WIEDZIAŁAM, ŻE GDZIEŚ TU JESTEŚ

Na parkingu podziemnym panował półmrok. Masywne drzwi zatrzasnęły się z jękiem, wprawiając w ruch ociężałe cząsteczki powietrza. Lodowaty jęzor przeciągu liznął mnie po kostkach.
Wzdrygnęłam się i nagle usłyszałam czyjeś kroki. Charakterystyczne. Szybkie, nieznoszące opieszałości, pewne. Znajome…
– Niemożliwe – pomyślałam – przecież ten parking jest wielki, to miasto ogromne, niemożliwe, że to Ona…
Niepodziewanie kroki zastygły w ciszy. Gdzieś blisko. Chyba. A może daleko?
Rozejrzałam się. Parking rozlewał się w ponurym świetle strugą samochodów. W odległym kącie zgasła rozedrgana jarzeniówka.
Kroki wsiąkły w posadzkę, jakby nigdy ich nie było i wtedy znowu coś usłyszałam.
Chrząknięcie. Charakterystyczne. Jak kaszel zatrzaśnięty w gardle i przełknięty do żołądka, z nosowym zaśpiewem. W jakiś niewytłumaczalny sposób eleganckie. Znałam to chrząkanie. Poznałabym je w tłumie na końcu świata. Nikt nie chrząka z taką gracją. To była Ona.
Wybiegłam na podziemną alejkę. Echo porwało wszystkie odgłosy. Pięto wyżej zadudniły ospałe drzwi. Cisza uderzyła we mnie z łoskotem.
– Czy naprawdę słyszałam chrząknięcie… Nie. To wszystko to były jakieś omamy słuchowe.
Rozglądając się niepewnie na boki, podeszłam do kasy biletowej. Maszyna łapczywie przełknęła siedem złotych.
Zeszłam piętro niżej, rozdeptując ciszę.
Światło fotokomórki rozbłysło na mój widok radośnie. Skierowałam się do mojego auta, klucząc w szeregach pozostałych pojazdów, cierpliwie czekających na właścicieli.
I wtedy zobaczyłam Ją. W szerokich spodniach i długim rozpinanym swetrze. Pochylała się nad torbą, położoną na masce samochodu, szperając w niej żywiołowo. Wiedziałam, czego w niej szuka, kluczy. Zawsze w ten sposób szukała kluczy. Czasem torbę podtrzymywała kolanem. Denerwowała się, mruczała pod nosem, wzdychała, na moment przerywała, spoglądała w niebo, jakby chciała Boga prosić o pomoc, ale przypominała sobie, że on ma na głowie naprawdę ważne sprawy i znowu nurkowała w torbie.
– Mamo – powiedziałam, czując, jak echo wyrywa mi słowa z ust.
Odwróciła się i gdyby trzymała w dłoni torbę, to z pewnością właśnie by ją upuściła.

Gdyby ktoś nas w tej chwili obserwował z ukrycia, zobaczyłby dwie bardzo podobne do siebie kobiety, ściskające się na parkingu podziemnym. I może pomyślałby, że to spotkanie po latach.

– Wiedziałam, że tu gdzieś jesteś, słyszałam, jak chrząkasz – szepnęłam pomiędzy jednym uściskiem a drugim.

You may also like

2 komentarze

  1. Widziałam wczoraj w Orkana dwie bardzo do siebie podobne kobiety pół dnia zastanawiałam się skąd znam jedną z nich, dziś mnie olśniło że to byłaś Ty! Pozdrawiam serdecznie:) Ania

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.