JAK STWORZYĆ SZAFĘ KAPSUŁOWĄ?

Jakiś czas temu przyszła do mnie moja najstarsza córka, która jest już mojego wzrostu, ma własny bardzo wyrazisty styl i pyta z takim ironicznym uśmieszkiem: „mamo, a jak ty byłaś taka jak ja, to nosiłaś te spodnie biodrówki?”.
Ponieważ wiem doskonale, co się święci, przybieram obojętny wyraz twarzy i lodowatym tonem odpowiadam „nosiłam, a co?”.
Ona na to zaczyna chichotać i widzę, że to nie jest udawane, ją to naprawdę śmieszy i kiedy już rechocze na całego, między jednym atakiem głupawki a drugim, dorzuca:
– Jak wy mogłyście to nosić, przecież z tych spodni wystawała cała pupa! – i ryczy ze śmiechu.
A stoję przed nią ze swoją matczyną powagą i zaprawdę nie wiem, cóż to była za moda, że nosiło się spodnie, z których pupsko łypało na świat wąskim okiem. Trudno teraz powiedzieć.
Ostatecznie odwdzięczyłam się córce złośliwą uwagą, że kiedy byłam w jej wieku, to największym obciachem były takie marchewki, jakie ona teraz nosi!
Co akurat nie było jakąś wyborną ripostą, bo sama takie noszę. Na koniec dodałam, że moda wraca i dopiero będzie afera, jak ona zacznie nosić biodrówki, mając tyle lat, co ja teraz. Już wypatruję jej gołego tyłka za dwadzieścia lat! Ha.


Spójrzcie tylko, gdzie są moje spodnie! jestem przekonana, że osoby siedzące za mną mają przed sobą niezapomniany widok. Cały czas szukam odpowiedzi na pytanie, co ja sobie myślałam, zakładając to futro i czesząc się jak matrona. Jeśli ktoś z Was ma odpowiedzi na te pytania, będę wdzięczna.

BIODRÓWKI, STRINGI, JEJ PIEKNE CZARNE OCZY
Kiedy moja córka pyta o biodrówki, nie ma pojęcia, że to dopiero początek strasznej sytuacji tysięcy polskich tyłków w latach dziewięćdziesiątych… Otóż nie wie, że pośladki oddzielone są od siebie kawałkiem sznurka, czyli stringami. Ponieważ cała pupa wystaje ze spodni, naturalnie wystają z niej również majtki, za które może pociągnąć osoba siedząca w ławce za tobą…
Pamiętam, że moją Mamę zalewała krew, że noszę taką bieliznę.
Czasem wpadała do mojego pokoju z koszem czystego prania, kładła na biurku garść majtek i mówiła:
– Proszę, twoje sznurki!

Co prawda nie mam czarnych oczu, ale najwyraźniej bardzo chciałam takie mieć, bo z uporem malowałam je dookoła czarną kredką, a całość doprawiałam czarnym cieniem. Byłam wtedy przekonana, że mam wielkie okrągłe oczy jak sarna. A teraz widzę wyraźnie, że ze zwierząt to bardziej jednak panda.
A z lalek to mniej Barbie, bardziej Chucky.


Więcej czarnego na oczach, więcej! (co prawda pierwsze zdjęcie jest z przebieranej imprezy, ale mój codzienny makijaż nie różnił się dużo).

Czy żałuję biodrówek, sznurków i czarnych oczu? Nigdy w życiu. I wy też nie żałujcie stylistycznych wpadek, czy to z młodości, czy z niedalekiej przeszłości. Przynajmniej jest się z czego śmiać.
Pomyślcie tylko o mnie. Założyłam bloga, bo uważałam, że świetnie się ubieram, a potem zobaczyłam na zdjęciach, że chyba coś tam nie gra.
Na szczęście ludzie pisali „dziwnie się ubierasz, ale super piszesz”.

