TERAZ

Powstaje ostatnio internetowy front afirmacji życia w obecnych czasach. Wstępuję na ochotnika i filiżanką porannej kawy wznoszę toast za to że narzekanie staje się pase i so last season! (Nieobeznanych w temacie odsyłam do tattwy)

Jeśli oglądacie wiadomości, albo chociaż czytacie nagłówki to wiecie, że żyjemy w czasach klęski żywiołowej – potop złych informacji, susza tych dobrych.
Wystarczy zrobić poranny przegląd prasy żeby usłyszeć o tragediach rodzinnych, brutalnych morderstwach, katastrofach wszelkiego rodzaju. Tłum, całkiem jak za Nerona rządny jest krwi – z pewnością to znacie: „Skatował psa na śmierć (dużo zdjęć)”, „Zadźgała męża nożem, śledczy w szoku”, „Bilans długiego weekendu – stu zabitych”, „Krwawe żniwo młodzieżowej zabawy”… etc.
TVN24 i tym podobne kanały telewizyjne spokojnie mogą dawać ogłoszenia w stylu „poszukujemy chętnych na żółty pasek, mile widziani gwałciciele, rodzice katujący dzieci. Specjalny pas programowy poświęcamy terrorystom i mordercom. Czekamy na Wasze maile!”
Aż dziw, że twórcy serialu „Madzia z Sosnowca” nie dostali nagrody Emmy.
Jeżeli tę pikantną potrawę okrasić naczelnymi polskimi cynikami i niezadowolonymi, to otrzymujemy danie prawdziwie niestrawne, czyniące spustoszenie w umysłach.
Spokojnie więc możecie wyłączyć tele oraz radioodbiorniki i iść cieszyć się dniem dzisiejszym.

Kiedyś było lepiej
Wspomnienia. Są piękne. Dziś nawet zdjęcia stylizuje się na stare. Przeszłość jest modna.

Ale najwięksi dostrzegali mroczną stronę wspomnień. Albert Eintein powiedział, że „wszelkie wspomnienia są złudne bo teraźniejszość nadaje im inne barwy”, Carlos Luis Zafon stwierdził że „niewiele rzeczy oszukuje tak bardzo, jak wspomnienia”.
Uwierzcie mi, zanim się obejrzycie dzisiejszy szary, dżdżysty dzień nabierze słonecznych rumieńców. We wspomnieniach z wakacji zawsze jest obłędna pogoda, nawet kiedy lało bite dwa tygodnie.

A pamiętacie lato z dzieciństwa? Było nieskalane deszczem.

Zapytajcie matek czy pamiętają ból porodu.
Porozmawiajcie z rodzicami, dziadkami. Zobaczycie z jakim rozrzewnieniem wspominają PRL. Czasy kiedy w garnkach gotowało się albo zupy z wkładką albo pieluchy, kiedy władza mówiła o której trzeba leżeć w łóżkach i palcem wskazującym pokazywała co można czytać. Kiedy po chudą kość trzeba było stać w kolejce marznąc na kość. Kiedy ubrania były z worów i z darów, a witryny sklepowa Pewexu była tym czym dziś dla nas jest Hollywood.
Czasy kiedy nasze matki rodziły odarte z godności, bo tego towaru nie było na kartki.

Zapytajcie więc czy 2013 chcą zamienić na 1978? Czy karty chcą zamienić na kartki? Niech ich wahanie da Wam do myślenia.

Tu i teraz
Dziś jesteśmy tu, gdzie w latach 80tych ubiegłego wieku sięgało jedynie science fiction, powoli dobijamy do 2044 w którym rozegrała się fabuła „Seksmisji”.
Świat podje nam się na talerzu dorzuca sztućce i pałeczki, na wszelki wypadek. Menu jest obłędne, możemy z wyboru jeść kości, albo raczyć się sushi.
Po prostu bierzcie i jedzcie!

Dwa lata temu poczułam, że mój horyzont drastycznie zawęził się do pampersów, klaskałam nad nocnikiem i nuciłam smerfne hity.
Niewiele brakowało, a zaczęłabym jeść marchewkowe papki, a do spania czytać „Pinokia”.
Trawiła mnie potworna tęsknota za światem, do supermarketu zakładałam szpilki i chętnie plotkowałam z każdą napotkaną sąsiadką.
Któregoś wieczora, gdy dom pogrążył się we śnie zapytałam Wszechwiedzącego Googla „jak założyć bloga”, pokazał mi blogspota i poprosił o nazwę bloga. Spontanicznie wpisałam „Miss Ferreira”.
„Miss”, bo chciałam kawałka tylko mojej przestrzeni, w której nie jestem matką, nie jestem żoną, ale jestem Sarą, „Ferreira” bo to moje nazwisko.
Dziś zgadzam się z tymi, którzy mówią, że ta nazwa to obciach, zazdroszczę Venili Kostis i Riennaherze, że miały więcej fantazji czy przezorności, ale w życiu bym nie przypuszczała, że moje okno na świat otworzy się tak szeroko i ktoś poza rodziną i najbliższymi przyjaciółmi tu zajrzy.
Jasne, że dla niektórych na zawsze będę ekshibicjonistką, której horyzontem są kolejne „masthewy”, ale nie niech tam!
XXI Wieku! Dziękuję Ci że uczyniłeś moje macierzyńskie brzemię lżejszym! Dziękuję, że oszczędziłeś mi pieluch tetrowych i gruszki do nosa.

Świadomość
Zaledwie tydzień temu poszliśmy na spacer. Obłędny upalny, letni dzień. Dokładnie taki za który dałbyś się pokroić 15 stycznia, kiedy noc zapada w połowie dnia , mróz maluje szyby i poprzysięgasz sobie że już nigdy nie będziesz przeklinać upałów.
Uzbrojeni w sombrera i krem z filtrem o mocy 50, dzielnie stąpamy po topiącym się asfalcie.
Po prostu wciągamy lato wszystkimi porami skóry.
Przechodnie bezpardonowo posyłają nas do domu, przeklinają słońce, którego imienia wzywali nadaremnie całą zimę, wiosnę i pół lata.

Odkąd pamiętam uwielbiałam literaturę obozową. Najpierw przeczytałam bodaj „Medaliony” Nałkowskiej, potem był Borowski, Herling-Grudziński, Czapski, Wat.
Nie byłam masochistką, początkowo ta literatura wydawała mi się surrealistyczna, dziecięcym umysłem nie potrafiłam pojąć przez co ci ludzie przeszli.
Wychodziłam w piżamie na dwór w mroźne wieczory żeby sprawdzić, co oni czuli i kładłam się na drewnianej podłodze w pokoju żeby móc sobie wyobrazić czym były prycze.
Zaczynałam doceniać rzeczy tak prozaiczne, jak dom ciepły zimą i zupa ze smakiem. Nauczyłam cieszyć się bzdurami, bo to co dla mnie jest codziennością w innej części świata i czasoprzestrzeni jest luksusem lub marzeniem.

Dlatego doceniam lato latem, zdrowie kiedy jestem zdrowa, młodość kiedy jestem młoda, a XXI wiek w XXI wieku.





sukienka – SIMPLE via ANSWEAR.com| sandały – Buffalo London| torebka – LaBorsa

Jeśli plnujecie zakupy na ANSWEAR.COM mam dla Was kod rabatowy – 20% na hasło MISSF. Kod ważny jest od dziś przez 7 dni. TU znajdziecie wszelkie informacje dotyczące promocji oraz tego jak wykorzystać kod.

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.