DZIŚ LAS BYŁ INNY

Smycz zazgrzytała i uwolniła psa. Ten wystrzelił, niczym wyrzucony z procy. Patrzyłam, jak pędzi, żeby na polach postradać zmysły.
Ściana zgnębionego listopadowego lasu wyłaniała się z odmętów szarobrunatnych liści.
Wychudłe nagie drzewa umykały przede mną, zawstydzone swym upiornym jesiennym decorum.
Wiatr zastygł gdzieś, zatrzaśnięty w ich anorektycznych konarach.
Przede mną unosił się obłok ciepłego wydychanego powietrza. Ścieżka wiła się z sykiem deptanych liści.
Usłyszałam nieznajomy pomruk. Głuchy, wydobywający się z trzewi samego lasu. Przystanęłam, oddech utkwił w gardle. Spomiędzy suchych gałęzi wypełzła tylko cisza. A jednak przeszedł mnie dreszcz. Poczułam, jak na skórze użyźnionej potem, kwitnie gęsia skórka.
Zawołałam psa. Na komendę wyłonił się znikąd beztroski i zasapany.
Przypięłam mu smycz. Szedł blisko mnie w swoim wilczym majestacie. Nerwowo zerkałam na niepokojąco jednolity las. A może te drzewa nie umykały przede mną?
Przyspieszyłam kroku, wypatrując znajomego zakrętu, gdzie las rozpływa się w rozległe pola.
Nagle znowu, wyraźne tępe dudnienie, zupełnie nowy dźwięk, złowroga ciemna tonacja. Jak w dreszczowcu.
Pies postawił uszy i wygiął łeb w tym charakterystycznym odruchu słuchania.
Kolejne tąpnięcie. Odwróciłam się gwałtownie, drzewo za mną znieruchomiało, przysięgłabym, że wcześniej go tu nie było.
Szarpnęłam smyczą. Dziś las był inny, nieswój, czułam, że się mną krztusi. W końcu mnie wypluł.
Stałam na jego skraju oniemiała.
Teraz miał wyraźną granicę. Wyglądał jak odrąbana kończyna ogromnego organizmu. Przede mną wiły się rozbebeszone pola.
Horyzont pokrywały wykrwawione żyły korzeni. Nad truchłem lasu pastwiły się wielkie maszyny o żółtych odnóżach. Wyrywały z gleby wnętrzności i przerzucały na ogromne hałdy ziemi, wydając przy tym złowrogi pomruk.
Dalej były szkielety domów. Tych domów, z których latem wylewało się życie. Spoglądały na mnie pustymi oczodołami okien.
Widziałam wypatroszone z kwiatów ogrody i łąki w niemej po nich żałobie.
W oddali maszyny fastrygowały bliznę lasu lepką strużką asfaltu.
A więc drzewa nie umykały przede mną.

Następnego dnia przeczytałam w prasie że budowa odcinka drogi S19 Lublin – Rzeszów, ruszyła pełną parą.

You may also like

3 komentarze

  1. Szkoda pieknych lasów :(szkoda,że nie ma innego planu na takie inwestycje.Dowiedziałam sie,że niedaleko miejsca w którym wybudowalismy dom bedzie przebiegać obwodnica i jestem tym faktem przerazona,co to bedzie.Czy nie za blisko zabudowan,nie ukrywam jestem załamana.A miało być tak pięknie.Jak to jest u Was?
    ps:piękne wpisy.

  2. Dokładnie miesiąc temu jechałam z Krakowa do Lublina, mijając po drodze ten apokaliptyczny obraz budowy… I chociaż wiem, że usprawnienie transportu oznacza budowanie nowej sieci dróg, to jednak serce mi pękło na widok wyciętych drzew i korzeni wyrwanych (z) ziemi.
    Już dawno ingerencja człowieka w naturę przekroczyła poziom krytyczny…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.