KAŻDY MOŻE NAUCZYĆ SIĘ MĄDREGO KUPOWANIA
Na zawsze zapamiętam dzień, kiedy jako zupełnie początkująca i nieopierzona blogerka, dostałam swojego pierwszego mejla z „propozycją współpracy”.
Piszczałam z radości. To był ogromny projekt biznesowy. Otóż jakaś chińska marka odzieżowa zaproponowała, że wyśle mi ubranie w zamian za publikację na blogu.
Zupełnie nie zauważyłam kiedy, mój dom zamienił się w magazyn z chińską konfekcją. Nieustannie przychodziły do mnie kolejne paczki, a ja czułam się jak dziecko w krainie słodyczy.
Autentycznie nie wiedziałam, gdzie mam to wszystko trzymać. Robiłam wyprzedaże, rozdawałam ubrania przyjaciółkom, organizowałam konkursy i… z ekscytacją czekałam na kolejne paczki.
Nie uważałam, że jest w tym cokolwiek niewłaściwego. Nieetycznego? A cóż to za słowo.
To może chociaż pazerność? Bez przesady.
Kiedy myślę dziś o tamtej sobie, to poza tym, że nie mogę uwierzyć, że tak po prostu było, widzę też światełko w tunelu.
Jeżeli ja, czekająca od rana do nocy na kolejne pudła z chińskimi szmatami, mogłam przejść na stronę minimalizmu, to chyba każdy może?
Jeżeli bombardowana darmowymi ubraniami, nauczyłam się kupować z głową, to chyba każdy może się tego nauczyć?
A co chciałabym powiedzieć tamtej sobie sprzed dziesięciu lat?
Poczekaj dekadę, będziesz mieć kapsułową szafę, ułamek tych łachów, które masz teraz, ubieranie się będzie ci sprawiać o wiele więcej frajdy i zostaniesz zaproszona do naprawdę fajnego projektu, gdzie będziesz edukować ludzi, jak kupować mniej i mądrzej.

JAK KUPOWAĆ MNIEJ I MĄDRZEJ?
Do tego projektu zostałam zaproszona wraz z Magdą Kostyszyn i Olą Radomską przez sieć centrów handlowych.
W pierwszym momencie uznałam, że kto jak kto, ale ja chyba nie nadaję się na ambasadorkę takich miejsc. Okazało się jednak, że naszym zadaniem nie jest namawianie do kupowania i rzucenia się w wir konsumpcjonizmu. Przeciwnie. Projekt nazywa się ZRÓWNOWAŻONA SZAFA.
Jako ambasadorka warszawskiego Wola Parku miałam mówić jak kupować, żeby nie żałować swoich decyzji, żeby wybierać rzeczy, które posłużą jak najdłużej, jak kupować mniej, ale mądrzej i jak stworzyć małą przemyślaną garderobę, która będzie nas cieszyć i oszczędzać czas, który marnujemy na stanie przed przepastnymi wrotami szafy i jęczymy, że nie mamy czego na siebie założyć.

