JEŚLI UWAŻASZ, ŻE WYGLĄDASZ DOBRZE, TO ZNACZY, ŻE TAK JEST.

Powiedzcie mi, proszę, jak to u Was jest.
Czy Wasi mężczyźni lubią Wasz styl ubierania? Kwestionują go, zdecydowanie nie lubią, czy może jak mój – na większość stylówek reagują wyrozumiałą zadumą z wyczuwalną nutką politowania.
Wygląda to tak, że ja wyskakuje w superhiper stylizacji. Staję przed nim, prężąc się zalotnie, nonszalancko odrzucam włosy i pytam:
– No i jak?
A on patrzy na mnie, jakby chciał powiedzieć:
– Nie no ekstra, też bym się tak ubrał. Jakbym się pierdolnął głową w futrynę.
Ostatecznie świadom zagrożenia, jakie na niego czyha, sięga jak zwykle po fortel:
– W naszym związku to ty się znasz na modzie. Jeśli uważasz, że wyglądasz dobrze, to znaczy, że tak jest.

Wiecie, jak prawo nie działa wstecz? Mój mąż zaś posiada taki system jak „opinia wsteczna”.
Pozwólcie, że posłużę się przykładem. Idziemy na imprezę. Zakładam wystrzałową fioletową sukienkę w cętki.
Pytam go, jak wyglądam, on na to:
– Mhm.
Mija jakiś czas, odpowiednio długi, dajmy na to dwa miesiące. Znowu okoliczność imprezowa.
– Wiem, co założę! – wykrzykuję nagle olśniona.
– Jezu nie, nie mów tylko, że tę fioletową sukienkę w cętki – krzyczy on zrozpaczony.
Zresztą, kiedy poznałam mojego męża, modowo byłam zupełnie zagubionym pączkiem w sadle, który nie wiedział jak wystylizować swoje nadprogramowe opony. I miałam takie spodnie, które w pierwszym życiu prawdopodobnie były pokrowcem na kombajn, a więc spore. Krok miałam gdzieś na wysokości kostek. Zsuwały mi się tak luźno na biodra, odsłaniając nieco moje pulchne wdzięki. Przez to, że były tak luźne, czułam się w nich chuda jak Kate Moss, wyglądałam natomiast jak jej kuzynka – Kate Mors.
Zakładałam te spodnie na wszystkie nasze randki, przekonana, że wyglądam obłędnie. On zaś komplementował mnie szczodrze – znacie też żar pierwszych randek, kiedy zachwyca was w sobie absolutnie wszystko. I kiedy już było jasne, że jesteśmy sobie pisani. Że nic nas nie rozdzieli. Że dzielący nas Pacyfik jest tylko marną kałużą w oceanie naszej miłości. Że rację miał Paulo Coelho, pisząc, że miłość jest jak narkotyk. Że razem albo wcale. Że po grobową deskę. Na koniec świata. I jeszcze dalej. On wziął mnie w objęcia. Tak kruchą w jego stalowych ramionach. Przycisnął mocno do piersi i szepnął:
– Najdroższa, czy zrobisz coś dla mnie?
– Ależ wszystko umiłowany! Czego tylko zapragniesz…
– Czy możesz wyrzucić, a najlepiej spalić te wielkie spodnie, w których ciągle chodzisz?

Kilka dni temu szykowałam się do wyjścia z domu. Szło mi jakoś nieporadnie. Nagle! Zamajaczyły na horyzoncie wieszaki z jego ubraniami. Cóż on tam ma ciekawego – pomyślałam i już nurkowałam w mężowskiej części naszej pudełkowej pseudogarderoby.
– Och! To ciebie szukałam – wyznałam błękitnej koszuli, kokieteryjnie zostawiając jeden guzik rozpięty.
W mieście zajrzałam do biura męża.
– O proszę, moja koszula – oznajmił na mój widok.
– No i jak? – zapytałam, nonszalancko odrzucając włosy.
– W naszym związku to ty się znasz na modzie. Jeśli uważasz, że wyglądasz dobrze, to znaczy, że tak jest.




koszula – pożyczona od męża
spodnie – lumpeks
czółenka – Mohito
zegarek – Bergstern/Apart
torebka – Zalando
okulary – Ray Ban

You may also like

13 komentarzy

  1. „Jeśli uważasz, że wyglądasz dobrze, to znaczy, że tak jest.” To zdanie jest cudowne.
    Faktycznie – jeśli dobrze się czuję, podobam się sobie, to jest to najlepsze ubranie, najlepsza przyprawa, najlepsze perfumy. Jeśli czuję, że wyglądam jak milion dolarów, to mogę zdobywać świat. Jest iskra w oku, jest dobre samopoczucie, jest uśmiech.
    To pierwsza rzecz.
    Druga: mój mąż czasem mówi mi: ej, to naprawdę do siebie nie pasuje. Te spodnie i te buty. Ta bluzka do tych spodni. Te kolory.
    A ja się pytam: skąd wiadomo, że mąż lepiej się na na modzie niż ja? Dlaczego jego zdanie (to nie pasuje) jest bardziej miarodajne niż moje (to do siebie pasuje, widziałam to milion razy na Pintereście i podoba mi się)?
    Mój mąż nosi się na czarno, jest wierny dwóm fasonom spodni i koszulkom koncertowym. Mówi, że dobrze wyglądam w czarnym, ale ja uważam, że ten kolor nie jest dla mnie twarzowy. Mówi, że nie lubi mnie w różowym, a tymczasem fuksja to kolor, w którym zbieram najwięcej komplementów.
    Ubieram się pod siebie, to znaczy zgodnie ze swoim gustem, ze swoim samopoczuciem. Czasem, gdy wychodzimy razem, pytam, jak by mnie chciał widzieć, to znaczy – mogę dla niego założyć krótkie spodenki albo ubrać się na czarno, skoro już tak bardzo chce. Ale to czasem.

