CO DZIAŁA NA MNIE TOKSYCZNIE?

Autor: Miss Ferreira

Być może ten rok jest jednym z trudniejszych, odkąd chodzę po świecie. Pandemia mnie nauczyła, że idę pod rękę z obawą, co będzie jutro i nie przyjmuję za pewnik, tego, co mam.
To dziwny mechanizm, bo z jednej strony jest we mnie troska o przyszłość, z drugiej teraźniejszość stała się pękata i treściwa, jak złote gruszki w środku lata. Chłonę ją całą sobą i czuję się… szczęśliwsza niż kiedykolwiek. Zresztą ta wiosna jest dla mnie jakimś szaleństwem, nie wiem, czy jestem nią upita, czy odurzona.
Wiecie, że zawsze kochałam zwyczajność. Dni utkane z powtarzalnych czynności. Ostatnio doceniam ją jeszcze bardziej i jeszcze mocniej kocham cytat: „czy szarość to nie mieszanka najdzikszych kolorów?”(Cytat autorstwa Doroty Masłowskiej pochodzi ze wstępu do książki Hanny Krall Sześć odcieni bieli).
Z pewnością nie jest mi blisko do kwiatu lotosu na tafli jeziora, bo to w ogóle nie mój temperament, ale nie przypominam sobie, kiedy byłam ostatnio tak spokojna i doskonale wiem, z czego to wynika.
Wakacje w Brazylii natchnęły mnie do zmian. Postanowiłam zabrać się za rzeczy, które odkładałam latami. Karmione prokrastynacją urosły do niebotycznych rozmiarów, więc teraz musiałam stanąć do walki z goliatem.
Zadałam sobie pytanie, co działa na mnie toksycznie? Co sprawia, że czuję się zmęczona, smutna, sfrustrowana, co podcina mi skrzydła?
Odpowiedź brzmiała: łuszczyca, telefon, relacje z ludźmi.
Postanowiłam, że rozprawię się ze wszystkim.

1. Łuszczyca
Już o tym pisałam, cały tekst znajdziecie tu. To było coś, co odkładałam dwie dekady. Dwadzieścia lat. Gdybyście chcieli wręczyć komuś koronę prokrastynacji, to chyba wiecie komu. Złożyło się na to mnóstwo rzeczy, w tym przede wszystkim wstyd, jaki jest nieodłączną częścią tej choroby.
Stawiłam czoła nie tylko łuszczycy, ale wszystkim, którzy mówili mi, że nie dam rady, bo nie da się tego wyleczyć. Nie mam pojęcia, czy łuszczycę wyleczyłam, czy zaleczyłam, ale lekarze też tego nie wiedzą, więc wolę trzymać się optymistycznej wersji.
Natomiast ulga, jaką czuję, przekłada się na jakość mojego życia, w stopniu, o jakim nie miałam wyobrażenia. Każde spojrzenie na moje paznokcie powoduje uśmiech na mojej twarzy. Za każdym razem, gdy nie muszę dłoni chować pod stołem ze wstydu, czuję, jakbym wygrała ważny mecz.
Odstawiłam alkohol, słodycze, rygorystycznie podeszłam do diety i leczenia. Nawet mój lekarz był pod wrażeniem mojej siły woli i ogromnych zmian, jakie zaszły przez trzy miesiące.

2. Telefon
Zawsze, kiedy podejmuję temat telefonów i tego, że uważam je zagrożenia dla międzyludzkich relacji, ale też dla relacji z samym sobą, podnoszą się głosy, że jestem jak ta ciotka Klotka, co 50 lat temu bała się telewizora, że ją do środka wciągnie. Postanowiłam unikać tego tematu, zwłaszcza że najcięższa działa wytaczają zazwyczaj ludzie, totalnie od telefonów uzależnieni.
Musiałabym upaść na głowę, żeby demonizować telefon, wszak to moje narzędzie pracy. Dostrzegam jednak, jakie potrafi siać spustoszenie. Nie będę nawet wspominać o dzieciach, bo to temat na osobny wpis, powiem tylko, że kiedy widzę dwulatki z twarzą w ekranie, które wpadają w szał, bo ktoś im chce wyłączyć bajkę, mam poczucie, że coś poszło bardzo nie tak. Nie wiem, czy wiecie, ale są badania naukowe mówiące, że dziecko do drugiego roku życia nie powinno W OGÓLE przebywać przed ekranami.
Zresztą co tu dużo mówić, sama po sobie widzę, z jaką łatwością telefon potrafi przejąć nade mną kontrolę. Chwila nieuwagi nagle okazuje się godziną, którą po prostu zmarnowałam.
Postanowiłam więc, że przestaję chodzić do łóżka z telefonem. Zostawiam go na dole w kuchni w trybie samolotowym. Zweryfikowałam też, co obserwuję w sieci i zostawiłam jedynie te osoby i miejsca, które dodają mi skrzydeł. Gdybym potrafiła opisać Wam, jak wielką przyniosło mi to ulgę, ile wniosło do mojego życia spokoju, o ile lepiej śpię i … z jaką lekkością wstaję.
Nie wiem, czy to się ze sobą łączy, jednak faktem jest, że odkąd poszły w odstawkę telefon, alkohol i cukier, otwieram oczy o 5.30 (bez budzika), rześka i wyspana. Czas, który zyskałam, przeznaczam na książki, których przeczyłam w tym roku całą górę.
Być może Wy jesteście z telefonami ok, może niepotrzebnie mierzę Was swoją miarą, ale odpowiedzcie sobie uczciwie na pytanie, kto rządzi w związku wy – telefon?