ZRÓWNOWAŻONA SZAFA
W ramach kampanii zostałam poproszona o stworzenie swojej szafy kapsułowej. Jeżeli jesteście z warszawy, możecie zobaczyć ją na żywo w Wola Parku i zainspirować się do zrobienia swojej.
Do rzeczy, co to jest ta szafa kapsułowa?
Jestem pewna, że część z Was takie szafy ma, nawet o tym nie wiedząc. Dla części z kolei nie jest to żadna nowość i tworzycie takie szafy od lat. Ja przez jakiś czas nie byłam świadoma, że posiadam szafę kapsułową, a to hasło wydawało mi się trochę skomplikowane.
Tymczasem jest to szafa, w której mamy niewielką ilość ubrań, ale wszystkie do siebie pasują i wbrew temu, że jest ich niewiele, można stworzyć z nich mnóstwo zestawów na różne okazje.
Taka mała przemyślana szafa sprawia, że w ogóle dużo łatwiej dobiera się do siebie ubrania i uwierzcie mi, oszczędza to nie tylko dużo czasu, ale wiele frustracji. Chyba każdy przynajmniej raz w życiu doświadczył uczucia, że przytłoczyła go ilość posiadanych rzeczy, a jednocześnie nie było się w co ubrać…
Wyobraźcie sobie szafę, w której macie tylko kilkanaście rzeczy, ale każdą uwielbiacie. To jest kwintesencja szafy kapsułowej.
Żeby się przekonać, czy to w ogóle to jest dla Was, wcale nie musicie robić konfekcyjnej rewolucji w swoim życiu. Na początek polecam mały eksperyment. Wybierzcie kilkanaście swoich ulubionych ubrań, przykładowo piętnaście i przez dziesięć dni korzystajcie tylko z nich. Jeśli Wam się spodoba, spróbujcie przedłużyć czas eksperymentu. Jeżeli po tym czasie okaże się, że nie tęsknicie za pozostałymi ubraniami, a z tych kilkunastu bez problemu tworzyliście stylizacje, to znak, że szafa kapsułowa jest dla Was. A żeby jeszcze bardziej ułatwić sobie życie, możecie zrobić telefonem zdjęcia gotowych stylizacji. Wtedy, zamiast myśleć, co założyć, przeglądacie stylizacje i wybieracie tę, która do Was danego dnia przemawia. Profesjonalne stylistki, które pomagają w zakupach, zawsze tak robią.
Wielu osobom taka szafa kojarzy się z bardzo prostym stylem i brakiem miejsca na szaleństwo.
To błędne przekonanie. Szafa kapsułowa odzwierciedlać Wasz styl. Moja szafa w Wola Parku jest dosyć minimalistyczna. Składa się z czarnej marynarki, klasycznego trencza, białych t-shirtów, dżinsów i cielistych botków.
Ale już szafa Oli Radomskiej to szaleństwo kolorów i kwiatów.


To moja szafa kapsułowa w Wola Parku

A to tylko kilka zestawów, które można stworzyć z tych ubrań. Zwróćcie uwagę, że jeśli do pierwszych zestawów dorzucicie trencz, wszystko będzie nadal do siebie pasować.
To właśnie piękno szafy kapsułowej.

MINI PORADNIK ZAKUPOWY
Posiadanie szafy kapsułowej ma szereg zalet, a jedną z nich jest to, że łatwiej dobiera się do niej kolejne ubrania, a co za tym idzie, mądrzej kupuje. Przygotowałam dla Was mały poradnik zakupowy. To lista zasad, którymi sama się kieruję, podczas robienia zakupów i naprawdę ułatwia mi to życie.

1. Czego potrzebuję?
Ja wiem, że czasem człowiek ma ochotę po prostu wpaść do sklepu i kupić sobie cokolwiek, na poprawę humoru, albo w nagrodę, albo zupełnie bez powodu. Bez względu na motywację, warto pamiętać, czego brakuje Wam w szafie, czego potrzebujecie?
Zakupy, kiedy wiemy, po co przyszliśmy, są łatwiejsze, przyjemniejsze i dają większą frajdę.

2. Co mam już w szafie?
Przed wyjściem na zakupy warto pstryknąć sobie zdjęcie naszej szafy. Wcale nie szczegółowe, żeby mniej więcej wiedzieć, co tam mamy, a kiedy spojrzymy na zdjęcie, od razu nam się przypomni. Mimo że uważam się za wytrawną zakupowiczkę, nabyłam niedawno czerwony sweter. Kiedy wróciłam do domu i zajrzałam do szafy, zobaczyłam, że mam niemal identyczny! Po prostu od wiosny go nie zakładałam i zapomniałam o nim.

3. Do czego pasuje mi to ubranie?
Pisałam o tym już wielokrotnie, ale powtórzę. Kiedy wpada Ci w ręce coś, co zawróciło Ci w głowie, zadaj sobie pytanie, do czego mi to pasuje? Może się zdarzyć, że do niczego, co oznacza, że albo nigdy tego nie założysz, albo będzie trzeba dokupić jeszcze więcej ubrań. Najlepiej, jeśli będzie nam to pasowało do przynajmniej trzech rzeczy. Wtedy da się zrobić z tego już kilka zestawów.

