TO WSZYSTKO JUŻ BYŁO

Te zdjęcia robiliśmy naprędce. Gonił nas deszcz, czas i nerwy. Pożegnaliśmy się byle burknięciem, a kiedy je zobaczyłam, pomyślałam: bosz, to wszystko już było. Ta ulica, ta jesień, ten płaszcz, te buty, spodnie, o okularach nie wspominając. Nuuuda – skarciłam się w myślach i postanowiłam, że przy okazji zrobimy inne zdjęcia, do których przygotuję się staranniej. Nawet wpadł mi do głowy pomysł, że chyba czas najwyższy na inny płaszcz. Ile sezonów już chodzę w tym czarnym pokrowcu?

Kilka dni później, od niechcenia przerzuciłam zdjęcia na komputer. Nerwy opadły, nawet wyszło słońce. Łaskawiej na nie spojrzałam – to pierwsze uważam za świetne. Zupełnie nieoczekiwanie doznałam olśnienia, a nuda sprzed kilku dni wydała mi się tym, co najwartościowsze. Otóż: płaszcz noszę czwarty sezon, buty trzeci, torbę mam od 2014 roku, okulary non stop te same od ponad trzech lat, pasek stary jak świat, tylko golf sprzed roku.
Próbuję policzyć, ile nowych ubrań kupiłam w 2019 roku. To nie jest trudne. Około dziesięciu, z czego część w lumpeksie.
Czy czuję się lepsza? O tak, od samej siebie sprzed kilku lat, kupującej bezmyślnie wszystko jak leci, żyjącej marzeniami o kolejnej parze butów i torebce.

Mam jeszcze jedną refleksję. Te niespełna dziesięć lat temu, kiedy zakładałam bloga, nie mówiło się prawie wcale o ekologii w kontekście ubrań. Że szyte w Chinach, w strasznych warunkach – coś tam się przebąkiwało, ale metka made in china nie była obciachem.
Fashionistki światowej sławy chwaliły się garderobami wielkości bibliotek, gdzie piętrzyły się woluminy ubrań i dziesiątki par butów.
Nie będę mówić, że dziś jest całkiem inaczej, ale świadomość jest większa, o czym świadczy, chociażby akcja Second Hand September, promująca kupowanie używanej odzieży. Coraz więcej osób pokazuje swoje minimalistyczne szafy, gdzie wiszą trzy ubrania na krzyż. Kiedy robię wyprzedaż więcej osób pyta o skład niż o cenę.
Mam tylko nadzieję, że nie jesteśmy tragicznie spóźnieni z tym opamiętaniem.

Tak więc Drodzy Czytelnicy, jeszcze nieraz zobaczycie mnie w tym płaszczu i nic nie zapowiada wielu konfekcyjnych nowości w nadchodzącym sezonie.
Dajcie znać, jak u Was z kupowaniem!

płaszcz – KIOMI via Zalando | buty – Venezia | Torba – Gino Rossi | spodnie – Zara | pasek i golf -lumpeks | okulary – Ray Ban

You may also like

7 komentarzy

  1. Wczoraj po dłuższej przerwie wybrałam się na lumpy. Kwota wydana- 23 z! ( był nowy towar;). Zawartość koszyka: szalik wełniany w kolorze kawy z mlekiem, rękawiczki zamszowe czarne, dwie pary spodni z wiskozy: czarne i w czarno- białe paski. Dodam ,że była to moja czwarta wizyta w tym roku w second… Podczas wakacji prześwietliłam moją garderobę
    z dokładnością do każdego wieszaka- i ogromną cześć ubrań, butów, torebek oddałam potrzebującym. Szafa ” świeci” pustkami, ale dobrze mi z tym! Pozdrawiam serdecznie! Edyta

  2. Buty kupuję skórzane co 4-5 lat. Ciuchy w 90% w lumpie – od spodni i bluzek po kurtki. Tak samo ubieram syn a i mąż się nie stawia i chętnie nosi lumpeksowe łowy. Jasne, że czasem coś mi wpadnie w oko w sklepie i się skuszę ale sporadycznie, bardzo sporadycznie 🙂

  3. U mnie z kupowaniem jest teraz bardzo dobrze! Kupuję mało, zanim się na coś zdecyduję to muszę odczekać jakiś czas i przekonać się czy nie byłby to chwilowy kaprys. Jeśli w tym czasie rzecz się wyprzeda to trudno. Nie kupuję rzeczy z poliestru itp. i w ogóle stawiam na polskie marki. Wiadomo, że trzeba zapłacić za nie więcej, ale skoro kupuję mniej to wychodzi prawie na to samo. Jak pomyślę sobie jak wyglądało moje podejście do zakupów jeszcze kilka lat temu to zachowywałam się mniej więcej jak kurczak bez głowy. Świadomość się zmienia, też mam nadzieję, ze nie jest za późno…

  4. Masz rację, to już było, ale się nie znudziło – w zasadzie jest jak z piosenką inżyniera Mamonia, wolę to co już znam 😀 W 2019 kupiłam dwie wiskozowe bluzki i kilka par skarpet. Gdy patrzę na swoje ubrania, to jestem nimi trochę znudzona, ale z drugiej strony niezniszczone, porządne, pasują… Jednak stanęłam przed koniecznością kupienia nowych rurek, bo w ostatnich stretch umarł po milionowym praniu. Przeczytałam, że do wyprodukowania pary dżinsów od 7000 do 29000l wody – nie wiem, czy jest w tym podlewanie bawełny. Zaczęłam więc poszukiwania pod kątem: dobrego wysokiego fasonu z kieszeniami wysoko na pupie (a nie pod nią), braku przetarć (uwaga na sandblasting!) i polskiej lub europejskiej metki. No i d… Niby jest kilka polskich marek, ale trudno pozyskać informacje, skąd pochodzą tkaniny, czy szwalnie są w Polsce, o kulturalnych fasonach nie wspominając. Szperanie w okolicznych lumpeksach mnie nie urządza (dostawy są wtedy, kiedy jestem w pracy, poza tym mam lekkie poczucie obrzydliwości do okolicznych przybytków). I tu przychodzi less waste’owe samoograniczenie, którego wszystkim życzę 🙂

  5. Jestem zakupoholiczką od zawsze, ale ostatnimi czasu coraz bardziej świadomie podchodzę do tematu. Skład, jakość, miejsce produkcji – stało się to dla mnie zdecydowanie najważniejsze.
    Droga Saro, czy jest szansa na kody rabatowe na fotoksiążki np w grudniu? 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.