Dlaczego Polska?

Autor: Miss Ferreira

Zawsze, kiedy wspominam o moim mężu Brazylijczyku, dominuje pytanie: „jak on wytrzymuje w Polsce?” albo „dlaczego Polska? Dlaczego nie mieszkacie w Brazylii?”.
Nie inaczej jest podczas spotkań, rozmów, kiedy kolejni ludzie poznają mojego męża. Oczy pełne zdumienia, z niedowierzaniem kręcące głowy.
Pobrzmiewają w tych reakcjach kompleksy. Ale też jakieś skrajne niedocenienie kraju, w którym mieszkamy. Jakby tylko pechowiec mógł się tu urodzić i tylko szaleniec chciał z własnej woli tu mieszkać.
Nie oceniam tego, bo wiele lat temu byłam zakompleksioną Polką. Dziewczyną z tego biednego kraju w Europie Wschodniej, gdzie wszystko jest byle jakie, gorsze niż gdziekolwiek indziej, złe do tego stopnia, że nawet ordynarną chemię trzeba brać z Niemiec, żeby nasze polskie liche ubrania jakoś doprać w tych starych polskich zniszczonych pralkach.
Dlatego też, kiedy poznałam mojego męża w Londynie w 2006 roku, moja reakcja była taka sama.
Wtedy nie mogłam uwierzyć, że w ogóle chciał przyjechać do Europy! Po co z egzotycznego kraju palm i plaż podróżować kawał świata do deszczowego Londynu?
O mojej szarej smutnej Polsce przypomniałam sobie dopiero w listopadzie, kiedy mój przyszły mąż miał przyjechać, żeby poznać moich rodziców.
Martwiłam się, że zobaczy ten mój brzydki już kraj w upiornym jesiennym decorum.

Nasza biedna Polska

I kiedy myślę o tym wszystkim, o naszych polskich kompleksach, to mam poczucie, że wiem, skąd się to wzięło.
Urodziłam się w latach 80′ i pamiętam czasy prawdziwej bylejakości. Mam czwórkę rodzeństwa. W mojej głowie jak żywe są obrazy mamy kombinującej, skąd wziąć dla nas ubrania. Wspominam paczki przychodzące od dziadka z Niemiec. Jakby przychodziły z innego świata. Ich zapach do dziś jest tak żywy w moich wspomnieniach, że już na zawsze szynka konserwowa będzie dla mnie aromatem luksusu. Podobnie jajka niespodzianki. Dzidek upychał je gdzieś po tych paczkach. Dla nas były wtedy cenniejsze niż jajka faberge. I one także były przesiąknięte tą tajemniczą wonią.
Dopiero po latach zrozumiałam, czym ona była. Tak pachną supermarkety. I wierzcie mi lub nie, ale nawet dziś, gdy wchodzę do Lidla, uderza mnie ta woń.
Wiecie, czego to zapach? Dobrobytu.
Pamiętam też rozmowy dorosłych. Gdy siedzieli przy tych suto zastawionych skromnych stołach, a moje dziecięce ucho wyłapywało słowa takie jak „chała”, „szmira”, „bieda”, „zachód”.
Niewiele z tego rozumiałam poza tym, że chyba przyszło mi żyć w biednym kraju.
Jednak „mój kraj” i tak był krainą mlekiem i miodem płynącą w porównaniu do dzieciństwa moich rodziców. Niedawno skończyłam czytać „Chłopki” i choć jest to opowieść o naszych matkach i babkach, to jest to też dzieciństwo mojego taty. Potworne, prawdziwie biedne, łamiące serce.
Być może jeszcze gorszego doświadczyła jego matka, a moja babcia.
Sądzę, że mamy to gdzieś w krwiobiegu. Poczucie, że Polska jest gorsza, że tyle powodów do wstydu. U progu 2024 roku zupełnie niesłuszne.
Bo choć nie żyjemy w idealnym kraju, to żyjemy w kraju, który dla wielu jest marzeniem.

Polska krajem marzeń?
Pierwszą osobą, która wzbudziła moją refleksję pt. „cudowny kraj” była moja teściowa. Co ją urzekło? Wszystko. Naprawdę wszystko. Od pogody (serio, serio) przez jedzenie, przyrodę, ludzi, czystość, opiekę medyczną, darmowe szkolnictwo, bezpieczeństwo na ulicach po ten właśnie dobrobyt.
To ona nauczyła mnie, że jesień jest piękna. Pierwszy raz zobaczyła tę porę roku w Polsce.
Zjeździłam cały świat, a nie widziałam nic piękniejszego – mówiła, patrząc na złote drzewa.
Ona też uświadomiła mi, że kiedy pada śnieg, należy włączyć świąteczną muzykę i cieszyć się nim. Dla Brazylijczyków śnieg jest tym, czym dla nas zorza polarna.
Kilka miesięcy temu przechadzałam się z ojczymem mojego męża po urokliwych lubelskich uliczkach. Szedł zafascynowany pięknem tego miasta. Uporczywie jednak wpatrywał się pod nogi. Zapytałam więc, czego szuka?
– Śmieci! – odparł – szukam śmieci! – nie mogę uwierzyć, jak czysto jest w tym kraju, jak może nie być śmieci na ulicy!
Przypomniałam sobie nasze ostatnie zagraniczne wypady. Londyn, Grecja, Włochy. Wszędzie mnóstwo śmieci. Mam wrażenie, że i u nas w Polsce swego czasu tak było, ale od lat wszystkich odwiedzających Polskę naszych znajomych, uderza czystość ulic.

