PRZETRWALNIK JESIENNY!

„ Harry, zdradzę Ci sekret. Każdego dnia, raz dziennie zrób sobie jakiś prezent. Nie planuj go, nie czekaj na niego, pozwól by do Ciebie przyszedł. To może być nowa koszulka z działu męskiego, drzemka w biurze albo dwie filiżanki, dobrej, gorącej, czarnej kawy.”

Tak onegdaj powiedział mój chłopak, czyli agent Cooper z Twin Peaks i wygląda na to, że to jest remedium na jesień Moi Drodzy.
Każdego dnia coś miłego. Cokolwiek.

#muzyka
Jest muzyka, która nigdy nie smakuje tak, jak jesienią właśnie. Albo może inaczej, jesień wydobywa z muzyki te najdramatyczniejsze tony. Czy jest tu ktoś, kto nie wyobrażał sobie, że gra główną rolę w filmie? Przybliżenie na Waszą twarz, gdy dostajecie potworną wiadomość. Przyjmujecie ją z oskarową rozpaczą. Ta scena wymaga jesiennej oprawy, wraz z Waszym sercem pęka niebo i wtedy z całą mocą rozlewa się „Hallelujah” Nicka Cave`a. Widownia spływa deszczem łez.
I zdarza mi się w upalny letni dzień odpalić niechcący coś typowo jesiennego np. Leonarda Cohena. Wyłączam prędko i nerwowo rozglądam się, czy przypadkiem liście nie zbrązowiały na drzewach. Nie ma co kusić jesieni.
Osobiście bez muzyki przeważnie nie mogę ruszyć z miejsca. Oto, co towarzyszy mi jesienią, polecam!
Jose Gonzalez
Smooth jazz
Nick Cave
Leonard Cohen
Roberta Campos (którą odkryłam na nowo dzięki teściowej!)
Michael Kiwanuka
Chet Baker (jakby jesień była muzyką, to właśnie taką!!)

Jesień to najlepszy czas na muzykę filmową!
Twin Peaks
Czekolada
Amelia
Django (od tego soundtracku jestem oficjalnie uzależniona, słucham w nieskończoność i nigdy mi się nie nudzi!)
Kill Bill
Pulp Fiction
Angelas Ashes (to propozycja dla tych, którzy chcą się dobić, sięgnąć dna i zapłakać na śmierć, ale muzyka jest nieziemska)
Big Litlle Lies

#czapka
Agent Cooper rekomendował koszulkę z działu męskiego, wątpię jednak żeby umiliło mi to jesienną egzystencję, ale zaprawdę powiadam Wam, kupcie sobie ładną czapkę.
W zeszłym roku spotkała mnie najprawdziwsza konfekcyjna tragedia. Dostałam czapkę, własnoręcznie zrobioną na szydełku przez Marysię. Cieszyłam się jak dziecko. Nie zdążyłam sobie selfie zrobić, kiedy jakiś zbir w PKP ściągnął mi czapkę z głowy na oczach wstrząśniętych współpasażerów i wyskoczył z pędzącego pociągu w czeluść nocy! (Dobra, tak naprawdę zostawiłam tę czapkę w pociągu, ale to jest tak beznadziejnie głupie i żałosne, że wstyd o tym pisać).
Niemniej warto mieć fajną czapkę. To znaczy taką, na widok której uśmiechniecie się do lustra przed wyjściem, zanim się rozpłaczecie na widok pogody po wyjściu.
Fajna czapka rozwiązuje szereg problemów: grzeje, załatwia stylówkę kiedy brak Wam pomysłów, załatwia fryzurę, kiedy zbuntują się włosy. Jeśli budżet Wam nie pozwala na jesienną zmianę garderoby, to nowa czapka w zupełności wystarcza.
Ja w tym roku mam piękną różową smerfetkę od Moniki Kamińskiej i za każdym razem, kiedy ją zakładam, jesień robi się bardziej znośna. To czarodziejska czapka.

