FIRE ALARM!

DSC02900

Kto oglądał serial „Friends”? Pamiętacie odcinek, w którym Phoebe nie może okiełznać piszczącego czujnika anty pożarowego?
W skrócie – czujnik uruchamia się bez wyraźnego powodu, Phoebe próbuje go wyłączyć, kiedy okazuje się to niemożliwe, próbuje unicestwić go na wszelkie możliwe sposoby. Ostatecznie, w akcie desperacji, zawija czujnik w koc i wrzuca do zsypu na śmieci. Oddycha z ulgą i wtedy rozlega się dzwonek do drzwi… Czy to możliwe, że czujnik wrócił?! Tak! Na rękach strażaka, który przypadkowo go znalazł.

Otóż zaledwie wczoraj Lolkowi dane było posmakować, czym była przygoda Phoebe.
Odwiedził nas wujek Kuba i wręczył Lolkowi maleńkiego metalowego, migoczącego Mikołaja. Początkowo Pan Lolenty był zafascynowany migoczącym zjawiskiem, ale umówmy się, jak długo można znosić czerwone migoczące światło? Nawet jeśli udaje Świętego Mikołaja. Każdy wcześniej czy później dostałby ataku szału.
Tak więc początkowa fascynacja momentalnie przerodziła się w nienawiść. Lolek powziął morderczy plan, mający na celu unicestwienie Mikołaja z piekła z Las Vegas rodem. Zamachnął się więc i z impetem cisnął nieszczęsnym Świętym o podłogę.
Gdyby miał 185cm wzrostu, a pod stopami beton, byś może zabójcza misja zakończyła by się powodzeniem. Jednak 92cm w kapeluszu i mięciutki dywan uratowały życie Mikołajowi, niwecząc zbrodniczy zamysł Lolka.
Niezrażony niepowodzeniem Pan Lolenty, naturalnie postanowił w tej sytuacji podnieść na migoczące zjawisko nogę. O dziwo, Mikołaj okazał się twardym zawodnikiem i nadal niestrudzenie migotał w najlepsze. Lolek jeszcze kilka razy kopnął leżącego. Kiedy okazało się, że odpowiedzią na razy było jedynie radosne migotanie na czerwono, Lolek porwał Świętego z podłogi i wzorem Phoebe, zafundował mu wycieczkę do śmietnika. Odetchnął z ulgą, otrzepał spodnie i tryumfalnie trzasnął drzwiczkami kuchennymi. Sekundę później wraz reprymendą, że prezentów się nie wyrzuca, Lolenty ponownie otrzymał niechciany beztrosko migoczący podarek.
Zrezygnowany udał się w kierunku swojego pokoju i kiedy przechodził obok toalety doznał widzialnego wręcz olśnienia. W ułamku sekundy uniósł klapę muszli i kiedy Święty Mikołaj poczuł na karku oddech klozetu, złapałam Pana Lolentego za rękę.
Po raz kolejny obarczyłam go odpowiedzialnością za prezent i oddelegowałam do dziecięcego pokoju.
Kilka minut później, w obliczu złowieszczej ciszy, matczyna intuicja nakazała mi wizytę kontrolną w pokoju Lolka… Nie potrzebowałam rentgena, żeby wiedzieć co kryją lolkowe policzki… Ponownie zrugany, otworzył usta, a Święty mikołaj radośnie migocząc zjechał z języka, jak ze ślizgawki.
I tyle go widziałam.
Mikołaj zniknął.
Dopiero wieczorem odkryłam, że coś migocze w bezkresnych czeluściach torby od Ani Kuczyńskiej
Zgadniecie co to było?






ZDJĘCIA ANIA

płaszcz – Front Row Shop | spódnica – lumpeks | szalik – Stradivarius | bluza – Preska | kozaki – Deezee

You may also like

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.