Mój mąż zawsze opowiadał, że Brazylia jest niebezpiecznym krajem. Było to dla mnie pojęcie abstrakcyjne. Dowiadywałam się, że dwa razy był zaatakowany w autobusie przez ludzi z bronią. Jego siostry NIGDY w życiu nie korzystały z komunikacji miejskiej. W każdym mieście są dzielnice, do których nikt normalny się nie zapuszcza, a jeśli przyjdzie ci już przez nie przejechać, to przejeżdżasz dla własnego bezpieczeństwa na czerwonym świetle. Bo jeśli się zatrzymasz – stać może się wszystko.
Te opowieści traktowałam trochę jak takie miejskie legendy, dopóki nie zamieszkała z nami teściowa. Panikowała, kiedy na placu zabaw traciłam z oka któreś z dzieci. Nie mogła zrozumieć i zaakceptować mojej nonszalancji, którą traktowała jako nieodpowiedzialne zachowanie.
Gdy dzieci zaczęły same chodzić do szkoły, nie mogła uwierzyć, że tak po prostu pozwalamy im wyjść z domu.
A kiedy odwiedził nas w tym roku ojczym mojego męża, zobaczywszy moją córkę, która wychodziła na autobus, żeby pojechać do miasta, aż parsknął. Spojrzał na mojego męża wymownie i zapytał: wyobrażasz sobie coś takiego w Brazylii?
Oczywiście, że są w Brazylii miejsca bezpieczne. Tam, gdzie jedziemy i spędzamy nasze wakacje tak właśnie jest. Pozwalamy dzieciom spacerować się po okolicy samodzielnie.
Ale już sam fakt, że trzeba mieć wiedzę, gdzie możesz poruszać się swobodnie, a gdzie ryzykujesz życiem, sprawia, że mam gęsią skórkę i doceniam naszego lokalnego żula, że jedyne zagrożenie, jakie stanowi, to zagadywanie w nieodpowiednim momencie.

Kiedy wspominam, że dla Brazylijczyków nasz system opieki zdrowotnej jest utopią, ludzie nie wierzą. Ja naprawdę wiem, że wszyscy mam przynajmniej jedną straszną przygodę z NFZ w tle, ale wyobraźmy sobie system, który jest tak zły, że chcesz umrzeć i przejść na łono NFZ.
Wystarczy chyba powiedzieć, że nie znam ani jednej Brazylijki, która rodziła w państwowym szpitalu oraz żadnej, która rodziła naturalnie.
W związku z tym porody wiążą się tam z ogromnymi kosztami.
O ile wiem, Brazylijczycy wybierają konkretne programy medyczne, które kosztują krocie, a nie obejmują mnóstwa procedur medycznych.
Ludzie żyją w strachu, że zachorują, coś im się stanie i nie zostanie udzielona im pomoc medyczna.
Prywatna służba zdrowia istnieje, ale jest raczej dobrem luksusowym. Kiedy moja teściowa mieszkała w Polsce i potrzebowała lekarza, korzystała z płatnych usług i była w szoku, że jakie to u nas tanie.
Ja oczywiście nie twierdzę, że w Polsce jest tanio, ale jak drogo zatem musi być w Brazylii, gdzie ludzie żyją zdecydowanie biedniej, niż w Polsce.

