JESTEM ZDROWA, ALE Z DOLEGLIWOŚCIAMI

Nigdy nie zapytałam i nie zamierzam pytać lekarzy, jakie mam rokowania.
Czy ktokolwiek z nas zna swoje rokowania?

***

Dziewczyny ze zdjęć
Mam dejavu. Rok temu było niemal tak samo. Piękna jesień zadająca paryskiego szyku obskurnym zaułkom miasta. Ostre światło wrześniowego słońca. Kafejka. Czarna kawa. Przede mną dziewczyna w stylowej krótkiej fryzurze. Jej oczy wpatrzone w moją twarz. Przenikliwe, mądre, spokojne, w jakiś dziwaczny sposób wesołe i smutne jednocześnie, błyszczące, jakby na źrenicach zastygły łzy.
Też ma na imię Ola. I opowieść o sobie zaczyna tak samo.
„Oglądam swoje zdjęcia sprzed choroby i myślę, ona jeszcze nie wie. Gdybym mogła cofnąć czas, to dałabym tej dziewczynie świadomość tego wszystkiego, co posiada” – powie mi rok temu Ola, której rak chciał wydrzeć życie, zanim na dobre się zaczęło.
„Oglądam swoje zdjęcia sprzed choroby i chciałbym cofnąć czas. Chciałabym powiedzieć tej dziewczynie, żeby wcześniej poszła na badania, żeby ufała swojej intuicji” – powie mi kilka dni temu jej imienniczka, która o chorobie dowiedziała się, kiedy jej synek miał kilka miesięcy.
O kobietach, które dostają diagnozę w trakcie ciąży i podczas karmienia piersią mówi się Boskie Matki.
Oli wystarczyłoby samo „matka”. Normalna, zmęczona, zwyczajna. Zdrowa.

Z instagrama patrzy na mnie dziewczyna, która śmieje się całą sobą. Nie sposób przeglądać jej profil beznamiętnie. Po chwili czujesz, że boli cię szczęka, bo odwzajemniasz ten zaraźliwy uśmiech.
Podświadomie wypatruję zdjęcia smutnej złamanej chorobą kobiety. Nie ma takiego.
Nagle dostrzegam coś. Pojawia się hasztag #cancer. Jest złośliwy. Rozsiany po wszystkich kolejnych zdjęciach.
– Jak to możliwe, że jesteś radosna na wszystkich fotografiach? – pytam naiwnie.
– Po prostu. Nikt z nas nie robi sobie zdjęć, kiedy płacze, albo kiedy jest smutny – odpowiada Ola, a łzy na jej źrenicach wilgotnieją.

Ola Piotrek Barcelona
Poznali się na Woodstocku. Piotrek wypełzł z namiotu niewyspany, zmęczony, marzący o porządnym prysznicu i niespodziewanie zobaczył ją. Wysoką, energiczną blondynkę z burzą złotych loków na głowie i tym obezwładniającym uśmiechem, któremu musisz ulec.
– Nigdy tego nie zapomnę – żartował potem – byłaś taka czysta i umyta.
Zaczęli rozmawiać. I nie mogli przestać. Mieli sobie tyle do opowiedzenia. Każde z nich całe jedno życie, a doba żałośnie skąpiła czasu.
Między jednym zwierzeniem a drugim wspomniał o Barcelonie. Że bardzo chciałby tam jechać jak nigdzie indziej na świecie.
Pojechali tam na pierwsze wspólne wakacje. Szczęśliwi, zakochani, wolni. To było ich miasto.
Od tego czasu Barcelona stała się małą obsesją Oli. Często jej się śniła. Marzyła, żeby tam zamieszkać.
– Chociaż na miesiąc, może dwa – namawiała Piotrka.

