LOLEK

To będzie post bardzo osobisty…
Lolek wtargnął do mojego brzucha bez zaproszenia, bez zapowiedzi, zupełnie niespodziewanie. Po prostu się wprosił.
Przywitałam go łzami. Nie tymi szczęścia…

Dziewięć miesięcy później znów przywitałam go łzami, kiedy przytulił do mojej twarzy swoją maleńką drżącą buziuchnę i na dźwięk mojego głosu przestał kwilić.

Jak grom z jasnego nieba uderzyła w nas złowieszczo brzmiąca diagnoza lekarska.
Nagle nie umiałam sobie przypomnieć dnia poprzedniego, jeszcze bez Lolka, za to moje serce pękało na myśl, że mogłoby go nie być, tak jak dziewięć miesięcy temu…

Dziś już wszystko jest dobrze. Dopiero teraz jesteśmy rodziną w komplecie – mama, tata, Zbynio, Ąfel i teraz też Lorenzo zwany Lolkiem :))

Sara

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.