MLECZNY ARMAGEDON

Kochani!
Kiedy kilka lat temu zdecydowałam się wieść żywot wodza przedszkolnej wioski, sformułowałam życiową dewizę modową, która brzmi tak „zanim się ubierzesz, upewnij się, że nikogo nie ma w domu”.
Przedszkolne menu bowiem jest bardzo zróżnicowane i nigdy nie wiesz co i kiedy zostanie zaserwowane Twojej nowej sukience.
Odkąd zaś w naszym wigwamie pojawił się nowy mieszkaniec, sytuacja dramatycznie się pogorszyła. Lolkowi bowiem nie można odmówić zarówno człowieczeństwa, jak też analogii do balona z wodą. Tyle, że zamiast wody jest mleko.
Kiedy więc ostatnio wybieraliśmy się żeby robić zdjęcia, siedziałam na kanapie karmiąc Lolentego przezornie odziana w piżamę. Nie mogłam postąpić słuszniej, gdyż moment później Mleczny Balon uraczył mnie swoją zawartością, siebie zresztą też.
Oboje wymagaliśmy drastycznego tuningu ubraniowego.
Kilka minut później znów siedzieliśmy na kanapie żeby uzupełnić zawartość Balona, ja przezornie odziana w świeżą piżamę.
Tym jednak razem Lolek postanowił dać z siebie wszystko. Nie miał krzty litości, ani dla siebie, ani dla mamy, ani dla mamy świeżo umytych włosów, ani dla dywanu. Mleczny armagedon.
Nie miałam serca wybierać kolejnej bezbronnej piżamy na stracenie. Zatem w stroju Ewy, który jest niezwykle praktyczny ze względu na łatwość czyszczenia, nalałam wody do miski, wsypałam proszku i udałam się do salonu na ratunek dywanowi…
Wierzcie mi, gdyby nie względy natury moralnej – dałabym się sfotografować w tych niezwykłych życiowych cyrkumstancjach.
Także teraz już chyba rozumiecie skąd wzięło się moje motto modowe.

Ściskam Was
Sara

Zdjęcia – Ania

spódnica,top – lumpex
ramoneska – H&M
szpilki – Bershka

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.