Młoda zdrowa karmiąca
Jedno z pierwszych wspólnych zdjęć. Na brzuchu Oli spokojnie śpi niemowlę. „Tulimy się po wielkim płaczu” – podpis.
Franio ma niecały miesiąc. Ola karmi go piersią, choć przyszło jej to z ogromnym trudem.
Któregoś dnia dostrzega, że jedna z piersi jest lekko czerwona. Wodzi po niej dłonią i wyczuwa niewielką grudkę. Zaczyna czuć coś jeszcze. Niepokój. Natrętny, złowieszczy, powracający.
To normalne. Uroki karmienia. To tylko zastój pokarmu. Młoda, zdrowa, karmiąca.
Niepotrzebnie panikuje – słyszy od lekarzy, położnych, znajomych.
Mijają tygodnie. Grudka rośnie. Pierś pęcznieje, jest twarda.
Ola nie słucha lekarzy, położnych i znajomych. Słucha intuicji.
Jest ponury marcowy dzień, kiedy idzie na USG.
Kolejne badanie to biopsja.

To był maj
Po wyniki jadą miesiąc później do Warszawy. Ola jest zupełnie spokojna. W międzyczasie dociera do niej, że na pewno jest tak, jak mówili wszyscy. Jest młoda, zdrowa, w rodzinie nie ma historii choroby, kocha sport, zdrowo się odżywia. A z tym karmieniem od początku były problemy.
To dlatego do gabinetu wchodzą całą rodziną. Ona, Piotrek i Franio.
Lekarzowi nie udziela się ich wesołość. Nie sili się na delikatność. Ułamek sekundy dzieli ich od zdania, które ma zmienić wszystko: „To nowotwór złośliwy”.
– Poczułam się, jakbym oglądała film, który wcale nie jest o mnie – opowiada Ola.
– Na ekranie zobaczyłam spokojną dziewczynę, która myśli, że ktoś z niej żartuje, obok płaczącego mężczyznę z malutkim synkiem na ręku – przecież to nie mogło być moje życie, które tak kochałam.
To był maj. Przyroda bezdusznie eksplodowała kolorem. Świata nie obchodziła ta smutna dziewczyna w dusznej poczekalni ponurego szpitala, której życie kruszyło się w dłoniach.
18 maja. Urodziny Papieża. Imieniny Oli. Pierwszy z dziesięciu wlewów czerwonej chemii.
Jakie to uczucie? Jak kac i grypa jednocześnie. Masz wyczulony węch, wszystko śmierdzi, puchniesz, skóra robi się wrażliwa i delikatna, jesteś potwornie słaba, wypadają włosy.
– Ale jest jeden plus, nie musisz golić nóg – żartobliwie dodaje.
Udają, że wszystko jest normalnie. Inaczej by zwariowali. Zmieniają fryzury. Golą głowy. Piotrek przejeżdża maszynką po swojej gęstej czuprynie. Na zero. Kolej na Olę. Teraz są łysym małżeństwem. Dostają głupawki.
Podróżują. Jadą do Portugalii, gdzie Ola może nawet wypić odrobinę Porto. Tylko muszą starannie planować podróże. W kalendarzu są skreślone daty – wtedy nie mogą ruszyć się z domu, bo Ola będzie fatalnie się czuła po chemii.
– Starałam się być dobrej myśli, ale codziennie, kiedy budziłam się rano, prześladowała mnie myśl, że rośnie we mnie rak.

Barcelona Barcelona
Złośliwy rak. Jakie to trafne określenie. Wyniki tomografii są bardzo dobre. Znowu płaczą. W końcu ze szczęścia. Nie wiedzą, że rak zmniejszył się, uśpił czujność wszystkich i powoli pełznie inne miejsce. W czerwcu atakuje płuca.
Ola jest tą pacjentką, która nie pasuje do szpitalnych korytarzy.
Taka młoda… Może przyszła kogoś tylko odwiedzić?
– Dziecko, co ty tu robisz? – pyta starsza kobieta w poczekalni. Ale turban na głowie i kroplówka z chemią nie kłamią.
Patrzy na towarzyszki swojej niedoli, na ich twarze utkane ze zmarszczek i tak bardzo zazdrości im przeżytego życia. Chciałaby jak najdłużej czytać Franiowi na dobranoc. Boże, może nawet kiedyś mieć synową…
Nie ma czasu na sentymenty. Lekarze są bezradni wobec pęczniejącego w jej płucach raka. Musi szukać leczenia poza granicami kraju.
Na leczenie do Barcelony lecą całą rodziną, zabierają do pomocy mamę. Będą tu mieszkać dwa miesiące.
Marzenie Oli się spełnia.

