DZIEWCZYNA Z RAJTUZAMI W KAPTURZE

Zapewne każdy z nas tego doświadczył. Wsiada do autobusu człowiek z liściem na głowie i naprawdę nie wiadomo co zrobić. To tak się łatwo śpiewa, że nikt go nie poratuje, nikt mu nic nie powie. Może ten liść to element stylizacji?
Kiedyś moja teściowa pożyczyła ode mnie czapkę smerfetkę od Moniki Kamińskiej, postawiła ją na sztorc jak biskupią mitrę i tak chodziła z wyprężona piersią po Kazimierzu Dolnym. Kiedy wieczorem oglądaliśmy nasze zdjęcia z wypadu, krzyknęła oburzona: „Czemu mi nikt nie powiedział, że wyglądam jak biskup?!”
A my na to, że myśleliśmy, że taki miała zamysł stylistyczny… Ale w gruncie rzeczy dobrze się stało, bo pamiętam, że umarliśmy wielokrotnie ze śmiechu, oglądając te zdjęcia.
Zakładam jednak, że człowiek z rajtuzami w kapturze, to już całkiem inna sprawa. Kiedyś, kiedy jeszcze byłam w szkole podstawowej, do klasy wbiegła spóźniona koleżanka. Zaspana, z potarganymi włosami, w bluzie z kapturem, z którego wisiały rajtuzy.
Chyba nie muszę mówić, że lekcja zamieniła się w spazmatyczny atak śmiechu.
Pewnie teraz zastanawiacie się, czemu jej nie powiedziałam, tylko dumnie siedziałam w tej loży szyderców. Otóż nic jej nie powiedziałam, bo to byłam ja…
A skoro już jesteśmy przy rajtuzach, to nigdy nie zapomnę, jak stałyśmy z przyjaciółkami w kolejce na uniwersyteckiej stołówce, a kilka osób przed nami, dziewczyna, której podwinęła się sukienka i w efekcie cały tyłek na wierzchu!
Ponieważ była z kolegą, najpierw oburzone skomentowałyśmy między sobą, że co za dziad, że jej nie powiedział, a potem W. szybko podbiegła do niej i szepnęła coś na ucho. Kiedy wróciła, oznajmiła, że już wie, czemu kolega nic jej nie powiedział, otóż był niewidomy…
I oto minęło kilkadziesiąt (!) lat. Dziewczyna z rajtuzami w kapturze postanowiła się odstawić.
Będzie dziś damą, a co! Akurat ogląda serial, gdzie wszyscy są eleganccy i stylowi, ona też będzie.
I tak chodziła z wyprężoną piersią, a to kawka na mieście, a to spacerek.
I dopiero wieczorem przed lustrem coś przykuło jej uwagę. Ten uroczy sweterek upolowany w lumpeksie za jedną złotówkę miał dziurkę przy szyi. Och, szkoda, taki ładny. O i jeszcze jedna dziurka? I kolejna?! O nie, i na rękawie? O kurwa, on jest CAŁY pogryziony przez mole.
I nikt mi nie powiedział?!

***

Jeśli zastanawiacie się skąd mam taką piękną torbę, to już spieszę z wyjaśnieniem!
Dostałam ją w prezencie od Natalii, założycielki marki the waste, która szyje torby z odpadów, więc nie tworzy popytu na nowe zasoby naturalne.
Czy to nie wspaniałe? Koniecznie odwiedźcie jej profil, gdzie zobaczycie wszystkie projekty, a jeśli coś Wam w oko wpadnie, to kupujcie, bo dziewczyna korporację rzuciła, żeby zrobić coś dobrego dla planety.

PS No i koniecznie dajcie znać, jakie Wy zaliczaliście wpadki?





płaszcz – Kiomi via Zalando | sweter – lumpeks | spódnica – Zara % (tak wiem, to już chyba 10 rzecz z Zary, czas na zmianę opisu bloga, albo nowe dziecko | torba – the waste | buty Venezia | sweter pogryziony przez mole – lumpeks

You may also like

8 komentarzy

  1. Ty chyba też jesteś z czasów składanych legitymacji studenckich. Trzymałam ja zwykle w małej kieszonce torebki. W tej samej, w której miałam dyskretny zapas wkładek higienicznych. No i kiedyś w kinie na bramce wyjęłam legitymacje, a ta wredota wlazła do środka. Do dziś rechotam na widok miny pana kontrolującego. I rechotu znajomych że mnie.
    A rajstopy, a jakże. Zimno teraz, więc wkładam podwójne. Siedziałam z koleżankami u Szewca. Ciepło się zrobiło i poszłam zdjąć jedne. Schowałam do torebki i palaszuje sernika. Podchodzi kelnerka i mówi : szaliczek pani upadłbi podnosi, a to się ciągnie i ciągnie…. ?

  2. Miałam poprzedniej wiosny fazę na ciemne szminki. Tyle, że byłam też leniuchem, który wolał przed zajęciami pospać, i szykować się naprędce. No i raz, budzę się, słońce tak świeci, że chce się żyć. Wskakuję w kolorowe ciuchy, już prawie przy wyjściu – ciemnofioletowa szminka! Matowa w dodatku, na pędzelku. Rach, ciach, gotowe, lecim. No i tak doleciałam na tą uczelnię, pogadałam z koleżankami, podchodzi do mnie inna i „wytrzyj sobie zęby, bo masz w szmince”. Jedna odważna?! Czy to było aż takie trudne zwrócić człowiekowi uwagę? 🙂

  3. Cześć,
    Nie zaliczam na szczęście takich wtop, ale należę takich osób, które się nie śmieją. Po prostu podejdę (nawet do obcej osoby) i jej dyskretnie zwrócę uwagę. Lepiej tak, niż żeby ktoś chodził cały dzień z otwartym rozporkiem.
    Pozdrawiam,
    Kasia

  4. Ja miałam kilka wpadek, ale „najlepsza” była z okularami przeciwsłonecznymi. Wysiadałam z pociągu słonko świeci wiec ciach na nos okulary przeciwsłoneczne. Traf chciał że zakładałam je już w cieniu. Idę sobie dumna i blada, gdy mija mnie chłopak, omiótł mnie spojrzeniem po czym dostał nagłego wytrzeczszu. Myśle sobie brudna jestem na twarzy zaczynam macać twarz, a tu nagle wsadziła sobie palec w oko. Wypadło mi jedno szkło z okularów 🙂 musiałam wyjść na wyjątkowe dziwadło 🙂

  5. Dobre kawałki! Ja kiedyś szłam na dyskotekę w szkole podstawowej, miałam piękną sukienkę odcinaną w pasie, dół był szyty z koła. A że chłodno było to na wierzch założyłam zapięty żakiet. Idę dumna i zaaferowana na przystanek, mijające mnie kobiety się gapią.. Ja patrzę a dół sukienki cały ściągnął mi się do przodu i do góry przez ten żakiet tak że prawie tyłek mi było widać i widoczne tez były te takie majtasy w rajstopach (noszę 4 bo wysoka jestem więc z klinem i w ogóle..). Wstyd stulecia, bardzo gorączkowo to poprawiałam:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.