  2. „Modowo byłam zupełnie zagubionym pączkiem w sadle, który nie wiedział jak wystylizować swoje nadprogramowe opony” – nie wierzę! To jest absolutnie niemożliwe!

    Co do tego męskiego gustu, to oczywiście, że u mnie jest identycznie 🙂 Ale chciałam napisać o czymś innym.

    Nic tak dobrze nie ubiera kobiety jak pewność, że wygląda się w czymś dobrze. Doświadczyłam tego wielokrotnie, kiedy chudsza albo ładniejsza koleżanka wyglądała w czymś gorzej niż ja, bo… ja dodawałam zawsze pewność, że to jest to i wyglądam w tym dobrze. Nie mówię, że jestem Jessicą Mercedes stylizacji, ale ta pewność to był ten creme de la creme. Oczywiście są też rzeczy, w których takiej pewności mi brak. I ich nie kupuję albo oddaję. Pewność się zmienia z latami. Teraz mam jej więcej niż jeszcze 10 lat temu.

  3. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czym mój mąż lubi mój styl ubierania czy nie. Tak generalnie. To pewnie zależy od tego, co włożę 🙂 Zwykle jest po prostu szczery i mówi, czy wyglądam OK, czy jakoś nie bardzo. Ale jego komplement zawsze mnie cieszy. Wiem, że jest szczery, i że naprawdę mu się podobam. I ta opinia za każdym razem dodaje mi pewności siebie i czuję się wtedy sexy. Jego akceptacja jest dla mnie cenna, ale jeśli jej nie ma, to też nie dramat, bo i u nas, to ja jestem ta co się zna na modzie 😉 Ale opowiem Wam o pewnej sytuacji: wychodziliśmy z mężem do znajomych na obiad, było ciepłe czerwcowe popołudnie. Pomyślałam, że skoro to nieformalne spotkanie w domu, dla wygody włożę prostą bawełnianą sukienkę i trampki. Tylko makijaż wykończyłam czerwoną szminką, związałam włosy w koczek i… dostałam od niego to cudowne spojrzenie świadczące o tym, że jest hot, co potwierdził, mówiąc, że wyglądam SUPER. Na obiedzie kumpela – gospodyni spotkania – również wystąpiła w stroju letnim i lajtowym (krótka sukienka plus japonki). Wtem zjawia się jeszcze jedna znajoma, z tych co to zawsze wyglądają IDEALNIE. W doskonałej stylizacji, której każdy element był uzupełnieniem innego. Wysokie szpile, obcisłe spodnie, odkryte opalone ramiona, bufiaste rękawy, biżuteria i wszelkie dodatki oraz manicure były perfekcyjnie dobrane kolorystycznie. O makijażu nie wspominając. No wyglądała bosko! Mnie byłoby niewygodnie, ale co tam wygoda! Tak wyglądać! 🙂 Spojrzałam na nią z zazdrością i pomyślałam „Oho! Mogę się schować… na nic czerwona szminka i ukrywająca krągłości sukienka!”. Ale to uczucie trwało tylko chwilę, bo przypomniałam sobie, co przed wyjściem z domu powiedział mi mój facet i jak na mnie spojrzał. Wtedy pomyślałam: „Co tam trampki i skromna sukienka! Skoro on mówi, że wyglądasz super, to wyglądasz super!” 😉

  4. Moja druga polowa na moje stylizacje ma nazwyklucze:koreańska aktywistka,mieszkanka kibucu,opiekunka osóbstarszych w Niemczech, uboga sekretarka z podrzędnej firmy. No cóż , to jego zdanie.Może dobrze że je wogóle ma hmm

  5. Moja druga polowa na moje stylizacje ma nazwyklucze:koreańska aktywistka,mieszkanka kibucu,opiekunka osóbstarszych w Niemczech, uboga sekretarka z podrzędnej firmy. No cóż , to jego zdanie.Może dobrze że je wogóle ma hmm

  6. Moja druga polowa na moje stylizacje ma nazwyklucze:koreańska aktywistka,mieszkanka kibucu,opiekunka osóbstarszych w Niemczech, uboga sekretarka z podrzędnej firmy. No cóż , to jego zdanie.Może dobrze że je wogóle ma hmm

  7. Ha!!! Mój Misio okrasza moje modowe wybryki z dużą dawką poczucia humoru. Podczas sesyjek powstają niesamowite historie na temat genezy moich stylizacji ;P.

    Pięknie Ci w mężowej koszuli :D!!!

  8. Ja wyznaję zasadę, że dobrze mi w tym, w czym się czuję dobrze 😀 Natomiast mój luby twierdzi, że dobrze mi we wszystkim o ile jest to sukienka ;p Chociaż na początku naszego bycia razem marudził, że zakładam spodnie, teraz już nic nie mówi 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.