Zdrowa, ale z dolegliwościami
– Będziemy przedłużać pani życie – wypalił lekarz beznamiętnie, przeglądając jej wyniki.
– Zawsze mogło być gorzej – pocieszyła ją pielęgniarka.
– No, no, chyba nieźle pani nagrzeszyła – zażartował profesor, wbijając wzrok w zdjęcie USG.
A przecież na szali było całe jej życie. Mąż i maleńki synek.
Nienawidzi określenia „leczenie paliatywne”. Jakby wydarto z niego całą nadzieję.
Dopiero w Barcelonie jakiś empatyczny lekarz tłumaczy jej, że to określenie ma swoje źródło w słowie „płaszcz”. A więc schronienie, roztoczenie opieki.
– Spójrz na to tak. Jesteś zdrowa, ale z dolegliwościami.
I tego Ola się trzyma.
– Nigdy nie zapytałam i nie zamierzam pytać lekarzy, jakie mam rokowania.
Czy ktokolwiek z nas zna swoje rokowania?

Mam tyle szczęścia
Lato w Barcelonie. Żar leje się z nieba. Głównymi ulicami wartko płynie rzeka przechodniów i turystów. Kafejki na La Rambli – ulicy prowadzącej do pomnika Krzysztofa Kolumba – wypełnione są ludzkim gwarem.
Kierowca białej furgonetki dociska pedał gazu i wjeżdża w tłum ludzi. Ginie 14 osób w tym dzieci. 130 osób zostaje rannych.
Kilkaset metrów dalej w restauracji siedzą Ola z Piotrkiem. Słyszą nadciągającą falę syren strażackich.
Jest 17 sierpnia 2017 roku. Barcelona, miasto, które nigdy nie zasypia, milknie w obliczu ogromnej tragedii.
Kilka dni później Ola znajduje w sobie siłę, by udać się na miejsce, gdzie zginęli zupełnie przypadkowi ludzie.
– Wtedy do mnie dotarło, że mam tyle szczęścia. Żyję i mogę się leczyć.

#cancerfree
Z Olą spotykam się w jej rodzinnym mieście Radomiu. Zaprasza mnie do restauracji Winowajcy, którą prowadzą z Piotrkiem. Miejsce jest piękne, klimatyczne, pyszne jedzenie i najlepsze wino.
W weekendy trzeba rezerwować tu stolik.
Co trzy tygodnie Ola pędzi na samolot do Barcelony. Kiedy są wakacje i wszyscy śpieszą na plażę, ona zmierza w przeciwnym kierunku. Jedzie do szpitala.
Wyniki badań przychodzą co 9 tygodni.
– Jeśli są dobre, to wiem, że mam dziewięć tygodni na życie – mówi.

Wpis na Instagramie Oli z 14 września 2019 roku:
Gdy te 3,5 roku temu dowiedziałam się, że „prawdopodobnie Nigdy już Nie wyzdrowieje”, że „proszę się po prostu wypłakać, bo samemu w ciemny las to każdy się boi iść”, że dosłownie Ktoś mi Zgasił Światło i powiedział, Że to jest już Koniec, zaraz nie Będzie NIC… myślałam, że zapłacze się na śmierć ?
A tu proszę…
Nadal Jestem,
Czuje się całkiem dobrze,
Mam wokół się coraz to fajniejszych ludzi,
Stawiam sobie nowe wyzwania (wrzesień jest mój to pewne?)
A przede wszystkim idąc pod wiatr nie przewracam się!
Pokazuję, że Rak to Nie Wyrok i nawet w zaawansowanym stopniu (tak lekarze mnie określają?) można i trzeba ŻYĆ?

Przeglądam hasztagi pod zdjęciem. #rakpiersi #cancer #cancersucks #fuckcancer #cancerthriver brakuje tylko jednego. Ola wie, że kiedyś przyjdzie dzień, kiedy podpisze zdjęcie słowem #cancerfree.