4. Czy zapiera dech?
To zasada, którą ukradłam z książki Elizabeth L. Cline „Ekoszafa. Ubieraj się dobrze”.
Choć początkowo wydawało mi się to naiwne, to chyba obecnie najważniejsza zasada, jaka się kieruję podczas zakupów. Bywa tak, że kupujemy coś, bo przecenione, żal nie brać, prawie ładne itd. Na koniec warto dobić się pytaniem, czy to zapiera dech? I jeśli nie, odłożyć na miejsce.

5. Ile razy to założę?
To również bardzo istotne, ponieważ jest to parametr, który pozwoli Wam ustalić faktyczną cenę ubrania. Jeśli w drogiej rzeczy będziemy chodzić non stop, z czasem okaże się tańsza niż nienoszona sukienka z promocji za dwadzieścia złotych.

6. Jaki mam budżet?
O wiele przyjemniej robi się zakupy, kiedy ustalimy budżet. To pozwala uniknąć wyrzutów sumienia, że wydaliśmy więcej, niż mamy w portfelu.
Polecam Wam też mój osobisty patent zakupowy. Załóżmy, że widzicie fajny sweter za dwieście złotych. Jest ok, spełnia część kryteriów, mieliście ochotę coś sobie kupić.
I w tym momencie pomyślcie: „mam budżet 200zł, co za to kupię?” Gwarantuję Wam, że nie tylko nie kupicie tego swetra, ale zaczniecie szukać czegoś odlotowego za te pieniądze.

7. Kup, przymierz w domu, zwróć
Można kierować się na zakupach rozsądkiem, znać siebie i swój styl, a i tak zgłupieć podczas mierzenia sukienki, która wpadła Wam w oko. Bywa tak, że nie możemy się powstrzymać, kupujemy, choć jakiś głos z tyłu szepcze – to było głupie. Nie ma się co dręczyć. Kupujemy, płacimy, mierzymy w domu, przy swoim świetle, pytamy bliskich o zdanie. Jeśli głos nie ustaje – zwracamy ubranie i po problemie.

Podczas naszej rozmowy z Magdą i Olą, obie dziewczyny powiedziały coś, co wydało mi się bardzo ważne. Kiedy ja perorowałam, że najważniejsze są etyka i ekologia, Magda odparła, że żadna skrajność nie jest dobra. Jeśli masz ochotę coś sobie kupić, to zrób to bez wyrzutów sumienia i poczucia winy. Zgadzam się z tym bardzo i nie chciałabym być osobą, która wpędza Was w poczucie winy.
Ola natomiast dodała na koniec, że od roku mamy tyle zmartwień i problemów, że jeśli sprawienie sobie czegoś, ma rozpędzić chmury nad naszymi głowami, to jest to ok.
Pod tym też się podpisuję.
Ja sama miałam plan w zeszłym roku, że ograniczę kupowanie jeszcze bardziej. Czułam jednak, że to by było, jak biczowanie się. Te kilka rzeczy, które kupiłam sobie w trakcie pandemii, poprawiły mi nastrój na długo i cały czas mnie cieszą.
Jakiś czas temu jedna z Czytelniczek napisała mi, że każdy ŚWIADOMY zakup jest dobry.
Trzymam się tego mocno i uważam, że w tym zdaniu zawiera się cała filozofia mądrych zakupów.

Na koniec zapraszam Was do obejrzenia naszej rozmowy z Magdą i Olą. Jest dużo śmiechu i wspomnień, jak kiedyś wyglądałyśmy.

A tak wygląda moja szafa kapsułowa

A na deser zapraszam Was w mają podróż do przeszłości!

