Dlaczego nie pijesz?!

Autor: Miss Ferreira

Powiem Wam, że nie mogę wprost uwierzyć, że za moment lipiec. Oczywiście mogłabym teraz rozpocząć lament nad przeciekającym przez palce latem, ale wyjątkowo tego nie zrobię.
Na początku lutego podjęłam dziwaczną i bardzo spontaniczną decyzję, o tym, że odstawiam alkohol. A to oznacza, że za moment będzie już pół roku, odkąd standardowe wieczory z winem stały się dla mnie wspomnieniem.
Dziś o tym, dlaczego podjęłam taką decyzję, jak się czuję z niepiciem i co dalej.

Dlaczego przestałam pić alkohol?
Kilkakrotnie wspominałam, że alkohol odstawiłam ze względu na łuszczycę. Jest to prawda, ale tylko częściowa.
Faktem jest, że łuszczyca kocha alkohol, karmi się nim i jeśli borykacie się z tym problemem, to zapewne po weekendzie w towarzystwie butelek wina, obserwujecie nasilenie objawów.
Kiedy w mroźny lutowy poranek jechałam do lekarza z mocnym postanowieniem, że chcę zwalczyć tę chorobę, nie miałam w planach niepicia. Stało się to kilka kwadransów później po pozornie niewinnym dialogu z dermatologiem.
Otóż w trakcie wywiadu medycznego, padło pytanie, nieco retoryczne w wydźwięku:
– Alkoholu nie pije pani pewnie w dużej ilości?
– Nie, nie – odparłam, zgodnie ze swoim przekonaniem i jak sądziłam, prawdą.
Wyszłam z gabinetu, wsiadłam do samochodu, a wraz ze mną to pytanie, które teraz stawało się natrętne: „alkoholu nie pije pani pewnie w dużej ilości?”.
Przypomniał mi się weekend, kiedy wypiłam go w wystarczającej ilości, żeby następnego dnia bolała mnie głowa, i weekend wcześniej w sumie też i trzy tygodnie temu… A w tygodniu lampka wina na wieczór, czasem dwie lampki i kolejny weekend i powód, żeby wypić, świętować, bawić się…
Jechałam samochodem, a pytanie stawało się karykaturą, oplatało mnie swoimi mackami, wciskało w fotel, aż wyraźnie wypluło szkaradną odpowiedź: „alkohol pije pani w dużej ilości, zapewne znacznie większej niż jakkolwiek norma”.
Aż zrobiło mi się gorąco. W tamtej właśnie chwili powiedziałam sobie stanowczo KONIEC Z ALKOHOLEM.
Nie chcę, żeby to wybrzmiało jak jakiś coming out alkoholiczki, ale alkohol zazwyczaj w niewinnej postaci wina, płynął sobie przez moje życie, mieszając się z krwią.
Czy to normalne? Ja uznałam, że nie.

Życie bez alkoholu, jak to jest?
Obawiałam się, że życie bez wina będzie w jakiś sposób trudne. Że będę za nim tęsknić, że wieczorem w dłoni poczuję piekący brak kieliszka, że okaże się, że już nie mam o czym z ludźmi rozmawiać na imprezach, a śmiać się, to już w ogóle.
Moje obawy się nie ziściły. Okazało się, że wieczorem nie muszę trzymać w dłoniach lampki wina, że tak samo działa kubek herbaty, sok, czy cokolwiek, co symbolizuje moment relaksu, kiedy mam wolne i mogę cieszyć się książką, ogrodem, czy rozmową z mężem.
Imprezy też nie okazały się z tego powodu uboższe, wręcz przeciwnie – teraz wyraźnie pamiętałam, kto wyznawał mi miłość, bełkocząc „ssara, ja siebie tak kocham, że normalnie jeseś najaażniejszą osobą w moim żysiu”.
Z ręką na sercu mogę powiedzieć Wam, że ANI RAZU nie miałam uczucia żalu, smutku, czy tęsknoty, że inni piją, a ja nie mogę, bo przecież mogłam. Nikt mi tego nie zabronił.
Miałam natomiast satysfakcjonujące poczucie, że to moja decyzja i że to ja panuję nad sytuacją.

Dlaczego nie pijesz?
Powiem Wam, że żyjemy w dziwnym kraju, gdzie ludzi o wiele bardziej dziwi, że ktoś nie pije, niż nawalony kolega, rzygający na środku ulicy.
Dlaczego nie pijesz?! – słyszałam nieustannie, a w tym pytaniu pobrzmiewało natychmiast drugie: „czy chcesz nam coś powiedzieć, jakaś dobra nowina?!”.
Dlatego właśnie zaczęłam mówić, że nie nie piję, bo leczę łuszczycę, co było prawdą, ale jak już sami rozumiecie – połowiczną.
I żeby było jasne – nie mądrzę się, bo dopiero sama byłam w tym klubie alkoholowym, gdzie anomalią jest niepijący, zadawałam te same durne pytania i namawiałam na „choćby jednego szocika”.
Zatem czerwona kartka i sroga nagana wędrują do mnie. Wstyd Ferreira!
Wam zaś sygnalizuję, że coś jest mocno nie tak, kiedy namawiamy kogoś do alkoholu. Po prostu.

Lepsze samopoczucie i wczesne wstawanie
Obawiałam się, że bez alkoholu będzie mi ciężko, tymczasem poczułam się wolna i lekka jak piórko. Nabrałam mnóstwo energii i zaczęłam sama z siebie wstawać o 5.00 rano (z pewnością przyczyniło się do tego odstawienie telefonu w tym samym czasie).
Poprawiła mi się cera i w ogóle skóra, trochę schudłam (chociaż się nie odchudzam), zdecydowanie zmniejszył się mój cellulit i… wyleczyłam (albo zaleczyłam) łuszczycę.
Nie będę nawet wspominać o tym, że przeżyłam pięć miesięcy bez kaca i to jest bezcenne doświadczenie, serio.
Profitów z niepicia dostrzegam tyle, że czuje ani pokusy, ani potrzeby, żeby wracać do alkoholu.
Oczywiście są drinki, które uwielbiam dla samego smaku, wrażenia, przyjemności. Okazuje się jednak, że bezalkoholowe drinki są na wyciągnięcie ręki.
Kiedy więc pytacie, jak wytrzymuję bez aperola na tarasie, odpowiadam, że nie muszę sprawdzać, bo mogę rozkoszować się jego bezalkoholową wersją.

Co dalej z alkoholem?
Kilka dni temu wróciliśmy z Warmii, gdzie pozwoliłam sobie na kilka lampek wina, czy drinka w knajpie. Ale jakoś tak inaczej niż kiedyś. Z umiarem, bez przekonania, że ten alkohol pozwala mi się lepiej bawić.
Piłam z poczuciem, że to ja dyktuję warunki. I było mi z tym bardzo bardzo dobrze.
I tak właśnie wyobrażam sobie resztę mojego życia. Chcę, żeby alkohol był w nim gościem i to ja decyduję, kiedy go zapraszam.

Podobne posty

4 komentarze

Monika 22 czerwca, 2022 - 7:26 am

Ja przestałam pić rok temu ze względu na problemy z cukrem. Jestem teraz po 30., wyobraź sobie wszystkie te komentarze, pt. „A co, w ciąży jesteś? hłe hłe hłe”. N i e n a w i d z ę tego typu „komci”, więc zajęłam się edukowaniem mojego towarzystwa. Czasem milej, czasem mniej, ale od jakiegoś czasu mam święty spokój!

Odpowiedź
Miss Ferreira 30 czerwca, 2022 - 8:13 am

Wyobrażam sobie, bo teraz też tego doświadczam plus kiedyś sama się tak głupio zachowywałam 🙁

Odpowiedź
Milena 22 czerwca, 2022 - 8:48 am

Dziękuję Ci za ten tekst i za poruszenie tego tematu. Pozwolę sobie udostępnić i zostawić tu wpis, jakim udostępnienie opatrzyłam na FB.
Bardzo polecam przeczytać. W tym chorym kraju w którym nie trzeba tłumaczyć się z własnych bredni czy chamstwa bo „przecież byłem najebany”, ale jest się zmuszanym do tłumaczenia dlaczego nie chce się pić. Ba, gdzie „nie chcę” nie jest w żadnym akceptowanym powodem. Może ciąża albo leki, ale w końcu lampka wina żadnemu dzidziusiowi jeszcze nie zaszkodziła, a seta pomaga na wszystko. W kraju pełnym wysokofuncjonujących alkoholików, którzy skoro nie leżą obrzygani pod monopolowym, jeżdżą drugimi samochodami i prowadzą kancelarie, gabinety, salony to przecież nie mają problemu z alkoholem, a że na trzeźwo są wiecznie sfrustrowani, spięci i wkurwieni to wiadomo: życie. Szczęśliwie można się wyluzować, najpierw w weekend, potem po pracy, przed pracą, drineczkiem, trzema, butelką, dwoma. Żyję w społeczeństwie w którym nie ma złej okazji do picia, bo przecież i stypa i narodziny i rozwód i ślub, ani dobrego powodu żeby alkoholu odmawiać, choć ponurym szaleństwem jest, że w ogóle musi być powód.
Wszystko, czego prywatnie i w pracy doświadczam w związku ze społecznym postrzeganiem alkoholu można podsumować słowami Pezeta:
„W tym kraju pijesz, gdy się cieszysz.
Pijesz, gdy jesteś smutny.
Ludzie zmienili miłość do życia w miłość do wódki.”
Dlatego bardzo kibicuję wszystkim, którzy mają odwagę poruszać temat.

Odpowiedź
Miss Ferreira 30 czerwca, 2022 - 8:12 am

Bardzo prawdziwy i smutny komentarz, jesteśmy z alkoholem tak bardzo zbratani, że dziwni wydają nam się ludzie, którzy go nie piją…

Odpowiedź

Napisz komentarz