Szacuje się, że ciąża z chorobą nowotworową występuje u 0,5 – 0,01% ciężarnych. Oznacza to ok 400 kobiet w Polsce rocznie. Co istotne, za nowotwór w ciąży uważa się okres do roku po porodzie – oznacza to bowiem, że choroba rozwijała się już w ciąży, ale nie została zdiagnozowana. Niestety lekarze obserwują stały wzrost liczebności tej grupy. Dzieje się tak z powodu wzrostu zachorowań na choroby onkologiczne, późnego macierzyństwa oraz występowania nowotworów w coraz wcześniejszym wieku. Do najczęstszych nowotworów rozpoznawanych u kobiet w ciąży należą: rak piersi
i rak szyjki macicy (ok. 50% wszystkich nowotworów w okresie ciąży) oraz chłoniaki i czerniak.

***

Rak piersi jest najtrudniejszym w rozpoznaniu nowotworem w czasie ciąży. Wynika to prawdopodobnie z faktu, że rosnący guz w piersi traktowany jest jako fizjologiczna odpowiedź tkanki gruczołowej na zmiany hormonalne związane z ciążą. Niestety równolegle jest także najczęściej występującym.

***

Dlatego Fundacja Rak’n’Roll wraz z Ekspertami zwraca się z apelem zarówno do środowiska medycznego, jak i bezpośrednio do kobiet, o zachowanie czujności onkologicznej w trakcie ciąży, korzystanie z badań diagnostycznych oraz stosowanie właściwych terapii umożliwiających zachowanie ciąży. Ani ciąża, ani karmienie piersią nie chronią przed zachorowaniem na nowotwór, choć wielu z nas wydaje się, że to czas szczególnej ochrony dla kobiety – mówi prof. dr hab. n. med. Mirosław Wielgoś, Rektor Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego, Kierownik I Katedry i Kliniki Położnictwa i Ginekologii, Konsultant Krajowego w dziedzinie Perinatologii, Prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników w latach 2015 – 2018. Sytuację dodatkowo utrudnia fakt,
iż objawy choroby często są wręcz identyczne z objawami ciąży. Nawet tak charakterystyczny symptom jak wyczuwalne guzki w piersi są składane na karb ciąży, tymczasem może to być rak piersi. Dlatego, jeśli są jakiekolwiek podejrzenia, należy przeprowadzić badania diagnostyczne. Tym bardziej, że większość z nich jest bezpieczna i dla matki, i dla dziecka. Jeszcze jedno, ciąża to często jedyny czas w życiu kobiety, gdy dostęp do badań jest ułatwiony a ich częstotliwość pozwala na dokładne monitorowanie zdrowia matki i dziecka, wykorzystajmy dobrze ten czas – podkreśla prof. Wielgoś.

***

„Boskie Matki” to misyjny program Fundacji, spełnienie marzenia założycielki – Magdy Prokopowicz, która po własnych doświadczeniach, walce o możliwość leczenia onkologicznego i zachowania ciąży, postanowiła głośno mówić o tym, że „z rakiem można żyć, a nawet życie dawać”.
W 2015 roku Fundacja Rak’n’Roll uruchomiła Program kompleksowej opieki dla kobiet w ciąży chorych na raka „Boskie Matki”. Do dziś skorzystało z niego ponad 170 kobiet, w tym czasie powitaliśmy na świecie ponad 90 boskich dzieci, na pozostałe czekamy :). W ramach Programu podopieczne otrzymują bezpłatną pomoc onkologiczną, ginekologiczno-położniczą, psychologiczną, dietetyczną, rehabilitacyjną i urodową w całej Polsce.

***

6 października to Dzień Boskich Matek, kobiet, u których w ciąży lub do roku po porodzie, zostanie zdiagnozowany nowotwór. Ich liczba stale rośnie.


You may also like

3 komentarze

  1. Podczas mojej ciąży lekarka, mimo, że przed ciążą wszystko było ok, sama wysłała mnie na badanie piersi. Regularność musi być zachowana i raz do roku takie badanie, czy się chce czy nie, trzeba wykonać. Stawka jest zbyt duża, by o tym zapominać.

  2. Witaj Saro. Napisałaś post o którym nie chcemy czytać. Nie po drodze nam z chorobami, cierpieniem i urealniającą się wizją własnej śmierci. Trudny temat.
    Pozdrawiam Monika

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.