IDŹ NA CAŁOŚĆ!

Znacie to uczucie, kiedy w odmętach szafy znajdujecie ubranie tak dawno niewidziane, że zupełnie zapomnieliście o jego istnieniu?
Oczywiście nie mam na myśli sytuacji, w której odkopujemy, jakąś potworną szmatę i towarzyszy nam myśl – jprdl, co ja miałam w głowie, kiedy wpuszczałam do szafy ten konfekcyjny plebs?!
Ale raczej moment, kiedy Waszym oczom ukazuje się ukochana spódnica i chcecie zaprosić przyjaciółki i powiedzieć im „cieszcie się ze mną, albowiem znalazłam spódnicę, o której całkiem zapomniałam!”.

Dokładnie to uczucie towarzyszyło mi, kiedy w pudłowych czeluściach mojej „garderoby” zamajaczyła niemrawo szkocka krata. Nagle przypomniałam sobie, że faktycznie – miałam taką spódnicę! I całą zimę zmarnowałam na nienoszenie jej…
Co oczywiście wcale nie oznacza, że chciałabym żeby zima wróciła, bynajmniej.
Ale cóż, skupmy się na pozytywach. A więc po pierwsze – znalazłam spódnicę.
A po drugie – dzięki mojej pudełkowej garderobie, czeka na mnie jeszcze masa takich niespodzianek!
Aż przebieram nóżkami na samą myśl, cóż tam kryją dawno nieotwierane kartony!

A tak – gdybym miała wszystko na widoku i ładnie posegregowane to nuda panie! I żadnych niespodziewanych zwrotów odzieżowej akcji.
Moja garderoba to właściwie taki troszkę kalendarz adwentowy – och, zajrzyjmy co tam dziś na mnie czeka w pudle numer dwa!
Albo jeszcze lepiej! Czy jest na sali ktoś, kto pamięta teleturniej „Idź na całość”. Tam się wybierało bramki. I ja troszkę tak się o poranku czuję – a więc karton numer trzy, moja decyzja jest ostateczna. No i różnie to bywa – raz szkocka krata, a raz Zonk. Wiadomo.

Ale wróćmy do dnia, kiedy rozradowana, znalazłam spódnicę marnotrawną, której nie było całą zimę.
Ledwie stanęłam przed lustrem, już widziałam kim dziś będę!
Tak oto światło dzienne ujrzał ten pensjonarski look.
Całość uzupełniłam o wyrafinowane maniery i voila! Byłam gotowa, żeby rozpocząć nowy rok szkolny na pensji.
Niestety przypomniałam sobie, że po pierwsze jestem za stara, po drugie nawet jak się pospieszę to nie zdążę na XIX wiek i po trzecie najważniejsze, że mam poważne niedobory krwi szlacheckiej w żyłach.
Ostatecznie, żal mi było zmarnować tak zacnego autfitu, więc dumnie przedefilowałam po Starym Mieście, zgrywając damę.






płaszcz – KIOMI(Zalando) | marynarka i spódnica – lumpeks(!) | koszula – Mango | torba – Aldo | botki – TOPSHOP


You may also like

5 komentarzy

  1. Chyba kiedyś już mialas ta spodnice w poscie kilka lat temu,czytam z ciekawoscia zawsze!wloski Ci zciemnialy,szatynka jesteś ;)tekst jak zwykle mily dla oka,dobor słow mistrzowski!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *