DLACZEGO SIĘ MALUJEMY?

Im jestem starsza tym mniejszą mam chrapkę na testowanie kosmetycznych nowości i tym wierniejsza jestem ulubionym produktom. Czy Wy też tak macie?
Doskonale pamiętam, jak za czasów licealnych w mojej kosmetyczce troiły się pudry, tusze i róże i zupełnie mnie od tego przybytku głowa nie bolała.
Dziś jest całkiem inaczej. Przede wszystkim uwielbiam zużywać do końca. Maniakalnie wręcz. Nie kupię nowej odżywki do włosów, jeśli wiem, że na dnie tej starej jest jeszcze kilka kropel.
Oraz – to dosyć zabawne, odczuwam jakąś specyficzną przyjemność, wyrzucając do kosza puste opakowania. Czasem nawet myślę – och, skończ się już, chcę móc cię wyrzucić!
No cóż, umówię sobie chyba wizytę u psychologa, a tymczasem chciałam Was podpytać o makijaż w ogóle. Dlaczego się malujecie?
Ostatnio to pytanie zadał mi Lolek – mamo, dlaczego się malujesz? – Żeby wyglądać ładniej – odpowiedziałam. – To dlaczego nie wyglądasz? – odparł mój syn, po czym wyprosiłam go z domu.

Być może niektórzy z Was znają tę historię, jak kiedyś trafiłam z dwuletnią Marynią do szpitala.
Ponieważ wszystko rozegrało się wczesnym świtem, wybiegłam z domu, jak stałam – a więc jakaś ordynarna flanelowa piżama kilka rozmiarów za wielka, skarpety nie do pary, włos zwichrowany, twarz niepokalana makijażem i spuchnięta od łez. Wisienką na tym stylizacyjnym niestrawnym torcie były szpilki – jedyne buty, jakie akurat miałam pod ręką.
Wyglądałam jak niepoczytalna kuzynka Anny Dello Russo.
W szpitalu mówiono do mnie wolno i wyraźnie, nikt nie zakładał, że pod moim zwichrowanym zaczesem tkwi jakiś sprawny umysł.
Kiedy sytuacja została opanowana, wróciłam do domu, żeby wziąć prysznic i się ubrać.
Przyszedł czas wieczornego obchodu, pani doktor prowadząca i prosi żebym wyszła, bo ona musi porozmawiać z matką dziecka oraz gdzie ta matka jest?
Przez dobre kilka minut musiałam udowadniać, że nie jestem wielbłądem, aż w końcu mówię:
Pani doktor, to jestem ja, po prostu się ubrałam, umyłam, pomalowałam i odzyskałam rozum.

Tak więc, ja maluję się, żeby zyskać akceptację społeczną 😀
A mówiąc serio – w liceum malowałam się, bo miałam problemy z cerą.
Dziś maluję się, żeby podkreślić urodę.
Ale mianownik jest ten sam – maluję się, żeby czuć się w swojej skórze lepiej. Kiedy czuje się lepiej, mam więcej pewności siebie. Kiedy mam więcej pewności siebie wszystko wychodzi mi lepiej.

I kiedy mijam na ulicy nastolatki, z nienaturalnie wykonturowanymi twarzami, myślę – o matko, czy ona tego nie widzi? A potem przypominam sobie, jak sama zachłysnęłam się makijażem w liceum. Jak powlekałam się warstwą pudru Paloma, który zastygał na twarzy, jak gips.
I jak szłam tak w miasto – pewna, że ludzie oglądają się za mną, bo wyglądam zjawiskowo.
Niewątpliwie byłam zjawiskiem.
Zresztą naturalna skłonność do makijażowej przesady pozostała mi do dziś.
Kiedy słyszę „less is more”, myślę „unless more is more” 😀

Jestem ciekawa czemu Wy się malujecie. A może któraś z Was całkiem zrezygnowała z makijażu – dlaczego?
Przy okazji – mam dla Was kilka nowości, które ostatnio zagościły w mojej kosmetyczce. W końcu wypróbowałam na sobie osławionego Double Weara i rozślwietlacz The Balm!


Estee Lauder Double Wear
Słyszę o nim od dziesięciu lat. Ten podkład to już legenda. W końcu do mnie trafił, testuję od dwóch miesięcy i wreszcie mam własną opinię!
Otóż uważam, że jak na tę cenę (a jest wysoka) Double Wear jest zbyt humorzasty.
Raz wygląda na twarzy pięknie, innym razem podkreśla niedoskonałości.
Niewątpliwie jest bardzo trwały, ale mając go na twarzy, mam wrażenie ciężkości makijażu.
Zdecydowanie lepiej sprawdza się na wieczór niż na dzień.
Nie polecam go entuzjastkom lekkiego, naturalnego makijażu.
Powinien natomiast zdać egzamin u osób, którym zależy na bardzo mocnym trwałym efekcie.
Ma jeszcze jedną wadę – zapach, bardzo mocno alkoholowy, nie lubię.
Wiem, że niektóre osoby używają tego podkładu na co dzień – dla mnie to produkt od święta, większego święta.
Moim ulubionym podkładem jest Revlon Color Stay i po wybróbowaniu Double Wear, nic się w tej kwestii nie zmienia.


