede wszystkim opowieść o przemijaniu, o tym że wszystko w ułamku sekundy staje się wspomnieniem.
Jak być może wiecie, przemijanie jest moją piętą Achillesa i chyba trochę mi lżej, kiedy mogę z kimś dzielić to uczucie.

Mężczyzna, który tańczył tango, Arturo Perez-Reverte
W listopadzie byłam rozchwytywana przez pisarzy – najpierw schadzka z Miłoszewskim, potem siarczyste tango z Arturo Perez – Reverte, który, nie ukrywam, zaimponował mi – najpierw informacją o byciu korespondentem wojennym, potem swobodą, z jaką oddają mu się litery, aż wreszcie wykładem z tańca:

„Do tego czasu prawdziwe tango, to, które w Buenos Aires tańczyły w porcie dziwki i sutenerzy, było muzyką nielegalną, występującą tylko potajemnie w dobrym towarzystwie: dziewczynki z dobrych rodzin grywały tango po kryjomu na domowych pianinach, z nut dostarczanych przez narzeczonych i starszych braci używających nocnego życia.”

„Mężczyzna, który tańczył tango” to powieść szelmowska. Mam słabość do takiej literatury – uwielbiam jej głównych bohaterów – szczodrze rozgrzeszam ich z wszelkich niegodziwości.
Max jest nieuleczalnym bawidamkiem, oszustem, fordanserem, okazjonalnie żigolakiem. Podczas podróży do Buenos Aires poznaje na statku małżeństwo – kompozytora Armanda de Troyoye i jego piękną żonę – Mechę Inzunzę. Taniec, do którego Max poprosi Mechę będzie preludium do ich płomiennego romansu.
Kochankowie spotkają się ponownie po latach, kiedy ich głowy oprószone będą siwizną, a w twarzach utkanych ze zmarszczek będą doszukać się niegdysiejszego piękna…

Jesteś cudem, Regina Brett
Jaki jest sekret życia? – zapyta Was autorka, Regina Brett i odpowie: „To mieć świadomość, że nikt nie wyjdzie z tego żywy. I rozkoszować się każdą minutą.”
To książka, do której zbieram się miesiącami. Odstraszał mnie pretensjonalny tytuł i świadomość, że jest to rodzaj poradnika „jak żyć”. Na taką literaturę mam alergię.
Dziś już wiem, że żeby przeczytać tę książkę ze zrozumieniem i przyswoić sobie jej wartość, trzeba odrzeć się z cynizmu. W przeciwnym razie można uznać ją za typowy amerykański niestrawny bełkot. Można, ale moim zdaniem nie opłaca się.
„Jesteś cudem” to zbiór felietonów Reginy Brett. Bohaterami zazwyczaj są ludzie, których na co dzień nie dostrzegamy – sprzątaczki, kasjerzy, śmieciarze. Brett nie szuka ckliwych historii od pucybuta do milionera, bo „każdy jest dla kogoś ważny”.
Dlaczego warto sięgnąć po pozycję Brett? Bo jej sposób widzenia świata jest prawdziwą sztuką, a sama książka jest istną kopalnią wartościowych cytatów.
Jednak pamiętajcie – zamiast cynizmu, dziecięca prostoduszność.

Alicja w Krainie Czarów, Lewis Carrol
Boże, jak bardzo się cieszę, że skończyły się czasy, kiedy musiałam czytać dzieciom jakąś niestrawną literaturę w stylu „krówka robi muuu”.
Od pewnego czasu bezkarnie mogę im czytać książki, do których sama bym chętnie wróciła, ale nie wypada, jak chociażby „Dzieci z Bullerbyn” czy „Pippi Pończoszankę”. Dostaję gęsiej skórki na myśl, że za moment będę mogła zapoznać ich z „Panem Samochodzikiem”!
Obawiałam się czy „Alicja w Krainie Czarów” nie jest zbyt wyrafinowaną literaturą dla kilkulatków, ale przypomniałam sobie, że to przecież książka dla każdego i że spróbuję.
Dzieci słuchały jak zaklęte, a kiedy oznajmiłam „koniec” zapytały czy jest więcej części.
Doprawdy, gdyby Sapkowski nie był takim zbereźnikiem, chyba zaczęłabym im czytać sagę wiedźmińską.

Czekam na Wasze książkowe rekomendacje z niecierpliwością! Pamiętajcie podpisujcie się zabawnymi pseudonimami literackimi, a ja wybiorę najzabawniejszy i prześlę tej osobie książkę.
W tym miesiącu wybór padł na Livrę Czytolubną. Droga Livro, jeśli to czytasz to proszę o maila!

