COKOLWIEK BY SIĘ JUTRO NIE WYDARZYŁO…

Wybiła 22. Słońce dosłownie chwilę temu wsiąkło w rozgorączkowaną ziemię. Czerwona łuna jeszcze rozpięta nad horyzontem. Nade mną ćma w amoku mizdrzy się do własnego cienia, niestrudzenie tłukąc w to samo miejsce na suficie. Na dnie kieliszka z czerwonym winem dryfują pijane meszki. Z pokoju obok dochodzą odgłosy oglądanego przez dzieci filmu. Coraz rzadziej chcą […]

Continue Reading

GULA W GARDLE

Tego dnia gęsty żar lał się z nieba wprost na moje plecy, dosłownie dzień wcześniej przyprażone do czerwoności. Niemrawo wodziłam grabiami po działce, mozolnie wyrównując ziemię i wydłubując z niej kamienie. Kilka metrów dalej tę samą czynność wykonywał mój mąż. Co moment przystawałam, zdejmowałam rękawice ochronne, robiłam łyka wody, rozmasowywałam odciski na dłoniach i łkałam, […]

Continue Reading

WIEDZIAŁAM, ŻE GDZIEŚ TU JESTEŚ

Na parkingu podziemnym panował półmrok. Masywne drzwi zatrzasnęły się z jękiem, wprawiając w ruch ociężałe cząsteczki powietrza. Lodowaty jęzor przeciągu liznął mnie po kostkach. Wzdrygnęłam się i nagle usłyszałam czyjeś kroki. Charakterystyczne. Szybkie, nieznoszące opieszałości, pewne. Znajome… – Niemożliwe – pomyślałam – przecież ten parking jest wielki, to miasto ogromne, niemożliwe, że to Ona… Niepodziewanie […]

Continue Reading

KICZOWO DOLNE

Mam znajomą, która tak bardzo wstydzi się tego, jak wyglądała w dzieciństwie, że konsekwentnie niszczy ślady swojej przeszłości. Była grubym, pociesznym dzieckiem, kochającym jedzenie i zupełnie nieświadomym swoich dodatkowych połaci ciała – tak wygląda na nielicznych fotografiach, które zdołała zachować jej matka, a których nie mógł zobaczyć nawet jej mąż. I gdyby nie to, że […]

Continue Reading

KOCHANE DRZEWA!

Kiedy ktoś odwiedza nas po raz pierwszy, tłumaczę, że to taki dom „zaraz za brzozowym zagajnikiem”. Mięknie mi wtedy serce. Staję się Sarą z Brzozowego Zagajnika. To prawie jak Ania z Zielonego Wzgórza. – Nie macie pojęcia, jak my wam tych brzóz zazdrościmy – powtarza nieustannie sąsiadka. Ale brzozy nie są nasze. Owszem wdzierają się […]

Continue Reading

TWÓJ SKRAWEK PLANETY

Wile razy o tym piszę – kocham powroty do domu. Za domem tęsknię, kiedy jestem na wakacjach. Podziwiam ludzi, żyjących na walizkach – ja bym nie mogła. Każdy wyjazd muszę „odchorować” dłuższym pobytem w domu. I choć może głupio się do tego przyznawać, bywa, że rezygnujemy z jakiegoś wyjazdu, bo tak dobrze nam w domu. […]

Continue Reading

KAMELEON W MIEJSKIEJ DŻUNGLI I ROZTERKI STAREJ BLOGERKI

Dziś przychodzę do was z bardzo prostą instrukcją, jak stać się niewidzialnym w miejskiej dżungli. To stosunkowo proste. Ubieracie się, jak chcecie, a następnie w mieście szukacie ściany, która wygląda dokładnie tak jak Wy, voila! Mąż coś napomknął, że za bardzo zlewam się z tłem i może poszukamy jakiegoś innego miejsca dla kontrastu, ale ja […]

Continue Reading

OŁOWIANE NIEBO

Wczoraj wróciliśmy z Bieszczad. To taki dziwny moment, bo zawsze obiecuję sobie, że będę roztropnie gospodarować emocjami, jednak jak zwykle na połoninach roztrwoniłam serce i duszę. Teraz na sofie zamiast mnie siedzi łzawy ludzki worek, gotów rozlać się w każdej chwili. Minął raptem tydzień, a wróciłam do innego miejsca. Przed kuchennym oknem zalotnie kołyszą się […]

Continue Reading

JEST TU MIEJSCE DLA KAŻDEGO

Bycie w tym samym tygodniu w Norwegii i w Grecji, to jak odwiedzenie dwóch planet i to takich z różnych galaktyk. Podczas kiedy w Norwegii z zaciekawieniem wypatrujesz człowieka, a zobaczywszy jednego, krzyczysz „obczaj, człowiek!”, w Grecji masz wrażenie, że ktoś rzucił hasło „ej, tam są wszyscy” i wszyscy tam poszli. Nie wspomnę nawet o […]

Continue Reading

PRZEPISY DLA DZIECI, MAŚLANE CIASTECZKA

Pamiętacie ten odcinek Przyjaciół, w którym Phoebe robi przepyszne ciasteczka? Zapytana, o to, dlaczego piecze je tak rzadko, odpowiada, że to po prostu nie fair wobec pozostałych ciastek. I tak właśnie jest z tymi maślanymi ciastkami. Od Was zależy, czy zrobicie je, czy nie, bo z pewnością pozostałe ciastka będą się z tym źle czuły. […]

Continue Reading