#książki
To mój wstydliwy problem. Uwielbiam kryminały. Właściwie w jakimś stopniu kocham wszystko lekko nasączone krwią. Książki, filmy, muzykę.
Wygląda to tak, że kiedy idę do biblioteki, wychodzę z trzema książkami – dwa kryminały i jedna „wartościowa” książka. Wartościową literaturę kładę na wierzchu. Na wypadek, gdyby ktoś chciał mnie ocenić po okładce.
Jakiś czas temu odwiedziłam moją przyjaciółkę, z którą studiowałam. Mamy bardzo zbliżony gust literacki (np. naszą wspólną ulubiona książka jest „Cham” Elizy Orzeszkowej, potwornie mroczna, naturalistyczna, niedoceniona powieść nieszczęsnej „Walizy”) i zawsze wymieniamy się nowinkami. Pytam więc, czy ma coś fajnego do pożyczenia, a ona na to, jak z rękawa sypie tytułami kryminałów.
– Dziewczyno – wołam – a coś ambitniejszego?!
– Daj mi spokój! Pięć lat na polonistyce czytałyśmy tylko ambitna literaturę. Teraz czytam sobie kryminały.
Och, jak bardzo mi zaimponowała tą szczerością.
Ponieważ jesień jest wystarczająco nieznośna, daję sobie literackie fory. Pod koc najchętniej zabieram Miłoszewskiego, Mankella, Nesbo i Krajewskiego (czekam na Wasze rekomendacje!)
A z literatury niestrasznej, to pamiętacie „Jeżycjadę” Musierowicz?! Matko, jak ja to kocham. Zawsze, kiedy coś przypalę w kuchni, to robi mi się błogo i przypominam sobie kuchnię Borejków. Tej jesieni zamierzam przeczytać ponownie! Polecam i Wam.

#poniedziałek
Co jest straszniejsze od krwawej historii rodem z Nesbo? Oczywiście jesienny poniedziałek. Kiedy do tego piździ i leje, to naprawdę wydaje się, że w piekle jest lepiej, bo tam przynajmniej grzeją.
O poniedziałkach już pisałam – to nie jest tak, że życie aż tak bardzo mi doskwiera, ale zazwyczaj nasze weekendy są tak dobre, że żal się z nimi rozstawać.
Ostatnio jednak znalazłam sposób na poniedziałek! Planuję coś bardzo miłego, żeby czekać na niego z radością, kumacie?!
Z tego miejsca rekomenduję: fryzjera, randkę, zakupy internetowe w piątek tak żeby kurier przyjechał w poniedziałek, kawa z przyjaciółką.
Jest jeszcze jeden sposób na poniedziałek, właściwie niezawodny, ale trudny do realizowania – usuniecie go z listy dni tygodnia i dopisanie do weekendu. My tak zrobiliśmy tydzień temu.
Nie wiem czemu, ale wtorek to już zupełnie inna historia, rzut beretem do środy, która właściwie jest piątkiem na dobrą sprawę. W ogóle, jakby tak ustawowo zdelegalizować poniedziałek? Chyba zacznę zbierać podpisy.

#serial
Nie ma jesieni bez fajnego serialu. Niewiele jest rzeczy piękniejszych od zakopania się pod kołdrą z serialem. Ja osobiście jeszcze lubię mieć do tego wino i męża.
Pamiętam, że kiedyś któreś z nas bardzo mocno uderzyło się w głowę i zasugerowało, żeby może porobić jednak wieczorami coś ambitniejszego, bo tak życie spędzić na serialach w rozmemłanym łóżku?
Na szczęście poszliśmy po rozum do uderzonej głowy. Serial w łóżku to gwarant dobrego wieczoru, dobrego związku i dobrej jesieni.
Nie wiem co Wy oglądacie, ale ja cieszę się dziś jak dziecko, bo właśnie rusza drugi sezon mojego ukochanego Stranger Things.