3. Relacje z ludźmi
To była rewolucja.
Mam taki charakter, że jestem osobą bardzo bardzo otwartą, nie obrażam się, nie gniewam i szybko wybaczam. Pielęgnuje w sobie te cechy, bo stanowią o tym, że jestem szczęśliwym człowiekiem, w którym to, co złe, szybko więdnie.
Zauważyłam jednak, że są wokół mnie ludzie, którzy nie mają problemu, żeby to wykorzystać. Sprawiają mi ból, bo zwyczajnie wiedzą, że wybaczę, zapomnę i się nie pogniewam.
No i wyobraźcie sobie, że powiedziałam KONIEC. To oczywiście nie znaczy, że teraz się obrażam i zabieram na spacery urażoną dumę, nie. Zaczęłam być asertywna i mówić, co myślę. Po prostu.
Naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego nie wypróbowałam tego wcześniej.
Muszę powiedzieć, że inspiracją była dla mnie moja własna córka, mistrzyni asertywności do tego stopnia, że czasem moje matczyne ego kwili.
Okazało się, że kiedy mówię: „nie, nie dziękuję, nie podoba mi się, nie będę, nie zrobię” świat się nie wali, a ja czuję się lepiej.
Szczerze mówiąc, oczekiwałam, że ludzie będą się za to obrażać, a jest wręcz odwrotnie – bardziej się podlizują.
Chwała asertywności i chwała temu, że w wieku lat prawie 40 zaczęłam z niej korzystać.

Kochani, tym wpisem chciałabym zachęcić Was, żebyście o siebie zadbali i przestali odkładać się na później. Zastanówcie się, co działa na Was toksycznie i co można z tym zrobić.
Pomyślcie też, od czego rosną Wam skrzydła i róbcie tego więcej.
Mnie skrzydeł dodają przyjaciele, spacery, książki i ogólne pozytywne nastawienie do świata.

A skoro jesteśmy przy dbaniu o siebie, chciałam wspomnieć o Kanaste, które jest ze mną już półtora roku! Pamiętam, że kiedy dostałam pierwszą buteleczkę do testów, byłam bardzo sceptyczna i stanowczo zaznaczyłam, że raczej nie polecę tego moim Czytelnikom, ale okazało się, że olejki bardzo mi pomogły. W czym? Początkowo brałam je, żeby ukoić nerwy. To był jeszcze czas szalejącej pandemii i pamiętam, że byłam mocno rozstrojona. Po olejkach czułam się lepiej, ale to, co mnie zaskoczyło, to wpływ Kanaste na PMS i ból w trakcie miesiączki.
U nas bolesne okresy to pokoleniowa przypadłość i mogę Wam z ręką na sercu powiedzieć, że próbowałam wszystkiego i dopiero CBD mi pomogło.
To oczywiście indywidualna kwestia i uwarunkowania organizmu, ja bardzo sobie olejki chwalę.
Pamiętajcie, że Kanaste daje „gwarancję szczęścia” i jeśli uznacie, że Wam nie pomogło, otrzymacie zwrot pieniędzy.

Dziś poruszałam kwestię snu i tego, że odkąd odstawiłam telefon, alkohol i słodycze, budzę się rześka i gotowa do życia.
Na stronie Kanaste możecie pobrać darmowego e-booka o śnie. Znajdziecie tam masę ciekawych faktów, między innymi wyjaśnienie tego, dlaczego przed snem nasz mózg staje się natrętny i podsuwa nam dziesiątki myśli, które nie dają nam zasnąć. To zjawisko nazywa się „ruminacją” i jest doskonale znane naukowcom.

Jeśli chodzi o smaki olejków, moim faworytem jest limonka, która kojarzy mi się z ukochanym letnim drinkiem, czyli mohito.
Do wyboru macie sporo smaków i z pewnością znajdziecie coś dla siebie.
W nowych opakowaniach znajdziecie książeczkę, w której są odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania i instrukcja, jak olejków używać.
Oczywiście mam dla Was kod rabatowy FERREIRA, który daje Wam 20% zniżki na produkty, łączy się subskrypcją i wtedy daje aż 50% zniżki.

Widuję w internecie opinie, że olejki CBD to lek na całe zło i rozwiązanie problemów.
No niestety to tak nie działa. To jest dodatek, ulepszacz, pomocnik. Jeśli zaopiekujecie się sobą, Kanaste może Was w tym procesie wesprzeć.
Jeżeli jednak czujecie, że Wasz problem jest głębszy, poważny, udajcie się do specjalisty, powiedzcie komuś bliskiemu, że potrzebujecie pomocy.
Bardzo Was o to proszę.

*Wpis powstał we współpracy z Kanaste

Podobne posty

4 komentarze

Monika 25 maja, 2022 - 9:51 am

Pamiętam z jaką sympatią wypowiadałaś się o czerwonym winie 🙂 mam podobnie, chętnie poczytałabym czy było Ci ciężko całkowicie wyeliminować te tarasowe posiadówki przy zachodzie słońca i lampce dobrego wina.

Odpowiedź
Miss Ferreira 8 czerwca, 2022 - 6:06 am

Faktycznie, dobry pomysł na wpis, napiszę o tym <3

Odpowiedź
ji 27 maja, 2022 - 6:55 pm

Natchnęłaś mnie łuszczycą do zadbania o zęby. Zamierzam założyć aparat w wieku 33 lat. O!

Odpowiedź
Miss Ferreira 8 czerwca, 2022 - 6:05 am

Brawo <3

Odpowiedź

Pozostaw odpowiedź ji Cofnij odpowiedź