TABLICZKA MNOŻENIA UBRAŃ

P1010156

Jeśli chciałabym opisać swój dzisiejszy dzień to albo za pomocą zdań wielokrotnie złożonych z kurtek, czapek, szalików, ocieplaczy, rękawiczek, kurtek, czapek, szalików, ocieplaczy, rękawiczek oraz kurtek, czapek, szalików, ocieplaczy i rękawiczek.
Albo za pomocą zadań matematycznych:
Matka ma troje dzieci. Każde z tych dzieci posiada po parze rękawiczek, parze ocieplaczy, po czapce, kurtce i szaliku. Matka musi ubrać dzieci oraz siebie. Następnie musi je rozebrać, potem musi je znowu ubrać, po czym rozebrać, znowu ubrać, znowu rozebrać, znowu ubrać, znowu rozebrać, znowu ubrać, znowu rozebrać, ubrać, rozebrać, ubrać, rozebrać. Troje dzieci. Trzy pary rękawiczek, trzy pary ocieplaczy, trzy czapki, trzy kurtki, trzy szaliki. Jedna matka.
Oblicz jakie jet prawdopodobieństwo:
a) że ta matka oszaleje
b) że ugotuje się żywcem podczas przebierania dzieci

Z tego miejsca chciałam bardzo gorąco pozdrowić wszystkich rodziców skazanych na zimową tabliczkę mnożenia ubrań oraz sztukę cyrkową, polegającą na upychaniu pacholąt obleczonych w nieskończoną ilość szat w foteliki samochodowe.
Błogosławieni jesteście, którzy klniecie siarczyście w skrytości ducha.

To jeden z tych dni, kiedy moje wszystkie życiowe potrzeby są zredukowane do kontrabandy w postaci chamsko słodkiej bułki oraz kawy zabielanej mlekiem.
Czego i Wam życzę.






płaszcz i rękawiczki – lumpeks | spodnie – Unisono| futrzak – New Look | czapka – Front Row Shop (sprzed dwóch lat) | kozaki – Venezia | torba – przypadkowy sklep internetowy (kupiona ponad rok temu)

You may also like

1 comment

  1. Jak zawsze w punkt. z humorem 🙂
    Jakbym czytała o sobie. Najmłodsze pachole zapakowane jako pierwsze do fotelika jeszcze z niego nie próbuje uciekać (całe szczęście), ale starsze siostry wyrównują statystyki w ilości zmienianych ubrań, zgubionych rękawiczek, czy butów, ja zaś pokonuję codziennie co najmniej maraton i tor przeszkód, żeby tę moją trójkę wybrać z domu… i z całym majdanem i tobołami sturlać się po schodach… powroty z przedszkola są jednak ciekawsze… Fotelik z brzdącem, siaty zakupów, dwie starsze uwieszone ręki (dobrze, że jednak nie mam trzech rąk) i droga w górę na Mont Everest naszego 4 piętra bez windy… nasze dni mam nadzieję są już policzone, bo czekamy na cyrograf i zaczynamy budowę. O jakże marzę, by wjechać z zakupami i bąblami od razu do garażu, wypuścić gady z samochodu i niech lecą, gdzie chcą, samej zabrać najważniejsze zakupy albo i nie (niech mąż też czuje się potrzebny)

    Pozdrawiam serdecznie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.