TĘSKNIĘ ZA LISTAMI

Niewiele jest rzeczy, za którymi tęsknię.
Nie wzdycham nad zeszłorocznym śniegiem.
Nie ubolewam nad minionym latem.
Bez żalu rozstaję się kolejnymi tygodniami życia.
Nie rozpamiętuję dzieciństwa.
Nie dokarmiam sentymentów.
Nie dorzucam do pieca wspomnień.
Raczej nie oglądam się za siebie.
Nie flirtuję z wczoraj.

Ale dziś rano, kiedy z zapałem buszowałam w po przeprowadzkowych kartonach, coś wpadło mi w ręce i obudziło mój starannie uśpiony sentymentalizm. Pudełko pełne listów.
Listów, które pisaliśmy do siebie z mężem namiętnie dwanaście lat temu. Kilogram odręcznie pisanych liter. Kilogram słów pokiereszowanych gdzieniegdzie moimi łzami. Kilogram wyznań. Kilogram zdań przemierzających Atlantyk, żeby wpaść do mojej skrzynki na listy w małej wiosce pod Lublinem. Kilogram zdań przemierzających Atlantyk, żeby wpaść do skrzynki na listy na pewnej brazylijskiej wyspie.
Tysiące kilometrów.
Tysiące słów.
Ocean tęsknoty.
Wszystko nas dzieliło, łączyły listy.

W piecu wspomnień zawrzało. Przypomniały mi się czasy wczesnej podstawówki. Pisałyśmy do siebie listy z siostrą cioteczną Kasią. To były najpiękniejsze listy świata. Pisane najstaranniejszym pismem na najpiękniejszej, obłędnie pachnącej papeterii, kupionej za odkładane zaskórniaki w ukochanym sklepie papierniczym.
Boże, jak dziś pamiętam – nie wiem czy kiedykolwiek w życiu, podejmowałam tak ciężkie wybory, jak wtedy gdy musiałam zdecydować się na jedną papeterię.
I drżenie ręki, gdy stawiało się pierwszą literę. I smutek, gdy kleks atramentu krzyżował mi plany.

A potem jeszcze w liceum. Pisałyśmy do siebie z przyjaciółką. Co zabawne, widziałyśmy się codziennie w szkole, ale z namaszczeniem przekazywałyśmy sobie te listy na przerwie, zaadresowane – „Sarkazm” (od imienia Sara) i „Orgazm” (od imienia Ola).

I pamiętam coś jeszcze sprzed tych dwunastu lat. Dojrzały poranek – ok godziny 10-11, gdy wiadomo było, że już przejechał listonosz. Jak biegłam do skrzynki, a kiedy bielił się tam list – drżały mi ręce i nogi.
I mamę, która pędziła do mnie z listem, krzycząc „jest! Jest list do ciebie, od Majkela!”.
I jak zaszywałam się w pokoju i czytałam najpierw zachłannie, co czwarte słowo, krztusząc się niemal jego treścią. A potem drugi raz – uważniej, i kolejny. Aż pamiętałam każde zdanie. I zaczynałam odliczać minuty do kolejnego listu.

Niewiele jest rzeczy, za którymi tęsknię. Nie żegnam się czule z teraźniejszością. Ale tęsknię za listami.
Dziś w mojej skrzynce też coś bieleje. Oschła korespondencja – piszą ze skarbówki, z ZUSu, z elektrowni. Piszą dostawcy, usługodawcy, bankowcy, handlarze.
Na oziębłym białym papierze, drukowanymi literami, używając słów odartych z uczuć. Zwracają się do mnie per „szanowna” a nawet gorzej – „szanowny kliencie, odbiorco, biorco, petencie, konsumencie” i zamiast ust, odbijają pieczątki…

Żaden mejl nie smakuje, jak odręcznie pisany list.
Trochę szkoda, że nie piszemy do siebie listów.
Że nie wybieramy najpiękniejszej papeterii.
Że nie otwieram kopert z troską, żeby ich nie rozerwać.
Trochę jednak szkoda tych tysięcy słów zaklętych w listy.