Lady in red to ja na mojej studniówce. Posłuchałam wtedy rad mojej Mamy i kupiłam prostą ponadczasową sukienkę, myślę, że nawet dziś mogłabym w niej wystąpić. Wbrew woli mojej Mamy natomiast, poszłam na kilka dni przed imprezą do solarium. Dostałam jakiejś potwornej reakcji alergicznej, twarz mi spuchła do rozmiaru arbuza. Dlatego na zdjęciach ze studniówki jestem tak naprawdę Lady in red without face.

Czasy liceum, czasy dzwonów i ogromnych butów. To moda do której chętnie bym wróciła. Miałam wtedy bardzo długie piękne włosy, które przypadkowi ludzie potrafili skomplementować na ulicy. Te zdjęcia robiła nasza przyjaciółka na tradycyjnej kliszy. Potem szłyśmy do ciemni, gdzie wywoływała zdjęcia. Przepiękne doświadczenie. Nigdy nie zapomnę, jak białej kartce zaczynały pojawiać się zarysy postaci, aż stawały się ostre. To było jak magia.

Pewnie zastanawiacie się, co wyprawiam na pierwszym zdjęciu. Otóż odgrywam rolę Kaziuka z Konopielki. Jako dziecko i nastolatka robiłam furorę, odgrywając różne role z filmów, książek i kabaretów. Zawsze podczas imprez rodzinnych musiałam wyjść na środek i coś odegrać. Pamiętam, że dorośli dosłownie płakali ze śmiechu. Dlatego postanowiłam iść do PWST. Niestety tam jury tylko płakało. Natomiast z zieloną skórzaną kurtką nie rozstawałam się na krok. Mama znalazła ją dla mnie gdzieś w lumpeksie. Była moim znakiem firmowym. Niestety ktoś mi ją ukradł! Na serio. W jednym z londyńskich klubów. Jestem ciekawa, jakie były jej dalsze losy.
Druga fota chyba nie wymaga tłumaczenia. Co ciekawe sukienkę kupiłam z Mamą w pierwszym sklepie do którego weszłyśmy. Kosztowała 600zł i chyba była jedyną, jaką przymierzyłam. Był moment, kiedy uważałam, że wyglądałam na ślubie okropnie. Dziś myślę, że mogłabym spokojnie drugi raz pójść tak do ołtarza.
Z ciekawostek – do ślubu malowałam się sama 🙂

You may also like

5 komentarzy

  1. Fajny tekst 🙂 oj tak, moda mija i wraca i to jest w sumie fajne 🙂 a co do tych śmieszków z biodrówek i prawie całej pupy na wierzchu, to serio w obecnych czasach się z tego młodzież śmieje, kiedy to nosi się dół stroju kąpielowego pokazującego więcej niż zakrywa (czyli dosłownie całą pupę)? :p

  2. Boziu, ale wspomnienia.. Super!
    Co do studniówki, to kto chce to idzie, a kto nie chce to nie idzie. W czym problem? Moja koleżanka nie poszła na naszą studniówkę za namową drugiej koleżanki i żałuje do tej pory. Lepiej iść i się nudzić niż żalować. Dla mnie to najlepsza impreza (swój ślub już przeżyłam;))

  3. Ha, piąteczka – historia mojej sukni ślubnej jest niemal identyczna – gorset + prosty dół, pierwszy z brzegu sklep, chyba na Świętoduskiej, 900 zł i zaoszczędzone mnóstwo czasu i nerwów 🙂
    Do jeansowych biodrówek obowiązkowo stringi, a na wycieczkę w góry body, żeby po nerkach nie wiało 😉

  4. Ja się przywiązuje bardzo, stąd też łatwo byłoby mi pozbyć się rzeczy których nie nosiłam, może kiedyś by mnie znudziły a teraz widzę że gdybym się pozbyła mojej ulubionej pary jeansów to kupilabym podobne. Nawet jak idę do sklepów, to łapie ciągle za te same rzeczy, podobne do tych które mam w domu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.