#spacer bez telefonu
Albo przynajmniej bez czynnego udziału w internecie. Taki porządny spacer, żeby rozruszać te zdołowane endorfiny. To takie trochę wejście do oka cyklonu. Piździ, zawierucha, koszmar, ale jak już wyjdziesz z domu, to jest ok. Jest lepiej niż sądziłeś. Jest dobrze.
A jeśli nieustannie piździ, zawierucha i koszmar, to przynajmniej z powrotu do domu się cieszysz.
A to już jest coś. Wszak jest jesień, a ty się cieszysz!

#coś innego
Gdybym musiała znaleźć synonim słowa „jesień”, to chyba „monotonia”.
Latem człowiek czeka na wakacje, zimą na wiosnę, wiosną na lato. A jesień?
Ostatnio wyskoczyliśmy zupełnie spontanicznie do Kazimierza. Niby nic takiego. Coś innego niż zwykle. Moja teściowa nigdy nie widziała kazimierskich wąwozów. Prawie zemdlała z wrażenia.
Zabrałam ją też do domu Marii Kuncewiczowej. Można tam dosłownie usiąść przy biurku pisarki i zajrzeć do jej skoroszytu.
Pogoda była z rodzaju tych podlejszych. Nieznośnie mokre powietrze. A jednak dzień zaliczam do bardzo udanych. Może dlatego, że miałam na sobie różową czapkę.
W najbliższym czasie robimy też domówkę w stylu brazylijskim – brazylijskie jedzenie, muzyka, tańce, drinki. Rio de Janeiro w Polsce, w listopadzie, brzmi jak coś innego.

Jest coś takiego w jesieni, że masz ochotę się dobić. Skoro już jestem na tym dnie, to na boga, z przytupem!
Niech endorfiny będą z Wami!

sweter – lumpeks
spódnica – Stradivarius
płaszcz – KIOMI via Zalando
czapka smerfetka – Monika Kamińska
torebka – Lidl
zegarek – Aztorin

You may also like

26 komentarzy

  1. podpisuję się, ale przetrwalnik brzmi jakoś słabo… jesień jest super, trzeba z niej korzystać w pełni a nie „byle przetrwać” 🙂 książki, herbatka, kocyk, seriale, świece… a na dworze zapach liści, spacery – nawet w deszczu. To najcudowniejszy dla mnie okres w roku 🙂

    ps. moje poniedziałki też nie są takie złe, bo zawsze w poniedziałki idę do ulubionego second handu. A ja uwielbiam znajdować nowe perelki!

  2. jeśli jeszcze nie miałaś okazji poznać powieści Lee Childa- koniecznie sprawdź czy przypadną Ci do gustu! ja byłam uzależniona..dopóki mąż się nie dopadł.. teraz on jest uzależniony i czyta po kolei wyrywając mi spod nosa 😉 polecamy!

  3. Dziękuję za ten tekst, Saro. Jesień mnie boli, ale dzięki Tobie jest to łatwiejsze do zniesienia 🙂
    Jestem Twoją fanką, od jakiegoś czasu zaglądam tu regularnie i z niecierpliwością czekam zawsze na Twój kolejny tekst, rzucając się niego łapczywie, jak tylko się pojawi 🙂
    Ja tez uwielbiam Jeżycjadę! I od kilku dni chodzi za mną myśl, żeby przeczytać jeszcze raz!
    Dziękuję i załączam serdeczności:)

  4. cudowny wpis. <3
    u mnie w pracy mówiło się, że środa to taka mała sobota, więc można sobie w ten sposób życie ułatwiać 🙂
    A co do książek, ostatnio odkryłam Toni Morrison (dlaczego dopiero teraz?), a poza tym pochłaniam Kinga, Cobena, Lee Childa, czyli właściwie klasyka komercji. No i wreszcie wyszła ostatnia część Cmentarza Zapomnianych Książek Zafona!!! <333

