MÓJ CHŁOPAK!

Hej Synuś,

Dziś mijają dokładnie dwa lata odkąd zobaczyłam Cię po raz pierwszy.
Lekarze śmiali się, gdzie w moim brzuchu zmieścił się taki kolos. Brzuch żegnałeś ze stoickim spokojem, nie wyglądało na to żeby świat Cię zdziwił.
Z pozoru byłeś idealny. Ale po chwili okazało się, że Twoje małe serducho nie nadąża za Tobą.
Twoje serducho straciło rytm, moje pękło i naprawdę sądziłam, że utonę w oceanie łez.
Pojechaliśmy więc razem na przymusowe wakacje do szpitala.
A potem było już tylko dobrze i lepiej.

Pamiętam coś jeszcze, dzień w którym okazało się, że wprosiłeś się do mojego brzucha.
Płakałam prawie tak, jak na wieść o Twoim chorym serduchu.
Co tu dużo mówić, wszystko mi popsułeś. Wszystko. Miałam plany, super figurę, poukładane życie no i dwójkę dzieci.
Sądziłam, że nie dam rady, nie wiedziałam gdzie Cię w tym wszystkim umieścić. Po prostu nie było dla Ciebie tam miejsca.
Przez te dziewięć miesięcy wypłakałam oczy. W to że jesteś, uwierzyłam dopiero, kiedy na mnie po raz pierwszy spojrzałeś.
To była miłość dopiero od pierwszego wejrzenia. Przepraszam.

Ty chyba coś czułeś, bo przyszedłeś na świat tak skruszony, że nie śmiałeś się odezwać. Udawałeś, że Cię nie ma. Udawałeś w dzień, udawałeś w nocy, aż w końcu zacząłeś się nieśmiało uśmiechać.

Lolku, jak dobrze, że jesteś. Jak pusty byłby świat bez Ciebie, jak durna byłam bojąc się Ciebie, jak mogłam płakać, zamiast skakać ze szczęścia. Jak mogłam sądzić, że nie dam rady.
Siedzisz tu teraz obok mnie, nie wiesz że piszę list do Ciebie.
Chrupiesz śniadanie i mówisz „oble, ycha, acnego, mjam, mjam”, całość okraszasz tym rozkosznym uśmiechem z jednym dołeczkiem na prawym policzku.
Wiem, że podzielisz się tym śniadaniem z ubraniem i z podłogą, że poskąpisz go brzuchowi.
Jeszcze nie wiem co dziś zepsujesz i ile razy będę musiała zmienić Ci ubranie, ale wiem, że przyjdziesz sto razy, przykleisz się do mnie i powiesz „maaaama”, jakbym właśnie odchodziła na zawsze.

Dziękuję Ci, że jesteś.
Przepraszam, że czasem nie starcza mi siły, że widzisz, jak się złoszczę. Że czasem zupełnie nie rozumiem co mówisz. Że nie pozwalam Ci grzebać w torebce i jeść lekarstw, jak cukierków, że nie nie wolno Ci skakać z balkonu, biegać po ulicy, bawić się żyletką, uciekać z widelcem, jeść niedopałków i pić żrących płynów. Kiedyś zrozumiesz, że kierowały mną miłość i troska.
Wybacz, że wczoraj zostawiłam Cię na pastwę trawie, daleko, dwa metry od siebie i przez ułamek sekundy zakosztowałeś gorzkiego sierocego losu.

Mały, jak dobrze, że jesteś.
Jak dobrze, że sam zdecydowałeś i wprosiłeś się do mojego brzucha. Widać byłeś mądrzejszy.

Sto lat Mój Chłopczyku!








sukienka – Unisono | dżinsowa kamizelka – Sheinside | torebka – Paulina Schaedel
FACEBOOK | INSTAGRAM

You may also like

3 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *