Szkoła to sprawa moich dzieci

Autor: Miss Ferreira

Jest poranek pierwszego września. Odkąd mam dzieci w wieku szkolnym to dla mnie dzień emocji gęstych jak kisiel. Nie dlatego, że przejmuję się szkołą, ale dlatego, że ten dzień tak brutalnie odmierza czas. Dziś moja najstarsza córka zaczyna ostatni rok nauki w podstawówce…
Zupełnie nie mogę ogarnąć, że ten maluch, którego dopiero woziłam w wózku po Dziesiątej, marząc, żeby zasnął (wtedy ja poczytam i wypiję filiżankę kawy), idzie zaraz do liceum.
Tymczasem to były nasze pierwsze wakacje, kiedy dzieci w żadnym stopniu nas nie zmęczyły ciągłą obecnością. Pierwsze wakacje, kiedy ani razu nie wysyłałam ich w myślach do szkoły. To były dwa miesiące spędzone z fajnymi ludźmi, którzy mają już tyle swoich spraw, że ledwo ich w ogóle widywałam. Z ludźmi, do których można zadzwonić i poprosić, żeby ogarnęli dom i coś ugotowali. I powiem Wam, że kiedy patrzę na moje dzieciaki, nieustannie towarzyszy mi myśl, że wychowaliśmy fajnych, dobrych ludzi.
Wrażliwych, empatycznych, mądrych, takich, którzy nie przejdą obojętnie obok nikogo w potrzebie.

W lutym tego roku odwiedziliśmy przyjaciół pod Radomiem. Podczas spaceru po lesie odkryliśmy całą górę ciętych świątecznych choinek, które ktoś wyrzucił zapakowane w siatki z włókna, co było nie tylko nieekologiczne, ale niebezpieczne dla wszelkich zwierząt, które mogły się w nie zaplątać.
Dzieci nie czekały ani sekundy i zanim my dorośli naradziliśmy się, gdzie to w ogóle zgłosić, już zdejmowały siatki z choinek przy pomocy nożyczek. Zajęło im to kilka godzin, w których trakcie zebrały kilka kilogramów plastikowego włókna. Byliśmy z nich dumni.
Kilka dni później moja córka przyszła do mnie, mówiąc, że na półrocze będzie miała obniżone zachowanie. Dlaczego? Ogólnie za wygląd, styl ubierania, pasemka na włosach.
Przytuliłam ją mocno, prosząc, żeby w ogóle się tym nie przejmowała.
I choć moje dzieci chodzą do naprawdę fajnej szkoły, gdzie mają wielu mądrych nauczycieli, to polski system szkolnictwa jest dla mnie właśnie takim miejscem, gdzie pasemka bulwersują bardziej, niż zaśmiecony las.

 

Żegnaj szkoło i nigdy nie wracaj

Wspomnienia szkoły wracają do mnie w koszmarach. Jeszcze parę lat temu ubierałam je w jakieś eufemizmy, żeby nie nazywać rzeczy wprost. Tymczasem dziś już wiem, że byłam dzieckiem bardzo przez szkołę skrzywdzonym.
Okres podstawówki i liceum to najbardziej opresyjny czas w moim życiu. Jestem dorosłą babą z kredytem, która musi brać się za bary z inflacją i masą „poważnych” problemów, a jednak to jest niczym w porównaniu ze stresem, jakim karmiła mnie szkoła.
Zresztą doskonale pamiętam to uczucie z czasów dzieciństwa, kiedy zazdrościłam obsesyjnie ludziom dorosłości. Dorosłość zaś rozumiałam jednoznacznie – to czas, kiedy nie musisz chodzić do szkoły.
W końcu mam tę swoją wymarzoną dorosłość i zdania nie zmieniłam. Za nic w świecie nie wróciłabym do czasów dzieciństwa, właśnie ze względu na szkołę. Dzień, w którym uświadomiłam sobie, że czas edukacji mam za sobą, był jednym ze szczęśliwszych w moim życiu. Poczułam się wolna jak ptak i miałam ochotę krzyczeć za Agnieszką Chylińską „fuck off nauczyciele”.
„Krnąbrna, zepsuta, okropna, zła, niegrzeczna” – słyszeli moi rodzice na zebraniach i wierzyli w to.
Już wtedy obiecałam sobie z całego serca, że jeśli kiedykolwiek zostanę matką, nie pozwolę, żeby szkoła stała się dla moich dzieci tak opresyjnym miejscem, jakim była dla mnie.
I słowa dotrzymałam.

Szkoła to sprawa moich dzieci


Moje dzieci są bardzo samodzielne. Same jeżdżą do miasta autobusami, piszą wiadomości: „mamo, zaraz rozładuje mi się telefon, więc się nie martw, dzwoń do X”, piorą swoje ubrania, a Lolek od lat jest domowym mistrzem smażenia omleta. Najlepszą pizzę robi Marynia, a Sofija wspaniale piecze. Jestem przekonana, że mogłabym zostawić ich na tydzień samych w domu i nie dość, że nic złego by się nie wydarzyło, to jeszcze zamiast zwyczajowego sajgonu, byłby porządek. Od lat obserwuję, że jeśli dajesz dziecku wolność, zaufanie i odpowiedzialność, to ono czuje się uskrzydlone takimi przywilejami. Przykładowo, kiedy jesteśmy w domu, zdarzają się pomiędzy dziećmi awantury, czasem takie, kiedy musimy interweniować.
Wiem natomiast, że takich awantur nie ma w czasie naszej nieobecności. Dlaczego? Ano właśnie dlatego, że nas nie ma. Dzieci momentalnie dorośleją, bo są odpowiedzialne same za siebie.
Kiedy wracamy, często zdarza się, że dom jest posprzątany, a na stole w kuchni czeka na nas ciasto.
Bardzo mnie to wzrusza. Patrzę wtedy na te ich dumne gęby i oczy mówiące „dziękujemy za zaufanie”.
Nie inaczej jest ze szkołą. Wiemy, co dzieje się u naszych dzieci, ale szkoła jest ich sprawą. Pierwszą poważną odpowiedzialnością w życiu. Nigdy nie odmawiamy pomocy, jeśli jej potrzebują, natomiast wstyd za niewykonanie swoich obowiązków jest ich wstydem. Muszą sami pamiętać, co mają zadane, co mają przynieść, co nadrobić w razie nieobecności.
Mogą do nas przyjść z każdą jedynką i zawsze dostaną wsparcie, bo sama doskonale pamiętam, jak pały bolą same w sobie, a dodatkowy ochrzan od rodziców jest jak posypywanie rany solą.
Rozmawiamy skąd ta jedynka się wzięła. Czy jest wynikiem trudności w nauce, czy tego, że komuś nie chciało się nauczyć?
Reasumując – w naszym domu nie robi się ze szkoły wielkiego halo. To TYLKO szkoła i nikt nie będzie pamiętał, co moje dzieci miały na świadectwach w podstawówce.
To AŻ szkoła – obowiązek, do którego moje dzieci mają podchodzić uczciwie i rzetelnie. My rodzice jesteśmy jedynie szarą eminencją całego procesu.

I na koniec mam taką refleksję. My dorośli bardzo często wymagamy od dzieci więcej niż od siebie samych. Oczekujemy od nich rzeczy właściwie niemożliwych. Że będą wzorowymi, grzecznymi uczniami, zorganizowanymi, pamiętającymi o swoich obowiązkach.
Nam dorosłym też czasem się nic nie chce, mamy ochotę pieprznąć wszystkim, nic tylko siąść i płakać. Bywamy źli i nie wiemy czemu, zapominamy o ważnych rzeczach, albo bezmyślnie robimy głupoty.
Tymczasem warto na każdym etapie rodzicielstwa pamiętać, że dziecko to TYLKO i AŻ człowiek.
I każdy, ale to każdy człowiek bez względu na wiek, popełnia błędy. A ten mały człowiek ma do nich nawet większe prawo, bo dopiero uczy się życia.

W nowym roku szkolnym życzę nam wszystkim więcej luzu.

Podobne posty

4 komentarze

Karolina 2 września, 2022 - 8:21 am

Super wpis! Pozdrawiam serdecznie!

Odpowiedź
Gośka 2 września, 2022 - 11:54 am

Bardzo fajne podejście nie jeden dzieciak chciałby taką rodzinę;)
Również wspominam szkołę z ciarkami na plecach.Moje córki od nas mają wsparcie,zawsze i wszędzie.
Jak za dużo marudzą na szkołę to mówię; przyszłość w waszych rękach.Jak się będziesz uczyć i starać tu i teraz takie życie będziesz mieć 😉

Odpowiedź
Agnieszka 2 września, 2022 - 9:40 pm

Droga Saro,
Nie znam nikogo w przestrzeni internetu, z kim zgadzałabym się tak, jak z Tobą. W każdym wpisie są moje myśli ubrane w słowa ❤️

Odpowiedź
Pola - Odpoczywalnia 4 września, 2022 - 7:34 pm

Gratuluję Sara, właśnie do tego tez dążymy w wychowaniu naszych dzieci. Ściskam:)

Odpowiedź

Napisz komentarz