Nasz piękny kraj

W maju tego roku pojechaliśmy z mężem na Okęcie, żeby odebrać jego ojczyma, który po raz pierwszy przyjechał do Polski.
Był piękny słoneczny dzień. Pędziliśmy szeroką drogą ekspresową meandrującą pośród nieskończonych pól rzepaku.
Kiedy prosił, żeby zwolnić, bo co chwilę chciał robić zdjęcia, oniemiały z zachwytu, poczułam ogromne emocje. Uświadomiłam sobie, że przyjechał do mojego PIĘKNEGO KRAJU.
Widziałam jak pożera wzrokiem krajobraz, jak zachwycają go ogrody, pola, drzewa.
Gdy zobaczył nasz dom i zrobił pierwsze kroki na tarasie, wzruszenie odebrało mu mowę.
Oprowadzaliśmy go po najciemniejszych zaułkach Krakowa, Lublina, Kazimierza, gdzie czyhały na niego jedynie kolejne piękne kadry do zdjęć.
Dopytywał, jak w Polsce działa gospodarka, medycyna, polityka, szkolnictwo i miał jeden komentarz „może kiedyś w Brazylii też tak będzie”.
Ostatniego dnia zabrałam go na moje łąki. Fascynowały go bociany, na które nieustannie polował z aparatem. Udało nam się podejść bardzo blisko osobnika, który akurat szukał obiadu.
Nagle wzbił się w powietrze, zjawiskowy, majestatyczny i symboliczny. Patrzyliśmy jak przecina majowe niebo i wtedy mój teść powiedział:
Wiesz, kiedy dwadzieścia lat temu twój mąż opuszczał Brazylię, nigdy NIGDY – podkreślił – nie przypuszczałbym, że będzie wiódł takie dobre, spokojne i piękne życie tu w Polsce.

To jest wpis tylko o tym, jak dobrym krajem do życia jest Polska, bo o tym, jak złym jest, wiemy wszyscy.
Nie będę pisać o naszych bolączkach, bo ten temat dominuje w naszych rozmowach.
Spójrzmy na Polskę oczyma tych, którzy mogą o niej jedynie marzyć.
Dziś w komentarzach piszemy tylko o tym, za co kochamy nasz kraj.

Podobne posty

7 komentarzy

Ola 23 listopada, 2023 - 8:41 am

Umiemy pomagać. Gadamy czasem wierutne bzdury, powtarzamy głupie treści po kimś, ale w głębi serca nie zawsze tak myślimy. Jak trzeba, wyciągniemy pomocną dłoń!

Odpowiedź
Agnieszka 23 listopada, 2023 - 1:40 pm

Ja mieszkałam 5 lat w Anglii i dobrze całkiem mi tam było ale bardzo tęskniłam za polskimi lasami…Teraz, jadąc przez Polskę samochodem, co chwila rozpromieniam się zachwytem 🙂

Odpowiedź
Marta 29 listopada, 2023 - 8:48 am

Podpisuję się pod tym tekstem obiema rękami, a nawet nogami! I mówię to z perspektywy osoby mieszkającej tymczasowo w Italii, tak przez nas gloryfikowanej. Dopiero gdy przyjechałam tu na dłużej dolce vita nie wydaje się już tak realna, za to doceniłam polski transport publiczny (serio! Wiem, że wykluczenie komunikacyjne itd. Ale to wciąż tysiac razy lepszy system niż we włoskich miastach bez metra), NFZ, nasze zajebiste i tanie second handy, piękne krajobrazy, zieleń wszędzie (mimo betonozy!) i porządek. Chyba taka już nasza natura, że lubimy to narzekanie 🙂 ja mówię, że narzekanie to polski small talk 😀

Odpowiedź
moi 24 listopada, 2023 - 12:30 pm

W koncu się doczekałam pozytywnego głosu związanego z naszym krajem:)
Niestety jako Polacy czesto oceniamy nasz kraj pod względem politycznym a zapominamy o innych walorach.
Jesli slyszę głosy narzekania na nasz kraj to mowię :”jedż pomieszkaj w innym kraju,nie jako turysta ale jako obywatel”.
Mieszkałam kilka lat we Francji) i po kolejnych podpaleniach autobusow/aut ,napadów na ulicy podjęliśmy decyzję o bezpiecznym zyciu w Polsce.
Nie żaluję:)więc wszędzie dobrze gdzie nas nie ma …

Odpowiedź
joanna 30 listopada, 2023 - 12:43 pm

Odpowiedź na pytanie,dlaczego ciągle u nas jest bezpieczniej, jest banalnie prosta.Drżę na myśl,że może nas czekać los Francuzów.I nie jest to nieuzasadniona fobia.Też mieszkałam we Francji.

Odpowiedź
JUSTYNA 25 listopada, 2023 - 6:40 am

Mam ostatnio dość podobne przemyślenia w kontekście opowieści mojego partnera. Często bywa w krajach dużo biedniejszych niż Polska i opowiada, z jakimi problemami ludzie tam się mierzą. I jest tak jak piszesz – ludzie marzą o NFZ, o darmowych szkolnictwie, o łazienkach w szkole, o bezpieczeństwie na ulicach.

Odpowiedź
Agnieszka 26 listopada, 2023 - 3:52 pm

Byłam w tym roku na Sardynii – i oczywiście pięknie, góry, morza – no ale drogi to my mamy lepsze (oczywiście pewnie nie wszędzie) – ale taka moja konkluzja. Krajobrazy, bliskość lasów do spacerowania, czystość chodników (w większości)

Odpowiedź

Napisz komentarz