Pomadki Rouge Laque, Bourjois
Ostatnio nie wyobrażam sobie makijażu bez mocno podkreślonych ust.
Uwielbiam produkty trwałe, ale takie które nie wysuszają ust.
Podobne to kolory zostały skomponowane tak, żeby pasowały każdemu. I chyba faktycznie tak jest, bo nie mogę się zdecydować na moją ulubiona pomadkę z tej serii.
Obdarowałam już nimi mamę, siostrę i dwie bratowe 😀


The Balm, Mary-Lou Manizer
No w końcu trafił w moje łapy. Czego ja się o nim nasłuchałam!
Chyba niepotrzebnie, bo spodziewałam się, że po jego użyciu mój żywot zalśni nowym blaskiem makijażowej chwały.
I owszem – to jest świetny rozświetlacz, ale na litość – nie za te pieniądze!
Ten sam efekt, ale za kilkanaście złotych otrzymacie, używając Mua.
Dodam tylko, że niestety Mary Lou, lekko się uderzył i natychmiast obrócił się w proch, podczas kiedy Mua co moment zalicza glebę i ani drgnie 😀


Kosmetyki do pielęgnacji Benton
Co mówi producent Benton to koreańska marka produkująca kosmetyki do pielęgnacji twarzy. Produkty marki nie zawierają sztucznych barwników, parabenów, konserwantów i chemicznych zapachów. Najpopularniejsze składniki na których opierają się formuły kosmetyków marki to: filtrat ze śluzu ślimaka, jad pszczeli, wyciąg z aloesu. Produkty posiadają lekko kwaśne pH, mogą być stosowane nawet na bardzo wrażliwą skórę. Benton to marka dbająca o środowisko, nie testuje swoich produktów na zwierzętach. Kosmetyki posiada elegancki, minimalistyczny design.

Ja jestem fanką koreańskich produktów ślimakowych już od dłuższego czasu.
Z tej serii mam krem, esencję i tonik.
Nie potrafię wskazać ulubionego produktu, ale razem sprawdzają bardzo dobrze. Testuję je już ponad dwa miesiące i jestem bardzo zadowolona ze stanu mojej cery.
Kosmetyki Benton są też niesamowicie wydajne, nie wiem czy kiedykolwiek miałam tonik przez dwa miesiące, a ten nadal się nie kończy.
Oczywiście to nie są najtańsze kosmetyki, ale moim zdaniem – warte ceny.

You may also like

6 komentarzy

  1. A dla mnie Revlon CS to dokładnie odpowiednik EL DW – dziwi mnie, że jeden – EL – uznajesz za zbyt cięzki a Revlon już ok na codzień. Dla mnie oba są tak samo ciężkie…choć obu używam na codzień. Pozdr Dorota

  2. Właśnie skończył mi się krem do twarzy i rozglądam się za nowym – wygląda na to, że podsunęłaś mi rozwiązanie i wypróbuję firmę Benton. O kosmetykach ze ślimakiem czytałam jakiś czas temu i miałam ochotę wypróbować na mojej bardzo humorzastej cerze, ale nie umiałam się zdecydować na któryś konkretny .

  3. Bardzo trafne pytania ja się maluję dla siebie. Mam chore nerki i alergię kiedy nic nie nakładam na pod oczy choćby korektora to ja się źle czuję. Oczy ma czerwone jak bym płakała. Jednak nie popadam w paranoję.
    Do dziś umiem wyjść bez makijażu na ulicę i mam dni kiedy nic nie nakładam np jak jestem chora itp
    Inna kwestia jak idę na rozmowę np o pracę to wyglądam jak dziecko bez make up a tu wolę wyglądać poważniej ciut. Po drugie ja mam też coś innego teraz zauważyłam mniej kupuję coś do make up a więcej patrzę na pielęgnację i mam też np ulubiony kolor szminki w którym czuję jak w swoje drugiej skórze, podkład też mniej zmieniam. A zaczęłam się też późno malować 1 próby moje śmieję teraz z nich wściekły błyszczyk różowy. Kreska na oku pierwszy próby po 20 roku życia. A mój facet bardziej mnie lubi bez make up więc tu nie mogę napisać, że dla niego się maluję. Inne kobiety to też średnio.

  4. Uwielbiam Twoje teksty <3. Mam tak jak Ty uwielbiam wyrzucać i to nie tylko opakowania po zużytych kosmetykach 😉 uważam, że mniej rzeczy z domu pozwala na utrzymanie porządku, a mniej ubrań w szafie na bardziej kontrolowane zakupy oraz szybszą odpowiedź na pytanie – w co się dziś ubrać? Mogę się przyznać jestem osobą, która się nie maluje od 7 miesięcy, początkowo było to związane z problemami skórnymi ale problem minął a ja to malowideł nie powróciłam, zagęszczam tyko rzęsy i to mi w zupełności wystarcza, a rano mogę sobie dłużej pospać, same plusy 😉 <3zachęcam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.