You may also like

13 komentarzy

  1. Też kocham listy i nie mam z kim pisać!
    Ten dzielacy Was Atlantyk… to takie romantyczne! Prosze, opisz nam kiedys historie tej milosci laczacej brazylijska wyspe z lubelska wioska:)

  2. Parę miesięcy temu wysłałam list w ciemno, na drugi koniec Polski, pod adres, który sto lat temu ktoś podał w internetach, żeby napisać. Kompletnie obca osoba, nawet nie wiedziałam czy ten ktoś nadal tam mieszka. List totalnie o niczym, co robiłam w wakacje, że mam okienko między zajęciami i że się nudzę. I dostałam odpowiedź! Nie pamiętam kiedy ostatnio tak waliło mi serce, jak przy otwieraniu koperty.
    Ludzie piszmy listy!

  3. oj taaak ja też pisałam listy – mam je jeszcze w kartonie. Z przyjaciółką, z daleką kuzynką spotkała na pogrzebie babci z drugiego końca Polski. Faktycznie brakuje mi tego. Piękne papeterie… chwilę oczekiwania.. teraz wszystko jest takie chłodne, bez emocji… zimne… zastanawiam się czy nie wrócić do tego zwyczaju..

  4. och no widzisz! Jakoś przegapiłam, przed świętami, że się przeprowadziłaś i stary adres już nie tan, ach gdybym wiedziała, że taką frajdę coś innego w skrzynce ci sprawia niż list z ZUS, bardziej bym męczyła o adres ! 🙂

  5. Mam niecałe 24lata, jestem 8lat z moim o rok starszym Mężczyzną i również posiadam plik listów od Niego. Są ślicznie związane kokardką, schowane na pamiątkę.. Czasami zaglądam do tego pudełka wspomnień i miło mi się robi na sercu czytając te czułe słowa, słowa pisane czarnym atramentem, misternie narysowane koślawe serduszka i nawet łezka się jakaś zakręci mając w świadomości że ja się zestarzeję ale te listy pełne miłości, tęsknoty zostaną.. I kiedy dopadnie mnie starcza demencja a losy nasze się być może rozejdą zawsze z sentymentem będę czytać o mojej Miłości i starych, dobrych czasach młodości. Mam szczęście że mój Luby pisze do mnie listy, wysyła walentynki.. Życzę każdej parze takich rytuałów 🙂

  6. Kobieto, ja przecież już od ponad roku czekam na Twój adres korespondencyjny, żeby Ci pocztówkę chociaż wysłać na święta, urodziny, rocznicę etc., czy o tak o. Patefon potwierdzi, że warto!

  7. Tak samo pisałam listy do mojego już męża gdy jeszcze był w wojsku,co dwa dni przed bity rok,pozniej on je przywiozł z powrotem,przeprowadzka nastapila i listy z dużej kosmetyczki się wysypały,postanowiliśmy je razem spalic w ognisku,nie daj boże jeszcze by ktoś przeczytal;)dzieci już mamy nastoletnie i trochę głupio by było:)…..

  8. ja piszę, dzięki mojejmu partnerowi, to on zaczął, po tym jak wyjechał ze względu na pracę. Skype, telefony są, ale listy mają coś magicznego w sobie i przetrwają na zawsze, to taka nasz historia zapisana na kartkach papieru. Polecam!

  9. a ja się przyznaję,że kiedyś po kryjomu czytałam listy jakie mój tata pisał do mamy z wojska!!! ale magia!! To jest coś niesamowitego. Dlatego np. nie znoszę życzeń świątecznych przekazywanych w sms-ach bo tracą swoją moc.
    Pamiętam radość mojej cioci jak jej w tamtym roku tak bez okazji napisałam parę słów w liście i dołączyłam kilka zdjęć. Zadzwoniła taka szczęśliwa!!

  10. To byly czasy. W „Filipince” byl kacik korenspondencyjny pamietam jak dzis wymiane listow kolorowych, pisanych na pieknych papeteriach ( kupowanych w bylym NRD) po przeczytaniu Twojego postu zrobilo mi sie fajnie 🙂

    Twoj Blog jest jedyny, ktorego czytam. Od dosc dlugiego czasu nie odwiedzalam go. Dzis nadrabiam zaleglosci czytajac jeden artykul za drugim 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.