Cielista sukienka i wielki sweter

Autor: Miss Ferreira

A więc stało się. Przyszedł czas jesienny mezalians pomiędzy zwiewną sukienką a grubym wełnianym swetrem. Byłabym nieuczciwa, mówiąc, że nie lubię tego mezaliansu.
Szczerze mówiąc to jedna z moich ukochanych kombinacji i niejeden gorący letni wieczór przeklinałam, że psuje mi stylizację. Mam też ogromną słabość do wielkich buciorów w zestawieniu z delikatnymi kieckami. Wyznaję zasadę, że im mniej sukienki, tym większe buciory. Obawiam się jedynie, że niedługo skończy się czas radośnie gołych nóg.
A jest dla mnie problem, ponieważ… chronicznie nie trawię rajstop.
Serio, od dziecka. Pamiętam, jak Mama kazała mi je zimą zakładać pod spodnie. O ludzie. Dziś dopiero rozumiem, że był to rodzaj tortury. I wiecie, do czego byłam wtedy zdolna? Potrafiłam wyjść zimą z domu w tych rajstopach, zdjąć spodnie za drzewem w mrozie i pozbyć się rajstop!
Potem obmyśliłam jeszcze lepszy patent. Obcinałam rajty tak, że zostawały z nich tylko majtki i skarpety, więc w razie kontroli, mogłam Mamie powiedzieć „no jasne, że mam pod spodniami rajtuzy, patrz!”.
Zresztą byłam dosyć pomysłowym dzieckiem. Swego czasu grałam na skrzypcach i szczerze tego nienawidziłam. Rodzice pilnowali, żebym dużo ćwiczyła, bo moja nauczycielka twierdziła, że 90% sukcesu to mozolne powtarzanie etiud w domu.
Co więc zrobiłam? Nagrałam się na magnetofon, puściłam nagranie głośno i uciekłam przez okno, żeby bawić się z dziećmi. Chciałbym zobaczyć miny moich Rodziców, kiedy odkryli moje rozdwojenie.
No ale ja dziś nie o tym. Chciałam wszak wyrazić swoją niechęć do rajstop. Cieliste uważam za zło. Cienkie czarne to rodzaj koszmaru. Swego czasu akceptowałam grube wełniane do zimowych stylówek, jednak i z nich wyrosłam.
Nie do końca potrafię wyjaśnić, skąd moja niechęć do rajstop. Czuję się w nie uwikłana, jakby ktoś mnie skrępował sznurem.
Dotyczy to właściwie całej garderoby. Wszystko, co przylega do mnie zbyt ściśle, ląduje gdzieś na konfekcyjnych rubieżach, aż pewnego dnia mówię sobie – dziewczyno, przecież to jest obcisłe, nie będziesz tego nosić.
Tak więc chwała ubraniom, które wyglądają jak pokrowce. W takich czuję się najlepiej.
Dziś mam na sobie sukienkę Talya, o której marzyłam i którą naprawdę lubię. Powiem Wam, że uwielbiam ten bieliźniany trend w modzie, a do sukienek o tym fasonie mam ogromną słabość.
Jednak najbardziej lubię je w towarzystwie olbrzymich ciepłych swetrów, ten upolowałam na Vinted.

Podobne posty

Napisz komentarz