Uściski
Sarencjusz Kniga Książkowski

You may also like

7 komentarzy

  1. Jak to nie ma komentarzy??? Pod takim postem?? Ludzie ratunku, faktycznie nikt nie czyta!? No dobrze, może komentarze poprzednie zniknęły. Miło mi więc,że może dzięki temu moje małe rekomendacje znajdą w Tobie czytelniczkę:). (prosze wybaczyć to tykanie, ale jakoś Pani to tak bardzo sztywno brzmi;). Podzielam Twoje gusty (kryminały? dawaj!:) i niechęć do poradników zwłaszcza amerykańskich i polskich celebrytek. Mankella ubóstwiam. Ale o nim pisałaś, więc Ameryki nie odkrywam:). Jeśli podobał Ci się mężczyzna który tańczył tango, to szczerze Ci polecam inne książki rasowego Arturo (jak widać, też lubię z pisarzami przechodzić na ty, zwłaszcza jeśli są seksownymi Hiszpanami;)- Miałam okres, że czytałam po kolei wszystkie jego książki, łącznie z wojennymi reportażami, ale zdecydowanie polecam Ci „Ostatnią bitwę templariusza” oraz „Królową Południa”. Do tego „Szachownicę flamandzką”. Świetnie opowiedziane, z nietuzinkowymi bohaterami (zwłaszcza te silne kobiety!), w dodatku w pięknych okolicznościach przyrody:)
    Teraz czytam druga część „Shantaram” pt. Cień Góry australijskiego pisarza (eks- bandyty;) Gregory Davisa Robertsa. O ile Cień Góry dobrze się czyta, jednak do pięt nie dorasta swej słynnej pierwszej części. Tę właśnie pierwszą cześć czyli Shantaram serdecznie Ci polecam. Choć zwykle omijam bestsellery, ten jednak zasłużył na swa sławę. To powieść łotrzykowska, co ciekawe, częściowo autobiograficzna, za miejsce akcji mająca współczesny Bombaj, z całym swym kolorytem, biednymi ale tętniącymi życiem slumsami, kolorami, zapachami, plejadą niesamowitych charakterów. To właśnie portrety bohaterów najbardziej nie dają o sobie zapomnieć. Shantaram to książka, która wciąga tak, że przeklinasz moment w kórym musisz iśc do pracy, a niespodziewane wizyty przyjaciół zamiast ucieszyć, zirytują, bo oderwą Cie od niej:). To książka na której widok milczący i obojętni londyńczycy w metrze stają się uśmiechnięci i zamieniaja się w najlepszych kumpli, z którymi przegadasz o niej całą drogę z pracy (sprawdziłam:). I choć liczy ponad tysiąc stron, to bedziesz błagać o jeszcze. Pozdrawiam! Pani Samochodzik:)

  2. JA co prawda nie gustuję w kryminałach a tym bardziej w „wiedźmińskim” Sapkowskim, czytam raczej lekką beletrystykę, dla oderwania od codziennych zajęć. „Sto lat samotności”-taki wyjadacz jak Ty pewnie dawno już połknął, ale może „Coraz mniej olśnień” Ałbeny Grabowskiej-Grzyb? To takie babskie czytadło, ale moim zdaniem miłe o bardzo ciekawym zakończeniu:) Pozdrawiam Barbarossa z Łaskiej Doliny

  3. Miłoszewski – najlepszy w Polsce, niewątpliwie król polskiego kryminału. Trylogia o prokuratorze Szackim genialna. Trzy miasta, trzy historie i jeden Szacki. Część pierwsza i druga rewelacyjne, fabuła skłaniająca do głębszego zapoznania się z tajnikami hipnozy i historią Sandomierza. Po przeczytaniu dwóch pierwszych części wertowałam Internet, żeby dowiedzieć sie jak najwiecej o opisanych w nich faktach autentycznych. Trzecia cześć „Gniew” przeczytana w jedna noc, nie pozwoliła mi jednak zasnąć znacznie dłużej. Wstrząsnęła, „wryła” sie pamięć. Polecam rownież „Bezcennego”, moze nie kryminał, bardziej sensacja i przygoda, ale warta przeczytania. Miłoszewski, Larsson, Brown w jednej książce. Znów książka która zaciekawia swoją fabułą i faktami historycznymi. Pozdrawiam

  4. Super cykl, gratuluję pomysłu.

    Mężczyznę, który tańczył tango znam, ale z Pereza Reverte najbardziej lubię Szachownicę flamandzką.

    Dla dzieci zanim Sapkowski to polecam jako wstęp do fantastyki Marcina Mortki książki o Tappim. Są dwie serie, Tappi i przyjaciele ze wspaniałymi ilustracjami dla młodszych i druga (grubsze tomy, ciągłość akcji poprzez rozdziały) dla starszych.
    Ja kocham książki Marian Keyes, stale czytam którąś. Wszystkie jak jeden tom słodko-gorzkie ale bez banałów, mądre, inteligentny język. Postrzeganie rzeczywistości dramatyczne a la janinadaily.com co ja osobiście uwielbiam. Jeden problem jest taki, że są nijako przetłumaczone na polski. Szaleję za Keyes w oryginale, jestem pasywną pychofanką a po polsku jest zwyczajnie fajna, ale plaska, nie ma tej energii emocji. Marzę o tym aby przetłumaczyła ją Janina Daily, jestem pewna, że bohaterowie odzyskaliby trzeci wymiar.

  5. Mam dwie ksiazki, do ktorych wracam co jakis czas, poniewaz za kazdym razem odkrywam w nich cos nowego – slowo, zdanie, mysl. „Pestka” Anki Kowalskiej, to przepiekna historia o… tutaj pewnie mogloby pasc „o milosci”, „o zdradzie”, „o cierpieniu”. Dla mnie to ksiazka o czlowieku. Film, pomimo znakomitej obsady (Janda, Olbrychski, Dymna) nie oddaje tej gry slow, tej glebi, tego jak autorka potrafila rytmem zdan oddac nastroj. Nie wiem ciagle chyba co jest moja pestka, wiem natomiast kto w moim zyciu jest „nikim”. „Mistrz i Malgorzata” Bulhakova to druga z tych ksiazek. Nie zawsze jest latwo do niej wrocic, musi byc odpowiedni nastroj, moment w zyciu.
    Kryminaly czytam namietnie, polskie i zagraniczne, bardziej i mniej ambitne. Odkrylam niedawno Mroza, ale nie do konca jestem do niego przekonana… historia niby wciaga, ksiazki pochlonelam szybko, ale… mam wrazenie jakby autor na sile probowal zaskoczyc czytelnika zwrotem akcji, niespodziewanym rozwiazaniem pt. „Ha! Tego sie nie spodziewalas, co?”. Inteligentna jestem, przy trzecim razie juz sie spodziewalam. Przy kolejnych pieciu tez…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.