    Czapka jest cudowna, w połączeniu kolorem szminki efekt jest piorunujący <3

  5. Przetrwalnik jesienny… Ech, przydaje się. Ale mam wrażenie, że z tą jesienią jest tak. Jak jest dobrze, to choćby deszcz zacinał, a szarość wlewała się przez wszystkie okna, to i tak będzie dobrze. (przynajmniej ja mam tak w tym roku). A jak jest źle, to niewiele z umilaczy pomoże (to doświadczenia z lat poprzednich).
    Ale, gdybym miała dodać coś do listy, to: czekolada obowiązkowo. Pochłaniana w ilościach hurtowych. Na co dzień wolę pizzę, frytki, zapiekanki, na słono, na ostro. Kiedy tylko przychodzą chłodniejsze dni rzucam się na tę biedną czekoladę jak głupia.
    A książki jesienią, to już obowiązkowo lekkie. Coś przy czym nie będę się stresować i martwić. Kryminały się dobrze sprawdzają, u mnie też jakieś czytadła z lekkim wątkiem miłosnym. Bez dramatów, bez rozpaczy. Na pewno nie wtedy, kiedy jesień z liścia daje. No i kąpiele z książką oczywiście. (Bez świeczek niestety, kota mam i jakoś mu za bardzo nie ufam).
    A co do poniedziałków, to już dawno jeden z moich ulubionych dni – idę wtedy zawsze na kawę do miasta i do biblioteki. 😀

  6. Z muzyki na jesień obowiązkowo Selah Sue i Bebe (internety podsunęły mi Bebe Cocaine i wsiąkłam absolutnie). Z książek zamówiłam Trupią Farmę – o projekcie naukowym Billa Bassa i coś mi mówi, że Tobie również by się spodobała 😉

  7. Dla mnie też kryminały to literatura no. 1, polecam sięgnąć po Remigiusza Mroza (seria z Chyłką albo z Forstem) – geniusz (jak zresztą wszystkie książki tego autora)! Poza tym Katarzyna Puzyńska i cykl o policjantach z Lipowa, oraz Katarzyna Bonda i Cztery żywioły Saszy Załuskiej. Dla tej trójki chapeau bas 🙂
    Uwielbiałam Jeżycjadę! Czasie! Zatrzymaj się, błagam. Pozdrawiam ciepło 😉

  8. No i widzisz, jakie Ty masz oddziaływanie – wchodzę do sklepu MK, a tam czapek brak (w tym kolorze, ale tylko on jest dla mnie ;))

    A z rzeczy nietypowych – własnie wróciłam ze SPA z przyjaciółką. I choć to tak naprawdę było 1,5 dnia przyjemności, to czuję się maksymalnie dopieszczone i zrelaksowana 🙂

  9. Oj, zdecydowanie mamy takie samo podejście do jesieni i… poniedzałku! Mój podpis na jego zdelegalizowanie już masz! 🙂
    Serial, kocyk, mąż i trunek zacny to jest to co także lubimy i praktykujemy… nie tylko jesienią 😉

  10. Jeżycjada, „Falbanki” Siesickiej i „Owocowa Seria” Izabeli Sowy to moje coroczne jesienne umilacze. Nie ma nic lepszego w listopadowe popołudnie niż „Kwiat kalafiora”, koc, kot na kolanach i coś ciepłego do picia…Aż się rozmarzyłam 🙂

  11. Moim ulubionym jesiennym utworem na dobitkę jest Sia „Breathe me”, a aktualnie czytam „Wzgórze psów”Żulczyka, które całkiem niezle wpasowuje się w deszczową aurę. Pozdrawiam 🙂
    PS. Jest poniedziałek. Sypnęło śniegiem…

  12. Wpis trafiony w samo sedno 😉 Ja bym jeszcze dodała, że już właściwie „listopad-gównopad”, a więc jeszcze miesiąc i 6 dni i dopalam świąteczną płynę Michaela Buble. Tak naprawdę już od września tylko o tym myślę. Pozdrawiam słonecznie!

  13. Musietowicz… kolekcjonuję dla dziewczynek… jej dla nich to będzie chyba niezła abstrakcja (mam nadzieję, że nie:)).
    Serial z winem i mężem w rozmemłanym łożu… :)… praktykuję z lubością :)!!!

    P.S. Czapa prześliczna :)!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.