CEBULA W TRAMPKACH

Wiecie czego w modzie nie lubię najbardziej? Kiedy słyszę, że czegoś „nie można”.
Że nie łączymy jakichś kolorów.
Że nie nosimy jakichś tam pasków, kiedy…
Że nie zakładamy czegoś na coś.
Że nie nosimy tego z tamtym.
Że nie możemy przebrać się za cebulę w trampkach.
Albo za kloszarda w rajtuzach.
Albo za papugę w gajerze.
Albo za detektywa w kaloszach.
Albo za Zielonego Kapturka.
Albo za dementora.

Kiedy tylko trafię na jakiś stylistyczny znak zakazu, natychmiast mam ochotę łamać przepisy modowe.
Na co dzień jesteśmy niewolnikami tak wielu konwenansów, że czemu być jeszcze zakładnikiem nitki i igły?
Tak mało mamy w życiu miejsca na bycie sobą, że niech nie ograniczają nas przynajmniej ubrania.
Ja mam jedną modową zasadę – nawet jeśli jestem cebulą w trampkach to jestem sobą. I tyle.

Kiedy Marynia była mała i nie mogła zdecydować, którą z ukochanych sukienek przywdziać – zakładała wszystkie. Do dziś uważam, że to fantastyczne rozwiązanie i nierzadko podążam tym tropem. Przykładowo dziś – stoję rozdarta przed lustrem – granatowa marynarka czy bordowe futro czy może jednak garnitur. Wtem myśl – dlaczego nie wszystko naraz?!
Zbezcześcić garnitur trampkami w cętki?! Czemu nie? Bo ktoś tak powiedział? Pff.
Oto geneza dzisiejszego stroju.
Jedno jest istotne – nieważne ile warstw mam na sobie, ile cętków, ile futra, czy jestem w pokrowcu czy w kocu, czy w kokonie – za warstwą, fakturą, deseniem i krojem – jestem ja. Ani nie moje sąsiadka, ani koleżanka, ani ukochana aktorka. Ja.

Ostatnio opublikowałam wpis z najzabawniejszymi moim zdaniem, sylwetkami z wielkich wybiegów. Podniosło się kilka oburzonych głosów, że „ach ta dzisiejsza moda!, cóż za okropność, za moich czasów…”.
Ktokolwiek to pisał, zapewne nie pamięta szerokich w barach, neonowych lat 80tych, tonących w morzu lajkry. Tsunami loków a`la pudel, które spustoszyło głowy naszych matek. Kreszowych dresów, w których wasi ojcowie robili furorę na dyskotece. Pośladków rodzaju żeńskiego i męskiego szczelnie zapakowanych w getry…
Nie kojarzycie? Spokojnie – będzie czas na odświeżenie pamięci, albowiem moda właśnie ogłosiła powrót do przeszłości – wyciągnijcie z szafy puchową kamizelkę Martiego McFlya, która dopiero co zmieniła status z „mega obciach” na „mega hit”.
Nie chcecie? Bojkotujecie modowe zdania rozkazujące? I dobrze!
Moda zeszła z wybiegu, puka do Waszych drzwi, a wy nie chcecie jej wpuścić – Wasze prawo.
Instytut Pantone każe Wam nosić zielony, a wy źle wyglądacie w żabiej skórze – olać to.

Zaprawdę powiadam Wam raz jeszcze – na co dzień jesteśmy niewolnikami tak wielu konwenansów, że czemu być jeszcze zakładnikiem nitki i igły?
A teraz idź, przywdziej to co definiuje Cię najszczerzej i bądź ponadczasowy – bądź sobą!

PS Autorka oczywiście ma świadomość, że istnieją sytuacje dresscodowe. Nie należy szczuć szefa pośladkami, na audiencji u papieża nie epatujemy popiersiem. Autorka – wbrew pozorom, nie upadła na głowę.



marynarka – lumpeks | spodnie i koszula – Mango | futrzak – Stradivarius | trampki – Adidas | torebka – Paul`s Boutique

You may also like

15 komentarzy

    1. Och, dziękuję!
      To już chyba moje własne włosy – ostatni raz u fryzjera poprawiałam kolor rok temu – jakieś delikatne refleksy. Tak – z farbowaniem żegnam się na doooobre! Pogodziłam się z faktem, że mam ładne włosy i nie muszę ich upiększać 😀

  1. Uwielbiam Twojego bloga, ale … za każdym razem jak tutaj jestem rzuca mi się w oczy zjedzone S : Jestem kobietą. JeSSSStem matką. Statystycznie częściej rodzę dzieci niż kupuję w Zarze.
    Pozdrawiam
    Laura

  2. Trzeba mieć dużo wyczucia, by połączyć tak elementy, o których inni mówią, że nie można. Bo pewnie, można narzucić na siebie wszystko, co się nawinie, ale na pewno nie osiągnie się wtedy takiego efektu, jak Twój. To musi być jednak kontrolowany chaos 😀

  3. też nie rozumiem tego utyskiwania nad ‚dzisiejszą modą’, bo prawda jest taka, że co sezon pojawiają się takie albo śmakie koszmarki, które albo odchodzą szybko w zapomnienie, albo przenikają do głównego nurtu i już nie są ‚be’. Tak było ze spodniami rurkami, pamiętam że byłam wtedy w gimnazjum i chodziło się tylko w dzwonach, a rurki kojarzyły się z obciachowymi wtedy latami 90. Żadna z nas nie chciała tego przywdziać. Pół roku później? Jak można nosić dzwony biodrówki?! Toż to szczyt obciachu! 😀
    Zazdraszczam tej marynarki z lumpka, oj bardzo <3 i bardzo lubię taką postawę jak Twoja. Czemu sobie czegoś zabraniać, bo ktoś tak powiedział? Najwazniejsze to czuć się dobrze i w zgodzie ze sobą!

    1. Dziękuję!
      Na powiekach – mój ulubiony cień od paru miesięcy – p2 nr 260 marsala – kupisz w Hebe.
      A na ustach – pomadka Pupa nr 403

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.